"Afera kanapkowa" nie schodzi dzisiaj z afisza. Pani Ewa Wanat na antenie TOK FM rozpoczęła swój komentarz na ten temat od, prawdopodobnie prześmiewczego w zamyśle, pytania brzmiącego mniej-więcej tak: dlaczego policjanci nie przynieśli wiceminister Rafalskiej sushi albo pizzy wegatariańskiej. Podobno zbliżona cena, a o ileż zdrowsze...
Ta, błaha z pozoru, uwaga wiele mówi o świetnym samopoczuciu jej autorki. Zjawisko nie jest ani nowe, ani oryginalne. Wygląda jednak wyjątkowo zabawnie w wykonaniu redaktor (redaktorżki?) naczelnej radiostacji, w której wypowiedzi dzwoniących słuchaczy (lub odbierających telefony redakcji ekspertów) często moderuje się według najlepszych toruńskich wzorców. Poza dyskusją jest żenujące zachowanie wiceministra Surmacza (dobrze chociaż, że sprawą zajmie się prokuratura - za Dziennik.pl), jednak naprawdę trudno ocenić, co jest bardziej wiejskie - kanapka z prowincją w nazwie, czy zgrywane przy takiej okazji snobowanie się na amatora jadła trendy. A właściwie nie tak trudno...
Wprawdzie trochę się dzieje w kraju - od takich spraw, jak przedłużenie misji w Iraku, przez kwestię lustracji w Kościele (ostatnio: abp. Wielgus) po wczorajsze ujawnienie przez IPN listu Jerzego Urbana do Czesława Kiszczaka z 1983, rekomendującego Mariusza Waltera do zorganizowanej akcji "ocieplania wizerunku" SB, MO i ZOMO w stanie wojennym. Te sprawy jednak średnio nadają się do podkreślania swojej stołeczno-salonowej wyższości. A przecież zawsze można np. doradzić duchownemu, by się ubierał w india-shopie, a bardzo cenionemu producentowi telewizyjnemu i twórcy potęgi TVN polecić wschodnie techniki relaksacyjne lub odprężającą wizytę w którymś z tak modnych w stolicy tzw. geyowskich lokali... Niestety, nawet na to trudno liczyć. Zostaje wieś.
"Polska B" pozdrawia :)
Inne tematy w dziale Polityka