Kardynał Józef Glemp został skontrolowany na lotnisku w Szczecinie. Dziwny jest już sam fakt, że o tym wiemy. Codziennie setki osób są poddawane kontroli na tym lotnisku i to co istotne: dobrowolnie (bo nie ma obowiązku latania samolotami) i nie znamy ich nazwisk. Kardynał Glemp nie mógł przejść przez bramkę, dlatego pracownik ochrony skontrolował go ręcznym wykrywaczem metali, co jest standardowym postępowaniem w takich przypadkach, być może również obszukał go rękami. Sprawa jest prosta, sam wiele razy byłem poddany tej procedurze i na tym historia powinna się zakończyć.
Jak donoszą portale tym samym samolotem leciał również poseł PiS Joachim Brudziński, który widząc, że kard. Glemp został poproszony na kontrolę, uruchomił proces, który w efekcie doprowadził do zwolnienia z pracy strażnika i jego szefa, za to, że śmieli dobrze wykonać swoją pracę.
Portale donoszą również, że kardynał osobiście nie czuje się dotknięty, co jest pozytywną informacją, ale tak naprawdę pytanie brzmi: co kardynał Józef Glemp zrobi teraz, aby ukrarać tych, którzy doprowadzili do skandalicznego zwolnienia z pracy obu strażników?
Dlaczego nawet osoby powszechnie znane powinny przechodzić tą samą procedurę kontroli:
- Bo powinni dawać przykład innym
- Bo mogą nieświadomie wnieść na pokład samolotu niebezpieczną substancję lub narzędzie
- Bo mogą być szantażowani i zmuszeni do wniesienia na pokład samolotu niebezpiecznej substancji lub narzędzia
- Bo mogą cierpieć na zaburzenia psychiczne i pod wpływem choroby wnieść na pokład samolotu niebezpieczną substancję lub narzędzie
- Bo mogą świadomie współpracować z organizacjami terrorystycznymi
Oczywiście nie wierzę, że którykolwiek poza pierwszymi dwoma punktami mógłby pasować do kardynała Glempa, ale kwestie bezpieczeństwa to nie jest sprawa wiary.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)