W ostatnim Uważam Rze redaktor Dorota Gawryluk była łaskawa pochylić się nad miałkością współczesnych grup kabaretowych, co to podśmiewują się jedynie z przewracania się na scenie i puszczania bąków, ewentualnie spłodzenia jakiegoś skeczu o Kaczorze.
Nie to co kiedyś, rozmarzyła się redaktor, gdy w czasach komuny takie tuzy satyry jak Pietrzak, Laskowik, czy Kabaret Starszych Panów inteligencją i literacką zręcznością omijali cenzurę przemycając ważniejsze wartości, a zarazem śmiesząc.
I tu znajduje redaktor Gawryluk szansę na renesans ruchu kabaretowego z prawdziwego zdarzenia. Wszak obecnie mamy sytuację niemal porównywalną z najczarniejszymi latami PRL. Cenzura, drugi obieg, prześladowania niepokornych. To idealna sytuacja dla satyryków młodego pokolenia. Zagrożenie wolności niesie niepohamowane pokłady inwencji twórczej.
Wszystko piękne, wizja rodzącego się państwa totalitarnego znakomicie rozpisana zgodnie z linią wyznaniową redakcji tygodnika, w którym kilkanaście stron wcześniej redaktor Ziemkiewicz w tonie natchnionego kaznodziei nawraca na dobrą drogę zagubioną o oparach michnikowskiej manipulacji koleżankę z Gazety Wyborczej. Znakomicie. Tylko jeden fakt się nie zgadza.
Kilka stron wcześniej redakcja Uważam Rze chwali się, iż sprzedaje tygodniowo blisko 200 tys. egzemplarzy swojej gazety, najwięcej wśród tygodników. Skoro tak jest, to gdzie ta cenzura i drugi obieg? Gdzie ten totalitaryzm skoro negująca na każdej stronie rząd PO gazeta przez nikogo nie niepokojona rozwija się w najlepsze? Niepokorni kolportują ją na uniwersytetach i i czytają felietony prawicowych mądrali na tajnych domowych kompletach?
A może pani redaktor Gawryluk żartowała? Wszak o kabaret w tym wszystkim chodziło. Jeśli tak ,to wyszedł jej pierwszorzędny skecz.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)