Polska to kraj gdzie rządzą cwaniaczki, a uczciwy człowiek doceniony zostaje dopiero po śmierci, a i to nie zawsze. Taka myśl przyszła mi do głowy nocą.
Protestujący pod Wawelem szydzili: Santo subito. Być może jednak szyderstwo stanie się proroctwem. Wątpię, by wśród ludzi, którzy stali godzinami w kolejkach pod pałacem, na placu czy pod katedrą, oglądali i wysłuchiwali długie relacje w radiu i tv, szacunek dla pary prezydenckiej zniknął. Im dłużej ta chwila trwała, im więcej zużyła wysiłku, tym mocniej będzie wryta w człowieka. Wcześniej czy później powstaną ulice, kamienie pamiątkowe, na miejscu katastrofy już powstaje pomnik. Nie to jest jednak najważniejsze, ważne jest to, co dzieje się i zostaje w człowieku.
Pewna bariera kłamstwa została złamana, części ludzi otworzyły się oczy. Stare, wyrastające z rdzenia wartości rozbłysły długim, ponadtygodniowym fleszem. Pokazującym, że można żyć, pracować i działać jak prezydencka para i to jest dobre, godne, cenne.
Na ile będzie to trwałe? Pewnie nie na długo, rzadko będzie przypominane. Lecz zawsze to coś będzie tkwić w ludzkim jestestwie. Pod grubym nalotem codzienności. I nigdy nie wiadomo kiedy się ujawni.
O ile w Polsce cwaniaczkom, prawem i lewem, łatwiej jest dojść do osobistego sukcesu, to wcześniej czy później, tak czy siak, wychodzi z nich małość. Prawdziwie wielkie i trwałe budowle budować można tylko na osobistych i obywatelskich cnotach, sprawdzonych wysiłkiem i cierpieniem. Nie jest to droga łatwa, nie zawsze skuteczna.
Jedna myśl o międzynarodowej oprawie pogrzebu prezydenta.
Nie będzie na nim największych tego świata. Będą średni i mali. Sądzę, że dla tych ludzi, którzy stać będą pod wawelskim wzgórzem, mniejsze znaczenie będzie miało, czy będzie z nimi Obama, Merkel, Sarkozy, mniej czy więcej koronowanych głów. Najważniejsze będzie, że oni będą razem i będzie ich dużo.
Para prezydencka odejdzie tak jak żyła i jak działała. Razem z małymi, średnimi i maluczkimi.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)