Przesympatyczny Profesor Bralczyk zadeklarował, że jest przeciwny wulgaryzmom w reklamie – i dobrze, że zadeklarował.
Bo przywołane jako przykład reklamy są - jakby to delikatnie określić – żadne po prostu.
Nadają się do powieszenia w pobliżu szkolnej toalety, a nie na mieście, szczególnie na tak sympatycznym, jak staroruski Chełm.
Dawniej, jak się nie miało pomysłu na reklamę, to próbowało się pokazać gołą d...Teraz najwyraźniej zaistniała moda, żeby pojechać bluzgiem. Jak ... na Wiejskiej jakiejś – zabawie, oczywiście.
Problem w tym, że Pan Profesor popadł w dydaktyczną manierę i zaprotestował przeciwko wulgaryzmom używanym tak publicznie, jak i prywatnie.
A jeszcze dalej posunął się Pan Poseł Kwitek z Sandomierza, który na wspomniane „reklamy” do prokuratury doniósł.
Oooooo, przepraszam bardzo: to dzięki włączonym, a niezauważonym przez Wipów mikrofonom, możemy się zorientować, jakiego języka używa Kulturalne Towarzystwo.
Ale wtedy protestów (ani profesorskich, ani poselskich) nie słyszałem - co najwyżej śmichy-chichy.
A więc bez hipokryzji, pls :-)




Komentarze
Pokaż komentarze