Inicjowany z wielką pompą pierwszy blog prezesa PIS Jarosława Kaczyńskiego, okazał się szufladą partyjnych frazesów wrzucanych co jakiś czas ku uciesze elektoratu. Ale i tu nie starczyło prezesowi cierpliwości. Po półtorej miesiąca jako takiej aktywności (nie miejmy złudzeń, głównie przybocznych Kaczyńskiego) zabawka pod tytułem internet została rzucona w kąt.
Ostatni wpis z 31 marca br. to nic innego jak link do dokumentu na pisowskiej stronie. Jeśli weźniemy pod uwagę, że pierwszy wpis był ordynarnie skopiowanym przemówieniem, które prezes PIS wygłosił kilka dni wczesniej to widzimy jak w rzeczywistości wygląda wirtualna aktywność Kaczyńskiego. Powie ktoś - Co z tego, nikt nie ma przecież obowiązku pisania bloga? Pewnie, racja, ale jak już zaczął i to w miejscu, gdzie zdecydowaną większość użytkowników stanowią jego zwolennicy, to dla samego szacunku dla nich powinien choć raz na kilka dni podyktować Hofmanowi, albo Czarneckiemu jakąś notatkę. Nikt nie wymaga kilkunastostronnicowych opracowań.
Choć nie jestem zwolennikiem PIS, to z chęcią przeczytałbym co Kaczyński sądzi o bieżących wydarzeniach. Słowo pisane ma jednak inny wymiar niż obrzucanie się błotem w TV. Rozumiem jednak, że prezes od dyskusji z internautami woli zająć się przytulaniem młodych patriotów wylewających łzy rozpaczy pod stadionami.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)