Symboliczny koniec „Czwartej Rzplitej”,
jakim jest dla mnie list premiera do Tuska z prośba o łaskę, nastawia mnie fizjologicznie do rzeczywistości i nieszczęsnej próby „rewolucji konserwatywnej” w Polsce. - (Polaczek pojechał do Chin budować autostrady a Fotyga negocjować) – Powoduje mną pytanie: „Jaki sens ma rewolucja konserwatywna w konserwatywnym kraju?”
Może nie chodzi o żadną rewolucję a o kryzys wieku średniego młodych, zdolnych, „niezależnych” felietonistów – felietonista tym różni się od dziennikarza, że nie musi, dziennikarz musi, zbierać dokumentację musi, dowodzić tez, a on nie, wystarczy jak jest dowcipny, młody i zdolny.
Zwidem-ż-by ona była i marą, owa rewolucja? Rojeniem tyjącego, po rozwodzie i bez stałego etatu? Ileż lat można się zapowiadać, podczas gdy Gazeta i Polityka stawiają nowe biurowce?
I pyk, i nie ma, za sprawą jednego listu premiera. Koniec wymęczonego dziewictwa.
PiS może i wróci do władzy - co sześć lat nauki to nie dwa, a nauki Polakom trzeba – nie będzie to już nigdy ani Czwarta, ani Solidarna, to będzie zwykła władza, zła, bo nie dobra, ale tylko władza.
Władza ludzi tak dobrze wychowanych, że niemających odwagi założyć tiszerta „Nie lubię Lisa!” i niemających odwagi protestować przeciwko chamstwu ... Targalskiego etatodajnego.
Jak co kilkanaście lat obrotu dopełnił świat.
Następny etap emerytura.
Następny etap starcze zdziecinnienie.
Ale to nie temat na rozmowy z konserwatywnymi liberałami.
12
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)