Patrzę na nich codziennie w drodze do pracy i jest to dla mnie grupa szczególnej troski,choć rozróżniam wśród niej takich ,którzy są do ,,uratowania,, i tych , którzy według mnie nadziei już nie rokują.
O tą drugą grupę martwię się szczególnie i jej poświęcę czas refleksji,jakim są Święta.
Kim oni są i co to za ludzie?
Ludzie oczywiście różni, ale łączy ich jedno,że jak tylko zbliżają się do kolportera to już wyciągają dłoń ,aby poczuć w niej ciepło ideologicznego periodyku bez którego dzień jest dniem straconym,bo brak azymutu myślenia i oceny innych uniemożliwia egzystencję .
Przy czym ludzie ci wcale ręki wyciągać nie muszą bo kolporter wciska ją każdemu tak nachalnie,że trudno jej czasem nie dostać do ręki,jednak grupa o której piszę nie może pozostawić tak ważnej kwestii,jak codzienny ,,narkotyk ,, przypadkowi.
Obawiam się nawet,że jeśli pewnego dnia zamiast gazety ustawionoby beczkę z butaprenem i napisem,jaki nosi periodyk to zanurzyliby w niej głowę i biorąc głęboki wdech poczuliby się podobnie do stanu,jakiego doznają po przeczytaniu od dechy do dechy swojej gazetki.
Obserwacja osobników tej grupy w środkach komunikacji,kiedy zaraz wysiądą i jak co dzień odbędzie się rytuał z wyciąganiem dłoni i skrzętnym chowaniem egzemplarza do teczki lub czytaniem od razu (przypadek skrajny) daje wiele do myślenia i tak przychodzą mi wnioski w postaci pytań,jak to jest możliwe,że w kraju,gdzie fiskus ściga za rozdawanie chleba,a nie ściga za ideologiczne uzależnianie szerokich mas społecznych i druga kwestia,czy zważywszy na reakcje przedpobraniowe świeżej dawki ideologicznego ,,proszku,, nie powinno się ,obok tytułu umieścić ostrzeżenia o skutkach ubocznych?
Zachęcam do refleksji.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)