Kibolskie organizacje przestępcze to najwięksi wygrani ostatnich dni. Nigdy wcześniej po zdemolowaniu stadionu i regularnej wojnie z policją taka rzesza polityków nie umartwiała sie nad ich losem. Ci sami ludzie, którzy skompromitowali nasz kraj wobec całej Europy wszczynając dwukroitnie demolkę na Litwie (raz jako Legioniści w Pucharze Europy, a potem kibice reprezentacji w Kownie) są teraz głaskani i wynoszeni ponad prawo jako jedyni spadkobiercy nurtu patriotycznego wśród młodzieży naszego kraju. A dzieje się tak tylko dlatego, że sprtyni kibole opowiedzieli się przeciwko rządowi. To wystarczyło by prezes PIS po raz kolejny stał się znawcą tematyki stadionowej i wziął pod swoje skrzydła umęczonych młodzieńców, a na stronach internetowych PIS pojawiły się informacje o prowokacji rządu wobec kibiców.
Piotr Lisiewicz pisze na pis.org:
Prowokacja bydgoska
To, że wydarzenia bydgoskie były prowokacją władzy, nie ulega wątpliwości dla nikogo, kto zna przebieg wydarzeń.
Jak władza zareagowała na rzekome gigantyczne zagrożenia, publicznie opisywane przez rządowe służby? Podczas meczu na murawie pojawiło się zaledwie... kilkudziesięciu ochroniarzy z firmy Zubrzycki. Jeśli władza wierzyła własnej policji, było to zachowanie kompletnie nieodpowiedzialne. Trudno je określić inaczej niż głupotę lub – co bardziej prawdopodobne – celowe prowokowanie zajść.
Pomysł, że kilkudziesięciu ochroniarzy może stanowić zaporę na wypadek gdyby 6 tys. kibiców Lecha chciało się pobić z 6 tys. kibiców Legii, to czysty absurd. Gdyby trybuny faktycznie pełne były chuliganów, jak opisuje to „Gazeta Wyborcza”, mecz nie zdążyłby się rozpocząć, a boisko stało by się terenem batalistycznych scen bitewnych.
Czyli to rząd jest winien rozróbom, bo specjalnie, prowokacyjnie zmniejszył liczbę ochroniarzy, chociaż to PZPN i klub Zawisza Bydgosz byli organizatorami meczu. Wojewoda udzielił pozwolenia po wyraźnych zapewnieniach tychże, iż wszystko jest w jak najlepsym porządku. Zresztą gdyby nie wydał takiej zgody, to też byłby powód do wojny i przykład prześladowania przez rząd środowiska piłkarskiego. Kółko się zamyka. W każdym bądź razie teraz szef kiboli Staruch, który kilka tygodni wcześniej uderzył na oczach całej Polski piłkarza Legii, Wawrzyniaka, teraz jest uznawany za przedstawiciela nurtu patriotycznego jednego z najstarszych polskich klubów. Zyskał tym uznanie w oczach nie tylko Jarosława Kaczyńskiego, ale i posłów Czarneckiego i Hofmana. Na demonstracji pod stadionem (co najważniejsze z użyciem antyrządowych haseł) trzymał w ryzach spienioną dzicz, co od razu dodało mu estymy i poklasku. Nawet pobity wcześniej piłkarz go pochwalił. Nic więc dziwnego, że jako jeden z pierwszych to Staruch, a nie właściciel klubu, czy też kapitan dzierżył w dłoniach Puchar Polski.
Stadionowi przestępcy zyskali więc silnego protektora. Nie miejmy złudzeń, że pod zakapturzonymi czerepami kryją się wyłącznie bezmózgie istoy. Duża część to rzeczywiście gnane instynktem stadnym maszynki do bicia, ale za ich plecami stoją ludzie, którzy w całym tym kibolstwie czują poważny interes. Nie tak dawno obiegły media zdjęcia likwidowanych w środowisku kibiców szajek handlujących narkotykami. Takimi przedsięwzięciami nie zajmują się idioci. Dla nich uzyskanie wpływowego protektora jakim jest PIS i uzależnienie partii Kaczyńskiego od głosów kilkuset tysięcy ludzi daje pole do dalszego działania. W przypadku wygranej PIS, Kaczyński stanie się zakładnikiem swojego poparcia i wypływanie na wierzch przewinien kibolskich nie będzie mile widziane, jeśli zaś władza zostanie w rękach PO, to jakakolwiek walka z bandytami będzie zakrzyczana jako zamach na niepokornych kibiców.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)