Sprawa uchodźców zadecyduje się jednak nie na opóźnianym szczycie ale dzień wcześniej, na spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych krajów Unii. To wybieg Tuska aby w przypadku braku porozumienia, przegłosować narzucone przez Junckera kwoty nie podczas szczytu a na forum Rady Unii Europejskiej. Głosowanie będzie większościowe, bez prawa weta, niezgodne z unijnym prawem. Równie dobrze ministrowie finansów mogliby w podobny sposób przegłosować wysokość minimalnej pensji w krajach UE. RE nie ma prawa przegłosowywać spraw nie objętych traktatami - takie rzeczy rozstrzyga się w czasie szczytów podczas których przywódcy podejmują jednogłośne decyzje. Sam szczyt na którym pierwotnie miały zapaść decyzje odbędzie się dzień później. Spotkanie przywódców UE będzie fikcją sankcjonującą przegłosowane już decyzje, ogólnikową refleksją nad problemami dotyczącymi migracji. Dzień w którym Tusk narzucił sposób podejmowania decyzji w sprawach wykraczających po za jusysdykcję UE jest dniem śmierci demokracji w Unii Europejskiej. Dociskanie kolanem mniejszych państw, szantaż, stosowanie metody faktów dokonanych, przegłosowywanie na forum UE spraw będących kompetencją poszczególnych krajów oznacza koniec Unii jaką znamy. Tworzenie rad kolektywnie ograniczających prawa jednostek cofa UE do najmroczniejszych czasów komunizmu. Unia zrzuciła maskę wspólnoty, pokazując twarz grup nacisku i sprzecznych interesów.
Niemcy zachowały się jak imigrant Simon Mol który zarażał Polki wirusem HIV licząc na uzdrowienie.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)