Przeżyłem w Gdyni blisko 20 lat, zżyłem się z tym miastem, które powstało w końcu by oprzeć się niemieckiej hegemonii w Gdańsku w latach 30 i otworzyć okno na świat w postaci nowoczesnego portu. Tym czasem jak mi to uświadomił ostatnimi dniami Jarosław Kaczyński, miasto utkane jest antypolską retoryką w sposób wprost nieprawdopodobny. Podam przykład. Plac w centralnej części Gdyni, przy najbardziej prestiźowej ulicy Świętojańskiej, na którym stoi min. Szpital Miejski nazywa się Placem Kaszubskim. Skandal i jawna gloryfikacja grupy etnicznej, która od pokojeń podkreśla swą odrębność. Co więcej grupa ta judzi i knuje, a jest w tym na tyle cwana, że podrzyciła nam swojego przedstawiciela na premiera. Ten zaś obnosi się ze swoją kaszubskością na prawo i lewo. Do Kartuz z nim, a nie na stanowiska w Warszawie. Przykład drugi. Jedna z najważniejszych ulic w Gdyni nazywa się Śląska. I znów, chwalimy Slązaków, którzy jak to trafnie prezezs ujął są niemiecką piątą kolumną na polskiej ziemii i dążą w dodatku do autonomii. Zamiast zamknać kmiotów w rezerwatach daje im się ulice. Jawna kpina. Co więcej, stadiony narodowe sobie kolorują. Teraz mieszkam w Rumi i od razu jaka odmiana. Nowe rondo i od razu imienia Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i to już 4 miesięce po katastrofie. To ja rozumiem.
Mam nadzieję, że jak PIS dojdzie do władzy zrobi z tym porządek. Jest tyle fantastycznych postaci, którymi możnaby obdzielić nazwy ulic niejednego miasta. Wszyscy wiemy, kto nadawałby się najlepiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)