752. Rasizm w Londynie
PP, w Londynie nie ma rasizmu. To że dzielnica Pakistańczyków odgrodzona jest murem, jak getto, to w kilkunastomilionowym mieście, - pestka. Niezauważalny drobiazg. Moi przyjaciele byli ostatnio na wycieczce w Paryżu i relacjonując pobyt twierdzili, że nie widzieli tam ani jednego Francuza. Tylko samych Marokańczyków i innych ciemnoskórych. Możliwe. A, każdy napotkany biały, który rozmawiał tam po angielsku /znał ang./ to oczywiście – nie Francuz. I tu już nie – możliwe, a – pewne. Zatem wracam do tego, że w Londynie nie ma rasizmu. Nie ma, bo tam też sami Pakistańczycy, czarni i ciemnoskóropodobni, plus Polacy i inni /jaśniejsi/. Jeśli zatem tam miałby być rasizm, to, w tym układzie, tylko wobec mniejszości etnicznej, czyli występujących tam skąpo, najskąpiej, - rdzennych Anglików. Ciekawe. Jako jedynemu chyba na świecie krajowi, sytuacje takie nie grożą - Chinom i Chińczykom. Wszędzie, gdzie nie spojrzysz, są w przeważającej większości. Żółto po horyzont. W dzisiejszym otwarciu Olimpiady te relacje tak trochę jakby się zmniejszyły, ale to tylko miraż olimpiadowy. Po wyjeździe sportowych ekip wszystko wróci do normy. A co z rasizmem w Londynie? Póki co, nic. Anglicy mają jeszcze tam ostatni bastion, Izbę Gmin i Izbę Lordów. Dopiero jak tymi zawładnie londyńska większość, trzeba będzie opuścić Wyspy. Albo pozostać. As foreign worker.
I tym oto opty...
08.08.08


Komentarze
Pokaż komentarze