Oglądając "emocjonalny" występ Mariusza Kamińskiego w Sejmie zastanawiam się ile siebie jest w stanie sprzedać polityk w zamian za aprobatę zwierzchnika i przybliżenie się do zajęcia dobrego miejsca na liscie wyborczej. Śliniący się posłowie PIS którzy zapisywali się do zadawania pytań i jeden przez drugiego powtarzali to samo to widok żałosny. Treść tego, co maglowali mozna było przekazać w trzech, czterech pytaniach. Wtedy jednak Prezes i jego przyboczni nie odnotowaliby w notesach tego, czy innego nazwiska. Wydaje się, że w PIS miarą przydatności danego posła dla partii jest poziom nienawiści do PO i Tuska. Kamiński swoją mową przetrenowaną zapewne przed lustrem zapewnił sobie wysokie miejsce. Fakt sprzedania godności czyni go polityczną dziwką, ale u nas to norma i to nie tylko w PIS. Tomasz Lis nazazwał dziś Kamińskiego "chłystkiem". Jeśli o mnie chodzi był bardzo taktowny.
353
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)