Po pierwsze to określenie ,,afera taśmowa,, jest nieadekwatne.
Takową możnaby nazwać incydent, kiedy w PGR -e pijany robotnik rolny wpadłby na taśmociąg i dalej do młockarni.
Tutaj mamy jednoznacznie do czynienia z aferą chamstwa ludzi piastujących najwyższe funkcje w państwie, a desygnowanych na nie przez tych światłych i postępowych i dodatkowo aferę niekompetencji służb specjalnych i to tych, których nie tylko nie tykał Antoni Macierewicz, ale tych kierowanych ostatnio przez takich asów, jak Krzysztof Bondaryk.
Można też mówić o aferze działań sprzecznych z Konstytucją, a sądzę tak po solennych zapewnieniach, że tak nie jest panów premiera i prezydenta.
Obaj bowiem mają za paznokciami i ich stwierdzenia należy traktować jako ucieczkę do przodu, niemniej nie przesądzam i poczekam na konkluzje odpowiednich komisji śledczych, bo przecież nie sądów.
Dlaczego więc PO nie spada?
Ano powiedzcie mi jaki jest odsetek kobiet i mężczyzn, które po gwałcie decydują się na ujawnienie faktu, podjęcie działań przez organa i rozpoczęcie bolesnego procesu uporania się ze skutkami tego zdarzenia?
Gros reakcji po takich incydentach jest taka, że oto ofiary nie tylko nie przyznają się, ale obwiniają z goła siebie, zdejmując tym samym ciężar winy ze sprawcy. Indagowane na okoliczność zdarzenia idą w zaparte. Nie szukają ukojenia podejmując próbę weryfikacji zajścia, ale paradoksalnie szukają mediów, które utwierdzą ich w ich postawie, co pogłębia tylko ich i tak juz beznadziejną sytuację.
Czy analogia jest trafiona?


Komentarze
Pokaż komentarze (33)