Andrzej Gwiazda i Bogusław Nizieński to ludzie,którzy swoim życiorysem udowodnili,że wartości,którym byli wierni są ponadczasowe i nie potrzebują naczelnego jakiejś gazety,który im je nada.
Dla Gwiazdy honor to symbol,to naczelna maksyma życiowa,która determinowała jego poczynania,podobnie jak Nizieński,który w PRL-u nie splamił się wydawaniem wyroków pod dyktando władzy.
Jednak od niemal dwudziestu lat określenie ,,ludzie honoru ,, nie tyczyło się tych dwóch panów i innych o podobnej do nich niezłomnej postawie,ale kojarzone było z generałem,który sprawował w Polsce władzę z nadania Moskwy i jego zausznika,speca od służby,której knowania kosztowały życie wielu szlachetnych i honorowych Polaków.
Dziś padła wiadomość,że po doradcach z UD/UW które są przykładem pluralizmu poglądów a la Komorowski,po odznaczeniach dla ubeków i pezetperowców,jako chyba uciskanych i ciemiężonych przez ostatnie 20 lat pora przyszła na przeciwnika odebrania PZPR jej majątku i twórcę definicji ,,ludzi honoru,,.
Na takie dictum Gwiazda i Nizieński nie mogli zareagować inaczej,jak odejściem z Kapituły i dobrze,bo trzeba bronić pierwotnego znaczenia słów,zwłaszcza tak istotnych jak honor.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)