
Dramat wzajemnej niechęci obecnego prezydenta RP z obecnym premierem – prezesem Rady Ministrów jest niepokojąco bulwersujący żeby nie powiedzieć groźny.
Brak dyplomatycznego doświadczenia prezydenta jest dowiedziony choćby doborem przez niego kadr w swojej kancelarii.
Ministrowie i urzędnicy tejże kancelarii prezentują radykalizm poglądów politycznych bardzo daleki od proeuropejskiej linii politycznej rządu RP z premierem o wielkim doświadczeniu europejskim pełniącym w latach 2014–2019 funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej.
Uwarunkowania polityczne naszego członkowstwa w Unii stanowi Traktat lizboński (oficjalnie Traktat z Lizbony zmieniający Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską; w wersji roboczej określany jako traktat reformujący) – umowa międzynarodowa zakładająca m.in. reformę instytucji Unii Europejskiej, podpisana 13 grudnia 2007 roku w Lizbonie.
Traktat wszedł w życie 1 grudnia 2009, przy czym w hierarchii źródeł prawa porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej obowiązuje od chwili ogłoszenia w Dzienniku Ustaw, co nastąpiło 2 grudnia 2009 (Dz.U. z 2009 r. nr 203, poz. 1569). Traktat ratyfikował prezydent Lech Kaczyński /jego portret jest w kancelarii prezydenta/ 10 października 2009 r.
Jeżeli w tych uwarunkowaniach prawno-politycznych /z wojną w Ukrainie na czele/ nowo wybrany prezydent powołuje na swoich doradców i ministrów z pośród polityków nieprzyjaznych Unii Europejskiej, a sam na patriotycznym wiecu 11 listopada głosi że; „część polskich polityków gotowa jest do tego, aby po kawałku oddawać polską wolność, niepodległość i suwerenność obcym instytucjom, trybunałom, obcym agendom Unii Europejskiej”, to zapowiada veto wobec polityki rządu, do czego nie ma najmniejszych prerogatyw konstytucyjnych.
Wynika to z art. 146 ust 1. konstytucji: RADA MINISTRÓW PROWADZI POLITYKĘ WEWNĘTRZNĄ I ZAGRANOCZNĄ RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ.
Zasadnym jest więc, że szef MSZ Radosław Sikorski podkreślił w środę w Sejmie, że niedawne wypowiedzi prezydenta Karola Nawrockiego dotyczące UE oraz jego odmowa awansowania 46 sędziów to słowa i czyny „nie tylko obraźliwe, ale i niebezpieczne”. Zaznaczył, że wobec takich słów i czynów rząd nie może pozostać obojętny.
To jest obraz bardzo złych stosunków współpracy władzy wykonawczej bardzo groźnej dla skuteczności rządów państwa w obliczu poważnego zagrożenia pokoju ze strony wrogiej nam Rosji.
Szkoda tylko, że zawołanie na tym tle prezydenckiego ministra Pawła Przydacza, że „to nie jest czas na kłótnie” jest gołosłowny.
Jestem absolwentem Politechniki Poznańskiej (inżynier elektryk - budowa maszyn elektrycznych). Staż pracy: 20 lat w przemyśle i 20 lat w administracji państwowej szczebla wojewódzkiego - transformacja gospodarki z socjalistycznej na rynkową.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka