54 obserwujących
1063 notki
1024k odsłony
87 odsłon

Trzy spotkania z "Solidarnością"

Wykop Skomentuj6

 I. 

Pierwsze miało miejsce gdy byłem jeszcze bardzo mały. Jest to jedno z moich wogóle pierwszych wspomnień i nie potrafię umiejscowić go w czasie. Nie mniej pamiętam wielką manifestację, robotnicy zrobili wielki pochód ze sztandarami z fabryki do kościoła (skoro do kościoła, to sądzę, że nie była to uroczystość propaństwowa). Ja dołączyłem z ulicy (dużo osób stało na chodnikach i pozdrawiało idących) do  ojca, który był w pochodzie i wziąłem udział w mszy.
 
II.
Drugie spotkanie to początek lat osiemdziesiątych, dla mnie wczesna szkoła podstawowa. Skakałem z barierki i rozbolał mnie brzuch. Ból nie ustępował, okazało się, że mam zapalenie wyrostka, potrzebna była operacja. Trafiłem do szpitala. Bardzo się z tego powodu cieszyłem, ponieważ tego dnia miały być 2 wydarzenia: mecz Polska : Włochy na mundialu oraz przybycie do mojego miasteczka wędrującego po Polsce obrazu Matki Boskiej. Wszyscy mieszkańcy miasteczka mieli wyjść w procesji by witać obraz, a ja bardzo chciałem obejrzeć mecz. Pobyt w szpitalu był więc jak gwiazdka z nieba. Fragment procesji widziałem z okien szpitala, a  cały mecz w TV. Potem w szpitalu zawieszano krzyże. We wszystkich salach. Jeden z pacjentów chodził z młotkiem i wbijał gwoździe, a ja, jako jedyny łepek na oddziale chodziłem z nim i podawałem krzyże i obrazki (pod ramieniem krzyża zawieszany był obrazek z Matką Boską Częstochowską). Być może nawet wbiłem jednego gwoździa, ale nie jestem pewien.
Pacjenci cieszyli się z tych krzyży. Żartowali i dopingowali nas.
 
III.
Trzecie spotkanie to najprawdopodobniej rok 1989, dla mnie chyba początek LO. W moim miasteczku odbył się wówczas, na stadionie, wielki wiec Solidarności. Przyszło bardzo dużo ludzi. Były stragany, ulotki, gazetki. Stałem i przyglądałem się. Ktoś wskazał mi wysokiego, szczupłego blondyna w skórzanej kurtce: "Ten to dopiero kozak. Kilka lat ukrywał się przed esbecją." Były bardzo fajne znaczki z napisem "Solidarność", małe, białe z amarantowym, błyszczącym napisem. Bardzo podobały mi się te znaczki, i chciałem jeden sobie wziąść, ale okazało się, że trzeba było za nie płacić, więc je zostawiłem. Potem były przemówienia. Pamiętam pana, który przemawiał bardzo mądrze, miał wielkie brawa. Potem dostałem jego zdjęcie z autografem. Był to Zbigniew Romaszewski. Kandydował na senatora. 
Gdy siedziałem na trybunach, coś zauważyłem. Okazało się, że jeden ze znaczków z "Solidarnością", które tak mi się podobały przykleił mi się do wewnętrznej strony dłoni. Zatrzymałem go dla siebie. 
Ten wiec ten był dla mnie ważny. Dotąd bowiem, wychowując się głównie na przekazach telewizyjnych i książkach, lubiłem władzę, a nie lubiłem opozycji. Odtąd polubiłem "Solidarność".
 
IV.
Czwartym wydarzeniem, które pamiętam z tamtych lat była debata telewizyjna Miodowicz - Wałęsa. Jako lojalny obywatel zasiadałem przed telewizorem z pełnym przekonaniem, że wykształcony, oczytany, elokwentny przedstawiciel władz rozniesie na strzępy niekształconego warchoła. Okazało się, że to Wałęsa był elokwentny, energiczny, dynamiczny i przekonujący, a przedstawiciel władz jąkał się, był defensywny, nieprzekonujący. Po prostu przegrał. 
 
Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale