Do takiego dylematu doprowadził mnie pewien blagier, czy bloger ( trudno mi stwierdzić ) często eksponowany na SG. Napisał on dzisiaj tekst, w którym wyczytałem satysfakcję z faktu, że należąca chyba do Orlenu rafineria Możejki na Litwie przynosi straty. Owa satysfakcja zasadzała się na tym, że kupno Możejek pilotował osobiście śp Lech Kaczyński, więc pilotaz ten siłą rzeczy musiał prowadzić do odłozonych w czasie i dziś brutalnie doganiających prawa ekonomii skutków. Mnóstwo drwin i ani cienia refleksji, że minęło juz 7 lat od kupna rafinerii i nie PIS, ale obecną ekipę należałoby zapytać co z tym fantem uczyniła, aby nie generowała ona strat. Oczywiście można i nawet powinno się dyskutować o tak dużych projektach i ich sensowności, ale trudno to czynić abstrahując od wielkiego sąsiada, który też miał na Możejki chrapkę i jest zainteresowany niepowodzeniem współpracy polsko-litewskiej, oraz od zmieniających się rządów i nastrojów wobec Polski na Litwie.
Najważniejszym dla mnie jest jednak kwestia oto taka, jak trzeba nienawidzieć politycznego wroga, bo przeciwnikiem przestał on być już dawno, żeby cieszyć się ze strat polskiego koncernu, a więc nas wszystkich, chcąc tym samym zwolennikom tego wrogiego obozu brzydko dokopać.
Myślałem nad przeciwwagą dla takiej postawy i nie musiałem daleko szukać. Otóż mój mały, osiedlowy sklepik jest za sprawą jego właściciela ,,czerwony,, jak burak i to wyszło dziś w pełnej krasie. Miał widocznie zły humor, ów właściciel, bo jego partia dołuje i musiał dać upust. Czy po wyjściu ze sklepiku, którego właściciel okazał się mieć afiliacje polityczne o wieki świetlne od moich odległe postanowiłem przestać u niego kupować? Otóż nie.
Jak kiedyś pisałem, zatrudnił on na pół etatu młodą kobietę z okolicy, samotnie wychowującą troje dzieci. Od tego czasu kupuję u niego częściej i więcej, więc gdybym zaczął go bojkotować, to uderzę w ,,komucha,, ale też w tą młodą dziewczynę, więc odpada. Sam właściciel ma umysłowo upośledzonego syna, który potrzebuje dochodów ojca.
Tu się różnimy z blogerem. Nie wyobrażam sobie czerpania satysfakcji z fiaska czegoś, co dotyczy małej, czy wiekszej społeczności, a powstało z udziałem ludzi, z którymi mnie politycznie nie jest po drodze.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)