Rozmowa z założycielem i honorowym prezesem Vishay Intertechnologies, Inc. z Filadelfii, uczonym, miliarderem i filantropem, dr. Feliksem Zandmanem.
Q. Czym jest dla pana Polska?
A. Wielkim cmentarzem.
Q. Urodził się pan w Polsce, tu pan chodziło do szkoły, tu zdał maturę, a jednak stroni pan od Polski? Nie ciągnie pana tam?
A.. Nie! Jak każdy polski Żyd, mam w stosunku do Polski mieszane uczucia. Z jednej strony mam żal za antysemityzm, z drugiej bronię Polski i Polaków na każdym kroku za męstwo i pomoc udzielaną w czasie wojny, Żydom. Robię wszystko, żeby środowiska, nie znające wojny i historii, miały o niej prawdziwe pojęcie. Bo zdarza się, że atakuje się Polskę za to, że kolaborowała z Niemcami a to jest wielka nieprawda. Polska i Czechy, to dwa państwa okupowanej Europy, które z hitlerowcami nie kooperowały. Nie miały ani rządu, ani żadnej znaczącej grupy, która by się do takiej współpracy posunęła. Mówienie o polskich dywizjach, o polskich żołnierzach w armii niemieckiej jest jawnym fałszowaniem historii. Świat musi o tym wiedzieć i ja daję temu świadectwo. Chociażby w swojej książce. Tacy Duńczycy, Holendrzy, Litwini, Ukraińcy, a najbardziej Francuzi nie tylko z Niemcami kooperowali, oni aktywnie pomagali wywozić Żydów do obozów. Polacy tego nie robili.
Q.: A mimo to niektóre koła żydowskie o tym zapominają.
A. Ja o tym pamiętam! Polacy przeszli wojnę z honorem.
Q. Boli nas jednak, kiedy środowiska żydowskie, które odwadze i determinacji Polaków zawdzięczają życie wielu dziesiątków tysięcy Żydów, nie bronią nas przed zarzutami o kolaboracje z Niemcami. Coraz częściej fałszuje się historię, zarzucając nam współprace z Hitlerem przy eksterminacji Żydów, a ci ostatni w tej sprawie milczą.
A. Ja nie milczę! Na każdym kroku podkreślam, że w czasie wojny było wśród Polaków bardzo wielu ludzi, którzy ratowali Żydów. Przecież mnie samego uratowali Polacy. Jeśli kiedykolwiek ktoś zarzuca Polakom, że byli w czasie wojny obojętni na los Żydów, powtarzam, że to nieprawda. Jestem żywy dzięki Polakom! Nic im za tę pomoc nie płaciłem, poświęcili swoje życie, ryzykowali życie najbliższych, żeby ratować nas. Trudno o większe bohaterstwo. Zasłużyć na virtuti militari to na pewno jest bohaterstwem, ale order ten dostaje się z reguły za jakiś jednorazowy zryw - przeniesienie rannego kolegi, zdobycie sztandaru wroga, powstrzymanie obstrzału czy inny szlachetny odruch. Przechowywać ludzi, ryzykując życiem przez 500 dni, bo tyle czasu mnie Puchalscy ukrywali, to jest prawdziwe bohaterstwo. 24 godziny na dobę ryzykowali życie swoje i swoich bliskich.
Q. Czy pan by się na takie bohaterstwo zdobył?
A.. Może gdybym był kawalerem, gdybym nie miał rodziny, mógłbym coś takiego ewentualnie rozważyć, ale mając pięcioro dzieci, jak oni mieli, nigdy bym tego nie zrobił. To co zrobili jest czymś absolutnie wyjątkowym. W Polsce takich ludzi było więcej. Z tego powodu nie jestem antypolski. Jednakże kiedy jestem w Polsce czuje się jakoś niezręcznie. Mam głęboką wdzięczność, ale i osad goryczy, jaki mi pozostał po zakończeniu wojny. Wydawało mi się wtedy, że tę garstkę Żydów, która przeżyła - w Grodnie z 30 tys. Żydów przeżyło wojnę niespełna setka - Polacy będą witać z otwartymi rękami. Tymczasem pojawiła się w stosunku do nas wrogość. To dla mnie straszne, że Janowa Puchalska, już po wypędzeniu Niemców, błagała swoje dzieci, aby nie mówiły nikomu o ukrywanych w jej chacie Żydach. Zamiast dumy ogarnął ją strach. Trudno mnie więc winić za te mieszane uczucia.
Q. Nie sposób jednak przejść do porządku dziennego nad pewnymi eufemizmam tworzonymi ostatnio przez zachodnich, a zwłaszcza amerykańskich Żydów, że sprawcami eksterminacji byli jacyś tajemniczy...nazi. W Stanach Zjednoczonych nie mówi się o zbrodniach niemieckich, lecz o nazistowskich.
A. To efekt „poprawności politycznej”. Ja w swojej książce piszę wyraźnie: Niemcy! Dla mnie, niemiecki naród zamordował Żydów, a naziści z innych krajów mu w tym pomagali.
Q. Ale środowiska żydowskie jakby już o tym zapomniały. Nie pamięta się Niemcom zbrodni holokaustu...Czy nie za szybko im wybaczono?
A. Niemcy, którzy wymordowali moją rodzinę już nie żyją. Ci, którzy żyją dzisiaj, to już inni ludzie. Nie mogą być odpowiedzialni za to, co uczynili ich rodzice czy dziadkowie. Nie są winni temu, co stało się przedtem. Ale za to, co tamci zrobili, oni jako naród mają w stosunku do Żydów i Polaków ponosić odpowiedzialność. To jest naród Beethovena i Goethego, ale także naród Hitlera i Goeringa. Muszą dać światu gwarancje, że ich karabiny nie zostaną już nigdy wymierzone w te narody. Mają też obowiązek zapłacić odszkodowania, pomagać nam i dbać o nas. I taka odpowiedzialność powinna trwać może nawet i 1000 lat. Młodzi Niemcy proszą mnie nieraz ze łzami w oczach o wybaczenie tego, co się stało. To nie wasza wina, mówię im, was na świecie wtedy nie było. Jedno czego od was wymagam, to sympatii dla nas i pomocy, walki z faszyzmem i porządnego postępowania.
Q. Taka tolerancja jest wprawdzie cnotą, ale jesteśmy tylko ludźmi. Czy nie miał pan kiedyś ochoty zemścić się za śmierć swoich bliskich? Za swoje cierpienia?
A. Miałem! Zaraz po wyzwoleniu chciałem Niemców zabijać. Kobiety, dzieci, wszystkich bez wyjątku. Nienawiść w sobie miałem. Ale ja nie potrafię zabić człowieka. Moją zemstą jest to, że żyję, a przecież chcieli mnie zabić. Tymczasem mam rodzinę, mam dzieci, odrodził się Izrael. Parę lat temu kupiłem fabrykę Telefunkena. Tę samą, która w czasie wojny pomagała wojskom niemieckim utrzymywać łączność między oddziałami Wehrmachtu. Dzisiaj jest moja! Żydowska! Czy to nie jest moja zemsta?!
Q. Jak pan może po tym wszystkim w Niemczech inwestować?
A. A jaki problem? Teraz oni dla mnie pracują, nie ja dla nich. Nie mam już w sobie mściwości. Ostatecznie to ja zwyciężyłem!
Q. Co pan myśli o wydaniu swojej biografii w Polsce?
A. Bardzo się z tego cieszę. Po pierwsze, Polska to przecież moja pierwsza ojczyzna. Po drugie, mam okazję do powiedzenia szczerze tego, co myślę. Po trzecie, w naszej historii jest tyle wspólnych śladów i dróg, że każda taka opowieść jest okazją do uświadomienia tego sobie. Tym bardziej, że przez wiele lat takich historii opowiadać nie było wolno.
Q. Ma pan swoje zakłady w 26 krajach świata, czy myślał pan kiedyś o utworzeniu Vishay Polska?
A. Myślałem, ale na razie nie było okazji.
Dziękuję za rozmowę!
Feliks Zandman, urodził się 80 lat temu w Grodnie w inteligenckiej rodzinie żydowskiej. Wojnę przeżył, ukrywany wraz z grupką innych Żydów, przez 500 dni, dzięki bezprzykładnej odwadze i poświęceniu rodziny Jana Puchalskiego spod Grodna. Po wojnie wyjechał do Francji, gdzie ukończył fizykę na Sorbonie i rozpoczął błyskotliwą karierę naukową przerwaną - po doktoracie - propozycją pracy w USA, dokąd wyjechał w 1956 roku. Sześć lat później założył i prowadzi do dzisiaj, Vishay Intertechnologies, jedną z najbardziej znanych w świecie firm, produkujących podzespoły elektroniczne. Vishay („Intel inside, Vishay around”) ma swoje zakłady w 26 krajach świat. Nied ma telefonu komórkowego, w którym nie byłoby części produkowanych przez Vishay. Zandman jest też współkonstruktorem znakomitego czołgu izraelskiego Merkava. Nagrodzony Medalem Prezydenckim, należy do najbardziej wpływowych ludzi biznesu IT w Stanach Zjednoczonych.
P.S. Rozmowa miała miejsce 2 lata temu przy okazji wydania pasjonującej biografii Feliksa Zandmana p..t. Nigdy nie gaśnie nadzieja, przekład Witold Falkowski, Fijorr Publishing Warszawa – Chicago, 2005. Niestety, książka ta, w przeciwieństwie do Strachu Jana T Grossa, bestsellerem w Polsce nie jest. Poruszony tym faktem, dla dodania sobie równowagi psychicznej postanowiłem rozmowę z Feliksem Zandmanem przytoczyć właśnie teraz..
Jan M Fijor


Komentarze
Pokaż komentarze (3)