Do Warszawy wyjechałem wczoraj o 18-ej. Radio podawało informacje o rannych policjantach i uczestnikach. Z meldunków biła narracja, że chuliganie byli częścią marszu, a nie lewackimi bojówkami, które zaatakowały jego czoło w okolicy Ronda Waszyngtona. Potem narracja mówiła o bezimiennych chuliganach, którzy podobnie jak naziści, spadli z kosmosu. Wiedziałem więc, że chodzi o lewaków. Potwierdzenie mojej tezy nastąpiło na parkingu sieci fastfood jakieś 70 km przed Warszawą. Narodowcy z Jeleniej i Sosnowca, w dobrym nastroju, żaden nie był pijany i z każdym można było fajnie poogadać. Powiedziałem, że jestem blogerem na s24 i obiecali rozreklamować ( Janke mnie wyrzuci ). Wcześniej, bo jakieś 120 km przed Wa-wą inny autobus i 4 wozy policyjne-kontrola.
Dziś o 8 rano jadę koło Narodowego, czekam przed Rondem Waszyngtona i widzę normalnie wyglądające chodniki, żadnej uszkodzonej szyby na przystankach, czy pozostałych szkód, o których trąbiły media.
Dlaczego się nie dziwię? Takie mamy media, albo służby porządkowe. Pewnie te same, które zbierały znicze na Krakowskim.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)