Chyba trzeba to zauważyć. Kolejny polski rząd wykazuje się brakiem wiedzy na temat funkcjonowania systemu podatkowego. Kolejny raz ściemnia się masy ludowe tekstami o przyjaznym państwie i ulżeniu przedsiębiorcom. Gdy jednak przychodzi do rzeczy - ujawnia się odwiecznie funkcjonujący w Polsce ustrój - fiskalizm i biurokracja.
Blaknące rulony, drukowane z kas rejestrujących są jednym ze sztandarowych bubli prawnych polskich podatków. Ich likwidację wymalował sobie na ustach różową szminką wielce szanowny poseł Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Janusz Palikot (z zawodu - właściciel gorzelni w Lublinie).
Jak powiedział, tak i zrobił. Minister Finansów miał zająć się tą sprawą.
I zajął się, jako rzecze dzisiejsza prasa. Zajął się w stylu typowego ustroju fiskalnego. W tym ustroju władza nie należy do ludu pracującego miast i wsi. Nie znajduje się ona na sali plenarnej ani w kuluarach parlamentu. Jej zrębów ideologicznych nie tworzą rzesze światłych publicystów, zajętych aktualnie gorącym sporem - czy piłkarz brazylijski Roger ma większe prawo do polskiego obywatelstwa niż niejeden Wasyl Rezun i czy marudzenie na ten temat jest ewidentnym wyrazem rasizmu.
Władza w państwie przewraca się między kłaczkami kurzu po mrocznych i krętych korytarzach miejsc takich jak budynek przy Świętokrzyskiej 12. Każdy, kto chce się nieco zagłębić w jej atmosferę (tę atmosferę porannej kawki, drugiego śniadania i kolejnego papieroska wypalonego w otchłani ciasnego gabinetu), dotkliwie przekonuje się, że "nic w tym kraju nie da się zrobić".
Ale do rzeczy - koniec ideowego marudzenia.
Na drugim piętrze w.w. budynku wymyślono właśnie - jak "zrobić coś z blaknącymi paragonami". Jest nadzieja dla wszystkich, ratunek dla każdego. Projekt nowelizacji rozporządzenia, którego nazwy trzeba się uczyć dłuższą chwilę (więc nie zacytuję).
Zdaniem gryzipiórków na służbie ministra - blaknące paragony nie będą obowiązkowe, pod warunkiem, że zakupimy sobie kasy fiskalne nowego typu - zapisujące kopie danych z kasy na elektronicznym nośniku danych. Nadal obowiązywać ma doktryna, że wewnętrzna pamięć fiskalna kasy nie wystarczy by żyć. Trzeba tę pamięć codziennie "zrzucać" na papier lub na papier i elektroniczny nośnik. Potem kopię chowamy do skrzynki i trzymamy przez kolejne z górą pięć lat.
Dotychczas stosowane modele kas się z tym nie wyrobią - nie mają np. funkcji zapisu danych na płytach czy kartach pamięci. Trzeba będzie je więc po prostu wymienić. Wymienianie polega na wyrzuceniu jednej i kupieniu sobie drugiej kasy.
Jakież to szczęście... dla producentów kas. Ilu z nich można spotkać, spacerujących znienacka, po rzeczonym korytarzu MF. Zapowiada się powtórka roku 1993. Wszyscy detaliści kolejny raz będą zmieniać urządzenia rejestrujące obrót na potrzeby podatku od towarów i usług. Muszą wysupłać ze swoich kont bankowych kolejne parę tysięcy na każde stanowisko sprzedaży.
I jedno jest dla nich pewne - nie mogą przy okazji skorzystać z tzw. ulgi na zakup kasy. Zgodnie z zasadą solidarności społecznej i prawami wolnego rynku - podatkowa ulga na zakup kasy fiskalnej przysługuje tylko raz wobec tego samego podatnika.
Kto nie chce inwestować w nowy model kas, może pozostać w starym systemie blaknących ruloników. Śmiech na sali...


Komentarze
Pokaż komentarze