dzien przedwczorajszy i nastepujaca po nim noc, kiedy to na zamowienie kolegi instalowalem mu na niezbyt mlodym kompie dominujacy na rynku system dla ludzi, odpalasz plytke, wszystko sie instaluje i dziala. To, ze wszystko sie zainstalowalo jest zasluga moja, pomocnika (w chwilach krytycznych b. pomocnika) i drugiego kompa pod ubuntu, ktory nigdy nie problemu pt. a siec gdzie? Zajelo nam godzin szesc ogladanie napisow, ze system szuka, system nie moze znalezc, system nie ma, sterowniki sa nieodpowiednie oraz ze zmienione zostaly pliki systemowe, prosze wlozyc plyte.
Oprocz kompilacji nieskomplikowanego i podobniez nie wymagajacego kompilacji systemu kompilacji wymagal tez sam komp. To prawda i tego sie wie wypieram. Wymagal odlaczenia starej i podlaczenia nowej nagrywarki.
Nastepne szesc godzin spedzilem na sciaganiu z sieci, instalowaniu i kompilowaniu (tak, tak, kompilowaniu - po co wam antywirus, ktory nie sprawdza co zaladowal menedzer pobierania plikow?) programow niezbednych dla zapewnienia minimum bezpieczenstwa i funkcjonalnosci, ktorych to minimow, z niewiadomych przyczyn, ow "system operacyjny" nie posiada (nie posiadl przez lat 27 ewolucji).
Nie zainstalowalem ani jednego programu powszechnie uzywanego do naruszania wlasnosci intelektualnej z powodow prozaicznych. Po szesciu godzinach przerabiania starego trampa na kontrtorpedowiec i po nastepnych szesciu godzinach ladowania na kontrtorpedowiec torped, torpedowiec zaczal trzeszczec ponizej linii wodnej. Odrobina kompilacji przywrocila mu walory statku wycieczkowego lecz transatlantykiem stanie sie dopiero po zainwestowaniu dodatkowych 30 euro.
Przy pomocy Ubuntu z Windowsem mozna zrobic cuda.


Komentarze
Pokaż komentarze