Kompaniera Listopad 2000
Piszę trzynastką, godną Mickiewicza strofy
Bo i problem się zrobił ogólnonarodowy
Gdy trzynastkę przekroczę, to ja nic nie spaczam
Jeno temu, że daleko jest mi do Tułacza
Tak – trzynaście- czternaście weźmy oscylację
Inna sylab liczba dałaby perturbację
Choć dla rangi zjawiska najbardziej właściwa
Byłaby stusylabowa (i tłusta) kursywa
Nadto, sama trzynastka, pechowa, mogłaby
Z lekka zatrzeć obraz, zataić, skryć powaby
Naszej damy – korupcji (pierwszej damy świata)
Co nie tylko w Polsce wszechmocna i bogata...
Trzynastka mogłaby nie oddać pełni wdzięku
Tej pani, z którą każdy naród ma na pieńku
Przepraszam, że popełniam coś, co jest namiastką
Lecz różnię się od Wieszcza (nie umiem wciąż trzynastką)
By nie zarzucił nikt podszycia, mam czternastkę.
Trzynastka, że pechowa, to mogłoby się fiaskiem
Skończyć dla korupcyji, a ja ją chcę ukazać
Udzielić audiencyji, by plamę mogła zmazać
Bo korupcyja sama, nie robi nic, ot, czeka
Aż przyjdzie taki blamaż.
Kto?
Człowiek do człowieka (!)
Jedno mówią, drugie robią, nastał czas przytupcji
W Polsce, nawrót Ponińskich, liderów korupcji
Nasz proto-plastyk (ręce plastyczne i lepkie)
Dygnitarz, miodziarzem zwany, postury krzepkiej
Co jako proton rzeczy, choć się mocno jawi
Nie pierwszy w rzemiośle zda się nogi postawił
(patrzcie, jakie w relacji to przewrotno-świnne
Nogi, nogi (!) wstawione, tam gdzie ręce winne )
W Polsce wcześniej była siła, moc, korupcników
Z litewska. Po polsku, naszemu, łapowników
W kraju od morza do morza, mocno rozśpiewanym
(lepiej od Italyi) korupcyj były łany.
Nigdy własnej przeszłości nie trzeba się zapierać
Stąd korupcja mir u nas ma, jako kompaniera
Dystyngowana, finansowo niezależna
Zawsze pachnie mamoną, lubi nawet kto nie zna
A te przysłowia polskie, staropolskie także
Kto nie smaruje ten nie jedzie (no a jakże)
Są nam wykładnią w naszych nowożytnych czasach
Mądrość narodu kwestionować? – Z jakich zasad?
Dziś znów korupcja mocno umysły rozgrzewa
Więc i mnie tak rozgrzała, że jej pean śpiewam
Idzie korupcja, nie wiem, kryć się i się chować
Czy się witać i objąć, może ucałować?
A jak się przez to znajdę, razem z nią, na ławie?
Przyznam szczerze, to nie byłoby za ciekawie
Korupcja, cóż, wiadomo, miraż, się wyśliźnie
A mnie tam za nią jakiś, sędzia w uszy gwiźnie
A zrobić sąd i ją oskarżyć, dajmy na to?
(tu popróbuję wystąpić jako narrator):
Prokurator skarży, lecz marnie coś, piskliwie
Spogląda na korupcję przy tym dosyć chciwie
(w miarę nieznacznie) ze względu na urząd, który
Nie ma tej legalności, co klan adwokatury
Żeby ją uniewinnić, kwestia, by ustalić
Jaki procent zysku (znanego) ma odpalić
Jak już da co trzeba, adwokat: mam, da słowo
To dalej, sprawnie pójdzie pocztą pantoflową
Choć niby sprawiedliwość na korupcję dybie
Najlepiej jak ta zrobi sobie w niej siedzibę
Formalnie, wynajmie apartament czy alkowę
I będzie mrug, jak w piwie, że „bezalkoholowe”
Mówię – wynajmie niech, lecz szósty zmysł mi prawi,
Że ma już pomieszczenia tam, i je poddzierżawi
Innym pod – korupcjom, też da rekomendację
Bo w tak szacownym gmachu, niezbędne koligacje
Sprawy (duży zabór) widziane w sądach chętnie
Bo do pozycji przy nich można dojść majętnej
Przymierza wziąć niejeden, by przyciąć na boku
Cichcem lub legalnie, (ugoda do wyroku)
Tu prekurs Sita dała, ugodę zrobiła
I jeszcze w telewizji się z tym obnosiła
Mało przytomnie, bo na milę widać panie,
Że kesz tu wzięty za, wyroku ugadanie
Tyle, że inni wzięli wpierw, ją dali potem
Żeby zrobiła za nich tę czarną robotę
Tak widać jedni od myślenia i od brania
A drudzy (głupsi już) od karku nadstawiania-
Lecz, by się jeszcze afiszować w telewizji?
Z czymś oczywistym tak? Do mediów? Błąd w decyzji
Lecz kto wystąpi jawnie przeciw trzeciej władzy
Wszak może wszystko, skazać, na wieki osadzić
Jest niezależna (?) niezawisła (?) nikt nie wątpi
Temu dziennikarz woli pola tu ustąpić
Potem pytania modne: W Polsce temat tabu?
Lecz nie wychodzi nic realnie z tych nagabów
Kto za cenzurą tęskni? Gdzie wolności słowa
Granica? To próbują właśnie rozszyfrować
Różnie wygląda rzecz w kolejnych wypowiedziach
Lecz marnie, tak ogólnie, - kiks, ucho od śledzia.
Światełko jest w tunelu, jaśni obraz smutny
Że nie ma już tematów – tabu absolutnych:
„Ze słodką minką harcerz czternaście milionów
Dolarów wziął, leciutką ręką pożyczonych
Potem skroili parę firm z mistrzostwem krawców
I, zda się, kesz, powrócił znowu do wydawców”
To nie korupcja, kradzież to z państwowej kasy
(co mają przyćmić, skryć, firmowe „obertasy”)
Jest w „Polityce”, z piętnastego kwietnia, strona
Gdyby cenzura była, na śmierć przeznaczona
A tak ostała, bardzo smutno się to czyta
Kwaśno, bo kwaśna dzisiaj jest Rzeczpospolita.
Defraudacje i „nietrafione inwestycje”* *-oficjalne tłumaczenie Kwacha
To wszystko w Polsce wieloletnią ma tradycję
Koncesji więcej im, i wszelakich zezwoleń
Tym większe do popisu dla korupcji pole
Najlepiej bezrobotni, poza podejrzeniem
Bo z czego da coś ktoś, kto nie ma na jedzenie?
I tu ratunek jest, korupcja się ulotni
Jak cały naród nasz, się stanie bezrobotny
Co, jeśli w tempie pójdzie, które się nie zmienia
Nastąpi prędzej niż by, byłyby życzenia
Ktoś tam wydziwia, korupcja choroba władzy
Jest wolność słowa (a więc, władzy trzeba kadzić)
A nie podcinać tu, wysiłki naszych braci
Niech choć przynajmniej się, część władcza się bogaci
Ale receptę mam, tu, drugą, na korupcję
(znaczy jak zwalczać, mi się czasem nie pogubcie)
konkretnie, wiem, jakby ją zmniejszyć o połowę
to jest najprościej, starczy mi zaapelować
by ci, co biorą, brali tylko pół co dają
i załatwione. Oto jak się rzeczy mają (!)
„Korupcja w Polsce spadła o 50 %”
(by wiarygodniej było, niech napisze docent)
Ja tam nic nie chcę za recepty wymyślone
Choć, jakby coś, to mam kieszenie uchylone
Jestem normalny człowiek, prawy, mam być gorszem
Od tych co mercedesem jeżdżą albo porsche’m?
Nie jestem drogi (jeszcze) mogę więc pójść w górę
A jak się dopnę, zmienię tam infrastrukturę
Swoich po bokach, żeby były tam pokrycia
I jak to mówią, czas nam, żeby użyć życia
U nas korupcja wzięła firmę ochroniarską
Od tego czasu trzyma się, nie powiem, dziarsko
Nie wyląduje teraz prędko gdzieś na drzewie
Póki tej firmie, grubszej kasy nie da przewieść.
Skorumpowani, - mówią, że są ci, co biorą
Lecz tak naprawdę przypisują amatorom
Owe imiona własne, bowiem zawodowcom
Trudno dokleić etykietkę tak stanowczą
Zresztą uważać trzeba na pozycję, zdrowie
Pomyśleć razy dwa, nim raz się tu co powie
K., jaka by nie była, syta czy nie syta
Zawsze ma tę przewagę, dojście do koryta
Jak nie ma z jednej, to ma zwykle z drugiej strony
Kto nie dostrzega, widać zapłon ma spóźniony
Nie sztuka sprzedać cosik poniżej wartości
Różnicę na pół zdzielić i tak to uprościć
Zyskują obie strony, dokładnie to samo
A jak dziennikarz chlapnie i zapachnie plamą
To chemii w sukurs idzie wierna parantela
Wszak plamy są od tego aby je wybielać
No problem, załatwione, jeden kontrartykuł
Zamydlą oczy w drugą stronę i po krzyku
To chemia dziennikarska, al-chemia prawdziwa
(kto dobrze piórem włada – ten się naigrywa)
kiedy jest polemika i skaczą do oczu
to jeden (gdy) krytykant, drugi, zawsze oszust.
Doradztwa finansowe, kiedy „radca” łasy
Doradza, jak by uszczknąć pieniądz z państwa kasy
Tu najbogatsi popis dają, co coś znaczą
Maluczki płaci stale, oni, nic nie płacą
Małemu na doradców groszy (?!) już nie starcza
A tam, wiadomo, jest potęga gospodarcza
Uników, kruczków, tam wynajdą zawsze setki
By ten podatek, w kosztach nie przerósł skarpetki
A jeśli koszty większe – zrobi się niż zyski
To państwa skarb najwyżej tutaj ma – utyski
Ale po cichu, bowiem prawnie wszystko w zgodzie
Taki „wycieków” w Polsce obraz jest na co dzień.
Wiadomo, zawsze było, jest, że ogół traci
Gdy jeden „przedsiębiorczy” mocno się bogaci
Jednakże przedsiębiorczość ta się w życiu liczy
I dobrze jak kto w sobie ma, zdrowy praktycyzm
Wszyscy dobrze znają zakupy „na patencie”
Wybierane najgorsze, najdroższe licencje
Kiedy państwo z kieszeni podatnika płaci
Bajoński sumy, aby ktoś mógł się wzbogacić –
Czy w robotach publicznych, wybór oferenta
Który o decyzjantach najlepiej pamięta
Sprawy proste, czytelne, aż nadto widoczne
Tylko podlegli patrzą, tak, by ich nie dostrzec
Bo, układ na układzie, układem podparty
A to finanse państwa, a nie - wolne żarty!
Tylko ręce zaciera z wyżyn korupcyja
Z wysokości łaskawie poczynaniom sprzyja
Czasami się wzdryga, że to może żałować
Bo tu mogą ją bardziej (niż jest) zdeprawować
Sypać na łby popioły z sodą (oczyszczoną)
Żebym ja poeta, za was wstydem nie płonął
Idzie w krok czas oczyszczeń, kto fabrykę sody
Ma, ten w kraju będzie, największe miał dochody.
Popiołów, by w bród było, zaistnieć de novo
Niejeden spali niejedną książkę podatkową
PKB wciąż mizerny, do szczęścia daleki
Bo albo nie dopłacą, albo są wycieki
Jeśli taki stan rzeczy potrwa u nas dłużej
Gatunek odrębny stworzy w literaturze.
Po prawdzie, w wyższych sferach, odpowiedzialności
Przeniesione do stanu – wyższej konieczności
Trybunału – Upomnień, co ma w swym zestawie
Para kary, najwyższe, najlepsze w naprawie
I sądzący tam, wcale nie muszą się starać
By ukarać tak kogoś, żeby nie ukarać
Lecz to nie dla maluczkich, ten porządek nowy
Dla maluczkich jest długi, areszt tymczasowy
A tam NIK, Organy, jakby były w odstawce
NIK – nikt. Sąd koleżeński ledwie ściga sprawcę.
Puknij w stół, a władza z pewnością się odezwie
Tak to plotą w anty korupcyjnej odezwie
Błąd, w projektach ustawa, ustawa czyszcząca
Ustawy z przepisów korupcję wspierających
Kruk siostrzany, teraz oto, zrobi się wyścig
Patrzcie, czego to człowiek zdolny nie wymyśli
Ma ustawa być, inne czyszcząca ustawy
Z przepisów dobrych dla korupcji. Nie ma sprawy
Jużem w „Balu w ogrodzie” się wyraził słowy
Nie ma w żadnym narodzie, rączek teflonowych
Ale, o ile tak ważne idą w ruch projekty
To, wstrzymam swe słowa, uruchomię obiektyw
Może sen rąk czystych nareszcie mi się ziści
(o ile tej ustawy kto z ustaw nie wyczyści
nie ubezwłasnowolni, dając jej poletko
małe, wycinkowe, gdzie orze się nielekko
i cały efekt starań, które ktoś, jam, włożył
okaże się zaledwie naprawą kropli w morzu).
K., jaka by nie była, syta, czy nie syta
Zawsze ma tę przewagę dostęp do koryta
Jak finansować partie, kampanie? Z budżetu?
Czy też dać ulgę firmom, wspierającym je tu?
Spędza sen z powiek politykom, wspólna zmowa
Więc głowią się jakby, to zalegalizować
- Płace dla polityków to problem złożony
Mój pomysł, żeby żyli z korupcyj – ujawnionych
Byłaby chęć wtedy, by tropić je i ścigać
Oj ciężko byłoby korupcjom się wymigać
Do podziału – złapana, plus przepadek mienia
Czyż można w kwestii pensyj lepsze mieć życzenia?
Jest akcept! Jest! Dosłowność: my lub ona (w haśle)
Odtąd polityk będzie, żył jak pączek w maśle
Już słyszę akceptantus, owacjon, to hip – hurra!
Oklasków burza duża (ta druga natura)
Tu nie może być trzecie, jakże by inaczej
Umrą z głodu, lub staną polityczne dacze.
Roczek minął i żyją, pro publico bono
Z czego? Jak korupcji żadnej nie ujawniono
Wniosek się nasuwa (autor nieustalony)
Że owszem, żyją z korupcyj, lecz – nie ujawnionych!
Tak wraca stary wniosek, szary, tuzinkowy
Jak chcemy coś naprawić, róbmy to od głowy
Co do dacz, stały, stoją, będą stały nowe
Bo to nadpolityczne, nadpokoleniowe
To nie dzieli a łączy. Daczowska społeczność
Nie oskarży, nie wskaże się palcem – przez grzeczność
Lecz cóż tutaj wymagać, powiem, od padalcy
Jak wiadomo z biologii, wąż ów nie ma palcy
Tak w temacie – korupcja, temat wyczerpany
Kto odpowie za afront? Niżej podpisany.
Żeby się miało skończyć niesmakiem i kwaskiem
Nie podpiszę, choćby mnie, prasowali żelazkiem
Mówią pospolitasy: korupcja się szerzy
Ustalić skąd, z jakiego gniazda i uderzyć
Ryba od głowy się psuje, jak ktoś wymyślił
Lecz w łeb nie palnie sobie sama, jeśli myśli
A myśli, i to niewątpliwie, najwyraźniej
Wystarczy spojrzeć na, wykrywalności wskaźnik
Ach gdzież on, gdzież on, gdzież on, uwaga mi umyka
Rozpraszam się, bo nie ma, popatrzcie! Brak wskaźnika!
Więc nawet na wykresie nie można się tu oprzeć
A jednak jest, istnieje, bez wykresu, samotrzeć!
Dowodu jednak na to, naukowego nie ma
Fantazja, cyganeria? – Cygaństwo! Sic! Bohema!
Antykorupcyjny ma u nas powstać kodeks?
Kto się na to nabierze, pokolenie młode?
Urząd antykorupcyjny, o!, czy z nawróconych?
Telefon, gotowy, by wysłuchać skruszonych
Co najczęściej skruszeni swym własnym postępkiem
Denuncjują sąsiada, anonimu półgłębkiem?
Nie rozwiążą problemu, ni ustawa co kracze
Że to oko wykole, bo będzie inaczej
Dobry byłby (krok naprzód) przykład ze stolicy
Tam wiadomo, że siedzą, ci, przyzwolennicy
Raporty o korupcji? – Ekwilibrystyka
Tematu nie dotyka i nic nie wynika
Powtarzam, tu, satyryk, jedno jestem mocen
Obniżyć wam korupcję o 50%.
Skuteczność tak pół na pół, to trzeba założyć
Ale dobre cokolwiek, Kraków z miejsca stworzyć
Chcielibyście Panowie ? (o ile byście chcieli)
Aktualnie z korupcji trzech na dwóch się wybieli.
Taka prawda złożona, że aż drapię się w głowę
Może jakieś zakazy, anty urojeniowe ?
Czy anty postaciowe, leczyć, kto złudy się boi
Kogo ? Mnie, K., czy naród ? Komu w głowie się troi ?
Trzech na dwóch, to doprawdy, przerost matematyczny
To nadaje się tylko do wyjaśnień publicznych
W ścisłym gronie, wiadomo, każdy bluesa czuje
Lecz że w nim często trzeci, też logika szwankuje
Zakazy, by nie przeszły w anty pokoleniowe
Albo jeszcze, co gorsza, w te – te, anty ciążowe
A tete, bo by była awantura i chryja
Rzec najtrafniej: to jakby wsadzić w mrowisko kija
Trzech na dwóch się wybieli, widać że niedogodność
A więc może by jednak ograniczyć tę płodność ?
(tryumf antykoncepcji w przyszłościowej koncepcji)
Niechby szczezło to, zanim, jeszcze zdąży się zasiać
Rolnik może powiedzieć tu: ja sobie wypraszam
Lecz co rolnik, jak tutaj przy właściwej proporcji
Możem sprawnie rozwiązać i nasz problem, aborcji
Odpadnie też K.- nagminność (z okazji skrobanek)
(ginekologi i samce, macie przerypane)
Stop orkiestra ! Przeciw staną, niech z grubsza wyliczę:
Cały ród męski, oseski i byłe dziewice
To pierwsi-lepsi z brzegu. Mało ? To wam dołożę
Niewierni-wierni, wszyscy, co wpadli tu w psychozę
Tak, że z antykoncepcją, sprawa celnie chybiona
Już widzę więc jak tulą, ją, (korupcję) do łona
Że trzech na dwóch nie płaci, U. Skarbowy się sierdzi
Jednak biorąc powyższe, wiem, że nikt nie zatwierdzi
Powiedzą, że zysk mamy, a jakże, w tym praktyczny
Bo trzeci tworzy przecież, nam wyż demograficzny (!)
A jakże by inaczej ! W Rajchsracie (już mówiłem)
Jak okiem... same samce i trzy dziewice (byłe)
jest jeszcze parę innych (muszą być, jak poczęte)
te, chociaż zasuszone, mam lustrę, że nietknięte.
Najbardziej tu głosować (donośnie i piskliwie)
Będą te nieskalane (dotknięte a cnotliwe)
Tak z góry już wiadomo, kto wygra, prawda czyja
Sam zgadzam się, bez wyżu, się naród nie rozwija
Tak trzeci z korupcyją, za zgodą, robi sztamę
Żywy fatam-organizm, hologram z hologramem
Niepewny los abstrakcji ? Przeciwnie, niezniszczalny
Pewniejszy minus w kasie, niemal niepodważalny
Jak widać, bez korupcji nie da się szczęścia dopiąć
Bądź z nami, bo bez ciebie, bez, życie jest utopią.
Gdyby troszkę poważniej nad tym się zastanowić
Co ma orzec satyryk, co rzec ma narodowi.
Słabej władzy to wina, niestałości stanowisk
Nie wie, czy się utrzyma, chce się prędko obłowić
Wykształciła się kasta polityków na szczycie
Co z polityk zrobili, sobie sposób na życie
I nie tylko na szczycie, i miejscowe kacyki
Wiarołomstwo i korzyść wniosły do polityki
Lezą, gówno do gówna, byle wspólnie zaistnieć
Liczy się tu i teraz, wszystko inne jest mgliste.
Widać takich gołymi, bez prześwietlań, oczami
A kto walczy z korupcją? Ja wam powiem, ci sami.
Tak się wszystko rozprzęgło, czy ta garstka na szczycie
Zrobi wreszcie porządek, póki trzyma prawicę?
Na nic zdyscyplinować, nie ma miejsca w szeregach
Kto podlegał, a nagle, nie chce, bo nie, podlegać
Musi naród dać pełnię władzy swoim wybranym
By nie byli na sojusz z jakimś kundlem skazani
Oto słowo naczelne, wykwit słownej erupcji
Silna władza, stabilność, będzie koniec korupcji.
W wierszu mym są dwie rady, przewrotne, w strofach liryk
Wybaczcie, jam nie cadyk, nie uczony, - satyryk.
Maj 2000
P.s.
Poznajmy internacjonalne ABC:
„Korupcjoniści wszystkich krajów łączcie się”
to najtrafniejsze przekształcenie ha-ha-słowe
w czasach przekształceń, inne bije nam na głowę
trafienia procent sto, a nawet sto czterdzieści
lecz, w którym miejscu w wierszu mamy je umieścić?
Konkretnie, przy zawodzie którym czy profesji
Ja zmilczę, niech czytelnik sam to tu określi
Gdzie najwłaściwiej byłoby, najadekwatniej
Wiedzą (lecz nie powiedzą nam tu) dusze bratnie
Sposobu nie ma jeszcze, dobrać się do duszy
Więc żadna dusza (duch) nie wzruszy się, nie skruszy
I nie podpowie. Dalszy ciąg bezprzedmiotowy
Widać, nie materialny problem, a, duchowy
Lecz te rozterki tu nie mają nic do rzeczy
Korupcja bowiem nigdy się nie uczłowieczy
I zawsze będzie panią zwiewną i ulotną
Złudzeniem, na którym się (jednak) można potknąć
Mimo to, miraż, co finanse nam pomnaża
Sprawia, że człowiek go i lubi i poważa
Stąd moja mowa, czcza, bełkotna dywagacja
Gdy z krwi i kości jest, realna, akceptacja
Trzeba by akceptację najpierw wykorzenić
Aby coś drgnęło, aby coś w tym względzie zmienić
Tę akceptację, lub, jak woli kto, mendalność
(już samo słowo wykazuje jej trywialność)
Ścisłych powiązań sieć, - korupcji panorama
Nierozerwalnie wiąże wszystkich mocno – sztama
Jak walczyć mam, z fatamorganą, z tym oparem
Gdy przeciwstawić mogę tylko w prawo wiarę?
Do tego wiarę, rzekłbym, mocno nadszarpniętą
(tu kłaniam się sądowym decy – dyry – gentom)
Bo gdybym rzekł, gdzie to ABC mnie spotkało
Byłby skandalik, tudzież prawo by staniało.
Gdzie się obrócisz, K. ma zasięg i cię łapie
Jest w sednie, dlatego tak ciężko o terapię
Jak walczyć mi z korupcją, tą zmorą kaprawą
Kiedy do wsparcia mam upadłą wiarę w prawo?
Wiemy, przebrała w swych wyczynach wszelką miarę
Jednym za dopust boży, - innym bożym darem
I póki pogląd ów się nie ujednolici
To z wszelkich działań, koniec końców, będą – nici
Choć cicha, skromna, rzadko kiedy ujdzie sławie
Choć wiarołomna, zawsze ma oparcie w prawie
Podpowiem po tematu zawiłościach błądząc
By nie sądzili jej, co biorą (oraz sądzą)
I to mankament jest naczelny, generalny
Co sankcjonuje w życiu status jej normalny
Tu ABC środowiskowe robi zeza
Że wyszła na jaw jej podstawa i geneza
Żeby nie orzekł nikt że ja się tutaj czepiam
Biorę narkozę i wunschtraumem się pokrzepiam
We śnie sensowniej mogę walczyć z korupcyją
Tam nie posadzą za to mnie i nie zabiją
Już zacierają ręce, niech ten wierszokleta
Ten upierdliwiec, niech zapadnie w wieczny letarg
A ja obudzę się i na ziemię sprowadzę
Wunschtraumy są od spełnień, tyle tylko zdradzę
Przełożę je na niuansiki moich wierszy
Dla czarnej togi będzie to sen najczarniejszy
Wziąć pozostanie dla korupcji za pas nogi
Tak będzie spieprzać, aż się będą plątać togi
Od trzeciowładzy czmychnie aż do trzeciorzędu
Lub nawet czwarto-, co zależy od rozpędu
Kto ma, czy nie ma, na trzecio-czwartorzęd chrapę
Ten dyskrecyjnie sprawdza ile ma na zapęd
Tak zerkam, wiersz napędził ten dla wielu stracha
A ja spokojnie sobie piszę i się chacham
Na śnie polegać mogę jak na stu Zawiszach
A jak obudzę się, to drżą, co będę pisał
W wunschtraumach mych niespotykana siła drzemie
Sprowadzę więc, sprowadzę więc, ja je na ziemię
Pomysł końcowy, bombowy, mam na interview:
Kto się boi snu, mego snu, kto, boi się snu?
Listopad 2000 Listopad 2000 Listopad 2000


Komentarze
Pokaż komentarze