Droga różni się od drogi ekologicznej mniej więcej tym, czym demokracja od demokracji socjalistycznej.
Gdyby w Europie Zachodniej kilkadziesiąt lat temu istniały tak potężne, jak w tej chwili organizacje ekologiczne, pewnie do dziś nie mknęlibyśmy z Berlina do Lizbony i z Paryża do Rzymu po wspaniałych autostradach, lecz przedzieralibyśmy się z jednego krańca Europy na drugi takimi drożynami, jak ta z Suwałk do Łomży - przez Augustów. To z jednej strony.
A z drugiej strony, gdyby nie istniały owe potężne organizacje ekologiczne, być może w dolinie Rospudy już parę lat temu wyginęłyby (albo przynajmniej wyniosłyby się stamtąd) orlik krzykliwy, trzmielojad i błotniak stawowy, jak wcześniej z wielu zurbanizowanych części Europy Zachodniej zniknęło wiele gatunków zwierząt.
Z dwojga dobrego najlepiej oczywiście mieć jedno i drugie, czyli równocześnie szerokie, dobre drogi i przyrodę w możliwie jak najmniej naruszonym stanie. Aby te oczekiwania pogodzić, potrzeba nam jednak po obu stronach sporu o przyszłość doliny Rospudy i innych urokliwych zakątków Polski, znacznie więcej rozsądku i umiaru, niż mają go w tej chwili ekologowie - z jednej strony, oraz mieszkańcy Augustowa i budowniczowie obwodnicy tego miasta - z drugiej.
Na pewno też trzeba mieć znacznie więcej rozsądku i umiaru, niż mają go urzędnicy Komisji Europejskiej, którzy w poniedziałek wysłali do Trybunału Sprawiedliwości wniosek o wstrzymanie budowy obwodnicy w dolinie Rospudy. Tak się bowiem składa, że głosujący za obroną doliny - pospołu - polscy ekologowie i urzędnicy Komisji Europejskiej, głosują jednocześnie za opóźnieniem cywilizacyjnym Polski.
Nie byłoby więc od rzeczy, gdyby wszyscy oni - zanim wznowią protesty - pomieszkali przez kilka lat albo chociaż przez kilka miesięcy w Augustowie lub musieli raz dziennie przejechać się samochodem z Suwałk do Łomży i z powrotem. Może wtedy zrozumieliby wreszcie, że ochrona przyrody jest zajęciem jak najbardziej chwalebnym, ale ochrona ludzi ginących na augustowskiej drodze ekologicznej wcale nie jest zajęciem mniej chwalebnym.
Blog Rzeczpospolitej
Moje niezborne uwagi na urlopie:
Droga, ktora, niby, ma powstac, tak rozni sie od "ekologicznej", ze wymaga wybrania ca 20x5x500m^3 torfu i polozenia w tym wykopie drogi drozszej od 500m nabrzeza (nabrzeze nie przenosi takich obciazen jak droga dla tirow). Pomijam koszty osuszajacego wykopu poprzecznego do drogi (drogi w tym
miejszcu nie da sie wybudowac bez osuszenia czyli zniszczenia rozpudzianskich
blot). Nikt w rzadzie, ktory autostrad jw., nie ma zamiaru dolozyc ani zlotowki (nawet Nielot Pingwin Gosiewski) do tej extravaganzy i zaden szwagier wujta na wykupionych nieuzytkach nie zarobi. Rzad wie, ze zarobic na tej drodze moze tylko on, zwalajac wine za brak obwodnicy na Unie i zlych ekologow.
Jest mozliwosc wybudowania obwodnicy, prawdopodobnie taniej, budujac droge dluzsza, na solidniejszym gruncie i przerzucajac malo ambarasujacy dla przyrody 50m mostek. Do tego nie trzeba byc zlym ekologiem, wystarczy zdac na maturze matematyke i zakonczyc edukacje z tytulem inzyniera. Bedac politykiem, wystarczy miec wole zbudowanie czegos dla Augustowa zamiast checi kolejnej rozgrywki partyjno-partyjnej.
Jezeli zas chodzi o autostrade z Berlina to przypominam, ze Hitler doprowadzil do ruiny Niemcy a nie do rozkwitu. Do rozkwitu doprowadzil je gen. George Marshall. Kosztem bocianow.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)