Warszawa, 25.09.2005
Zainteresowany okładką (temat: antysemityzm) kupiłem czerwcowy „Midrasz”. Piszę bezpośrednio po jego przeczytaniu. Nie jestem typowym czytelnikiem tego periodyku. Nie zgadzam się z obrazem rzeczywistości widzianym "Midrasza" oczami. Sądzę jednak, że jeżeli chcemy rozmawiać o antysemityźmie, czy – szerzej – nietolerancji nie tylko na poziomie elit, należy rzetelnie prezentować te zjawiska. Oceniając czyny tak, jak na to zasługują, niezależnie od tego do jakiej narodowości, czy środowiska należą osoby je popełniające. W kontekście bardzo żywej obecnie dyskusji o powyższych zjawiskach bardzo mnie interesowała usystematyzowana ich prezentacja z punktu widzenia polskich Żydów. Muszę powiedzieć, że się zawiodłem. Nie chodzi tu o różnice w ocenie faktów, tak dyskutowane na łamach polskiej prasy, lecz o podejście, które czasami przejawia się w niepodejmowaniu niewygodnych tematów (Piotr Paziński) oraz – częściej - naginaniu rzeczywistości do postawionej tezy (Marcin Kornak, Rafał Pankowski).
Uwaga: antysyjonizm – przeciw wizji Piotra Pazińskiego
Piotr Paziński opisuje „antysemickie klisze” obecne w sposobie myślenia całych społeczeństw. Okazuje się, że negatywne oceny np. działalności nowojorskich organizacji żydowskich to tylko emanacja nienawiści i inspiracja teoriami spiskowymi. Ciekawe jak w tym kontekście oceniacie Państwo pomysł ubiegania się o spadki po europejskich obywatelach pochodzenia żydowskiego przez organizacje zrzeszające obywateli USA narodowości żydowskiej, którzy najczęściej nie są spokrewnieni z ofiarami Holocaustu. Nie mogą być więc ich spadkobiercami. Z punktu widzenia prawa jest to rzecz bez precedensu. Jak wyjasnić fakt, że w wysokonakładowej prasie temat ten niemal nie istnieje? W obawie przed kliszami „anty-antysemickimi” publicyści go nie podejmują. Zdarzyło się już, że osoby ocierające się o tę tematykę zostały en-bloque potraktowane, jak antysemici... Przez publicystę Wam nieobcego. Czy naprawdę sądzicie, że jest to zjawisko niezauważane w społeczeństwie? Czy myślicie, że przemilczanie Holocaust Industry spowoduje, że przestanie ono istnieć? Nie przypomina to przypadkiem tak podkreślanych postaw Polaków, którzy mitologizują swoją nację nie dopuszczając do nazwania po imieniu rzeczy, które muszą zostać nazwane, by obraz rzeczywistości był zgodny z prawdą? Sami dajecie argumenty Bublom i Rydzykom.
Adam Michnik opublikował piękny tekst w New York Timesie. Gazeta jednak nieco go zmodyfikowała – w porównaniu z wersją wydrukowaną w Gazecie Wyborczej – w cytowanym manifeście Zofii Kossak – Szczuckiej zabrakło fragmentu zawierającego ocenę zachowania amerykańskich środowisk żydowskich w czasie Zagłady. Jak to wyjaśnić? Na pewno nie dobrą wolą towarzyszącą prezentacji prawdy. Gdy czytelnik Gazety zwrócił na to uwagę, jego list nie został opublikowany. Zrobiło to inne pismo. Jeszcze raz – jak to wyjaśnić? Piszecie, że antysemita wszystko zinterpretuje po swojemu. Ciekaw więc jestem semickiej interpretacji.
Dokąd tak się będzie działo – panowie Rydzyk, czy Jankowski nie będą mieli problemu z wpływem na postawy części społeczeństwa. Niezależnie od postępu w ogólnonarodowej dyskusji po „Sąsiadach” będziemy dreptać w miejscu. Żydzi żądają, by na tablicy w Jedwabnem był napis stwierdzający zgodnie z prawdą, że zbrodnię popełnili Polacy. I słusznie. Nie interesuje Was jednak kontekst historyczny, który doprowadził do tej tragedii. Mimo faktu, że ten sam Gross („W czterdziestym nas matko na Sybir zesłali... Polska a Rosja 1939-42”, wyd. Aneks, Londyn 1983) prezentuje go dobitniej, niż prof. Strzembosz tak krytykowany przez środowisko Wyborczej i Tygodnika Powszechnego. Jest to o tyle istotne, że obraz sytuacji na kresach jest przerażająco jasny mimo faktu, że autor „Sąsiadów” stosuje swój kuriozalny paradygmat metodologiczny, polegający na tym że wiarygodne zeznania mogą pochodzić tylko od osób narodowości żydowskiej. Nie wiem, jak dla Was. Dla mnie jest to rasizm czystej wody.
Polskie środowiska konserwatywne żądają natomiast, by tablica była rozprawą na temat powyższego kontekstu. Musimy głośno mówić „tak – tak, nie – nie”. W tej konkretnej sprawie oznacza to tablicę o jednoznacznej inskrypcji świadczącej wprost o prawdzie oraz uczciwą pracę historyków przy opisaniu tej zbrodni. Bez publicystycznych bzdur o 1600 ofiarach, czy umowie polskiej (!) administracji Jedwabnego z Gestapo w czasie niemieckiej okupacji. Należy przeprowadzić proces i bezwględnie osądzić zbrodniarzy, którzy nie stanęli dotąd przed sądem. Żadnej odpowiedzialności zbiorowej. Nie ma ciągłości prawnej między III Rzeszą i III RP. Dlatego prezydent państwa nie powinien przepraszać. Sondaże wskazują, że takie są też intuicje większości Polaków. Myślę, że akt przeprosin Episkopatu doskonale rozwiązuje kwestię podkreślenia jednoznacznej publicznej oceny tej tragedii wobec społeczeństwa polskiego oraz konieczność stwierdzenia, że jej sprawcami byli Polacy.
Tak oto od szkicu Pazińskiego na temat antysemityzmu przeszliśmy do kwestii postaw zajmowanych przez różne środowiska wobec Jedwabnego. Dla mnie jest jasne, że obok wymienionych księży Rydzyka i Jankowskiego właśnie Jan Tomasz Gross jest osobą skutecznie rozbudzającą żywioł antysemicki w społeczeństwie polskim w stopniu znacznie większym, niż np. Bubel.
Tyle o sprawach trudnych i poważnych. W „Midraszu” znalazłem jednak zaskakujące materiały mniej poważne. Mam na myśli artykuły Michała Kornaka i Rafała Pankowskiego.
Antysemickie stadiony – przeciw wizji Marcina Kornaka
Niestety autor wolał skupić się na wertowaniu fan-zinów wydawanych przez nastolatków 5 lat temu – zamiast przejrzeć strony internetowe (np. www.kibice.pl ). Gdyby to zrobił, mógłby trafić np. na frapującą dyskusję o antysemityźmie na stadionach. Dowiedziałby się z niej, że zdecydowana większość kibiców reaguje zdrowo na wypowiedzi nazistowskie. Np. kibic ŁKS-u deklarujący miłość do narodowego socjalizmu został potraktowany bardzo protekcjonalnie. Polemiści poważnie wątpili w jego sprawność umysłową. Wiele osób na listach dyskusyjnych ucisza łódzkich kibiców (Widzew, ŁKS), którzy zajmują się tylko antysemickimi filipikami pod swoim adresem. Dzięki takiemu medium jak Internet kibice zaczynają dostrzegać paranoiczność tej sytuacji. Na dobrą sprawę poza ww łódzkim konfliktem i inwektywami kierowanymi przez kibiców Wisły pod adresem Cracovii (które stały się bezpośrednią inspiracją do powstania Jude Gang), antysemickie hasła powoli odchodzą – vide inwektywy kierowane pod adresem łodzian przez kibiców z innych miast. Jeszcze pięć lat temu niemal wszystkie zawierały treści antysemickie. Obecnie treści te prawie zniknęły. Zupełnie niezależnie od działań NIGDY WIĘCEJ.
Podobnie, jak w przypadku postaw w sprawie Holocaust Industry ludzie mają własne spostrzeżenia. Widzą np., że kibice klubu, w którym zaczęła się akcja „Wykopmy rasizm ze stadionów” – warszawskiej Polonii – po fali lewackiej - nie zauważyłem, by „bojownikom z nietolerancją” przeszkadzały t-shirty z czerwoną gwiazdą, czy „Che” Guevarą – obecnie, JAKO JEDYNI W PIERWSZEJ LIDZE, wieszają flagę z ONR-owską „falangą”. Na meczu z Legią cztery lata temu mieli flagę Izraela z wpisanym skrótem CWKS (Centralny Wojskowy Klub Sportowy – czyli Legia). Dlaczego nie ma o tym śladu w publikacjach NIGDY WIĘCEJ? Odpowiedź jest prosta. Jest wiele towarzyskich układów między fanami KSP, a „bojownikami”, z których część prawdopodobnie jest kibicami Polonii. Szkoda pieniędzy szacownych fundacji na taką „działalność”.
Kornak pisze o sytuacji we Włoszech. Zarówno jemu jak i włoskim władzom przeszkadzały faszystowskie inklinacje kibiców Lazio. Nie mają natomiast nic przeciwko komunizującym fanom AS Roma. Jest to specyficzne podejście, na którym się skupię w polemice z Rafałem Pankowskim.
Cały artykuł Marcina Kornaka razi nieznajomością kibicowskich realiów. Pisze on o tekstach obecnych w fan-zinach przed meczem Polska – Izrael. Nie napisał jednak, że atmosfera na trybunach w czasie tego spotkania nie różniła się niczym od innych meczy Reprezentacji. Była lepsza, niż np. na Polska – Niemcy, czy Polska – Anglia. Śmieszy koniec artukułu, w którym czytamy: „Do rezygnacji z rasistowskich haseł i transparentów dali się już w duzym stopniu przekonać, bardzo szanowani w środowisku krajowych szalikowców, kibice Lecha Poznań i Pogoni Szczecin”. Jeżeli chce się zabierać zdanie na jakiś temat – ferując jeszcze autorytatywne opinie – warto wiedzieć o czym się pisze.
Rytm antysemicki – przeciw wizji Rafała Pankowskiego
Rafał Pankowski opisuje znaczenie muzyki w rasistowskiej subkulturze nazi-skins. Nie pisze natomiast, że zachowanie SHARP-skins nie różni się niczym od postaw ich rasistowskich kolegów. Można tu przytoczyć wydarzenia z koncertu kultowej, antyrasistowskiej grupy Oi Polloi w warszawskim klubie Remont. Grupa ok. 50 SHARP-skins pod hasłem „Polonia Warszawa” poważnie pobiła kilka osób deklarujących sympatię dla Legii. Członkowie zespołu byli zbulwersowani. W wywiadzie dla anarchistycznej Maci Pariadka stwierdzili, że prowodyrzy tych zajść nie różnią się niczym od nazi-skins. Podobnie po meczu Ligi Mistrzów Legia – Spartak Moskwa mieszana grupa SHARP-skins oraz punków zaczepiała na Polach Mokotowskich świętujących zwycięstwo fanów Legii. Wśród kibiców z całej Polski krąży anegdota, jak w pubie „Bolek” członkowie „lotnej brygady” SHARP-owsko – punkowej zaczepili dwóch 50-cio latków krzycząc, że są faszystami. Starsi kibice trochę się zdziwili...
Nie znajdziemy opisów tych wydarzeń w publikacjach NIGDY WIĘCEJ. Nie pasują one do tezy o decydującej roli ksenofobii przy inspiracji zachowań agresywnych. Byłem na kilku manifestacjach „antyrasistowskich”, m.in. organizowanych przez Radykalną Akcję Antyfaszystowską (ciekawy skrót – RAF. Ciekawe jakie byłby by reakcje, gdyby powstało np. Stowarzyszenie Strażników, czyli SS). Widziałem osoby, które biorą w nich udział. Delikatnie mówiąc nie zauważyłem specjalnych różnic między nimi, a ich faszyzującymi adwersarzami. Nawet retoryka jest podobna. Począwszy od hasła „walka klas, a nie ras”, a kończąc na „zjadaj bogatych”. Co ciekawe – pisma i organizacje popularyzujące te hasła otrzymują granty od szanowanych fundacji. W przeciwieństwie do rasistów.
Patrząc na ewolucję tego środowiska widoczną np. w narastającej fali protestów antyglobalizacyjnych możemy spokojnie czekać na pojawienie się takich grup, jak np. grecka delegacja w Pradze. Było to kilkudziesięciu osiłków w czerwonych czapkach „terorystkach” z sierpem i młotem na czole. Rozumiem, że powstanie takich bojówek jest słuszne, bo „sytuacja tego wymaga”. Jeżeli tak, to przestańmy się oszukiwać. Nie chodzi o jakąś „walkę z zagrożeniem”, lecz walkę lewicy liberalnej z narodowo-socjalistyczną. W żaden sposób nie jest ona związana z kwestią antysemityzmu, która jest traktowana instrumentalnie. Dodam, że przejawy antysemityzmu tropi się wg przepisu Michała Otorowskiego, który pisze: „Antysemita niczym detektyw z kryminalnej powieści pragnie złapać podejrzanego za słowo i udowodnić jemu samemu, że mimowolnie przyznał się do winy”. Z tą różnicą, że pierwsze słowo powinno brzmieć „anty-antysemita”. Akcja ta bardzo przypomina polowanie na sekty prowadzone przez niektóre środowiska, których efektem sa takie ciekawostki, jak uznanie dyskotekowego zespołu Bananarama za satanistyczny, czy uznanie za takowy symbolu anarchistów – „A” w okręgu. Wiele osób padło ofiarą pomówień antyrasistowskiej inkwizycji. Powoduje to dewaluację oskarżeń o rasizm, gdyż łatwo zaobserwować ich cyniczne wykorzystywanie w walce z przeciwnikami ideowymi. W tym przypadku – konserwatystami. Umieszczając Legutkę w worku z Rydzykiem pomagacie temu ostatniemu.
Na koniec rada dla panów z NIGDY WIĘCEJ. Świat jest o wiele bardziej skomplikowany i nie wszystko da się wyjaśnić powtarzaną w transie mantrą trzech magicznych słów: „ksenofobia”, „antysemityzm”, „faszyzm”. Narastająca agresja jest poważnym problemem społecznym. Kanały jej ujścia zależą od środowisk, do których trafiają osoby dotknięte tą przypadłością. Naziści są jednym z takich środowisk. Na szczęście ani nie są specjalnie liczni, ani wpływowi. Są natomiast inne środowiska – większe i bardziej wpływowe, których przemoc NIGDY WIĘCEJ akceptuje.
Inne tematy w dziale Polityka