W świątecznej "G.W." Michał Cichy przeprosił za ton swych słynnych artykułów o Powstaniu Warszawskim z przełomu lat 1993/94. W jednym z nich znalazło się charakterystyczne zdanie: "AK i NSZ wytłukły mnóstwo niedobitków Getta". W świątecznej krzątaninie ten tekst mi umknął pośród licznych ulotek i wkładek do gazety. Na szczęście w dzisiejszym "Dzienniku" komentuje go Cezary Michalski. Bierze on postawę Cichego za dobrą monetę, ufając że może ona być przejawem porzucania przerysowanych klisz, charakterystycznych dla dyskursu politycznego od kilkunastu lat: socjal-liberalnej ("patriotyzm - prawica - nacjonalizm - faszyzm - nazizm") i skrajnie prawicowej ("żydokomunomasońskispisek").
Niestety, trudno mi się zgodzić z takim optymistycznym podejściem. Odbieram to raczej, jako taktyczne "przegrupowanie". Dyskretne opuszczenie pozycji, które są nie do obrony i umacnianie tych, które wydają się być dobrze ufortyfikowane. Trudno podpisywać się pod zacytowanym zdaniem o AK i NSZ w czasach, gdy Muzeum Powstania Warszawskiego odwiedza milionowy gość, a zespół Lao Che swoim świetnym repertuarem z kultowej już płyty "Powstanie Warszawskie" przyciąga na koncerty tysiące młodzieży interesującej się niezależną (często anarchizującą) sceną rockową, a więc ludzi w zdecydowanej większości niechętnych prawicy. W tym momencie traci sens próba reorientacji debaty publicznej w taki sposób, by odebrać odruchom patriotycznym ich istotę, bo tak naprawdę wynikają one wyłącznie z mitologizacji dotychczasowych bohaterów, którzy w większości (tak rozumiem wymienienie obu formacji, jako całości) nie różnili się od zwykłych bandziorów. Dwanaście lat temu wiele osób nie zgodziło się z takim podejściem, jednak ich protesty zostały potraktowane własnie jako zaściankowa wersja mechanizmu "wyparcia" i chęć kontynuacji "odpustowego patriotyzmu". Dzisiaj to się zmienia... Ale, czy rzeczywiście?
Michał Cichy, "usprawiedliwiając" wirtualne uczynienie z Powstańców bandytów en-bloque, pisze że "zachował się jak lustrator, przekonany że prawda ponad wszystko - ponad pokój i ponad ludzki ból". I już jesteśmy w domu. Cała ta volta od początku do końca jest świetnym przykładem... "Michnikowszczyzny" (sic!). Otóż stwierdzamy, że to było nieładne i przepraszamy, ale dodajemy, że tak naprawdę jednak mieliśmy rację, chociaż zachowaliśmy się, jak... lustrator (! bu!) - słowo wytrych, którym najwyraźniej zastąpiono "inkwizytora". Od takiego łamańca pozostaje już tylko krok do stwierdzenia, że za wcześniejsze odsądzenie Powstańców od czci i wiary odpowiadają... zwolennicy lustracji :). Na dzień dzisiejszy - jak znalazł.
Dzisiejszy dzień zresztą przynosi jeszcze jedną bombę klasy "M.". "G.W." obszernie komentuje słowa prymasa, o których pisałem w "Pomroczności ciemnej", dodając wypowiedzi całego wianuszka duchownych, którzy akurat przy okazji Bożego Narodzenia, w żłóbku wydawali się zobaczyć raczej mroczną czarną teczkę, niż Dzieciątko, które zbawi świat. Skład bez większych zmian: abp. Głódź, abp. Życiński... Ale, coż to? Materiał zamyka... o. Rydzyk. W całym tekście śladu narzekań, że "Kościół miesza się do polityki". Przeciwnie, nagłaśnia się głosy duchownych, by wyraźniej zabrzmiały "w eterze". Jednym słowem - o. Rydzyk popierający przeciwników politycznych "socjal-liberałów" jest uosobieniem instrumentalnego wykorzystywania autorytetu Kościoła do doraźnych celów. Natomiast protestujący przeciwko lustracji tej instytucji... Po prostu zabiera głos w słusznej sprawie (w odróżnieniu od ks. Zaleskiego, który oczywiście, dla odmiany, wypowiada się w sprawie "niesłusznej").
Jakiś czas temu, red. Michalski napisał, że debata publiczna, w swej polaryzacji, wróciła do atmosfery z początku lat '90. Jestem przekonany, że była to trafniejsza ocena sytuacji, niż dzisiejszy - pełny dobrej woli - komentarz "przeprosin" Michała Cichego. Z drobnym aneksem - kilkanaście lat temu debata publiczna w swym głównym nurcie przebiegała w sposób, który metaforycznie można przedstawić tak: "M." (en-bloque), wchodząc jednocześnie w dwie role, jako "bezstronny arbiter" przetrącała polemistom stawy w kolanach przy pomocy metalowej pały (zawłaszczając sferę pojęć i stosując wytrychy, takie właśnie, jak generalizacja M. Cichego dot. AK), i na tak oczyszczone przedpole, puszczano zawodnika, który jednym dotknięciem, powalonego wcześniej, adwersarza wygrywał zawody.
To wszystko miało jednak skutek uboczny - o którym pisano już wielokrotnie. Wielu młodych wtedy ludzi, w ramach buntu studiowało historię, by samodzielnie móc ocenić, co w niej było dobre, a co złe. I wyrosło pokolenie historyków, którzy trafili m.in. do IPN. Początkujący w tamtych czasach publicyści, skazani w okresie dominacji "M."inisterstwa Prawdy na banicję do niszowych pisemek, dzisiaj należą do dziennikarskiej czołówki.
Dlatego dzisiaj "arbitrom" doradzałbym raczej mniejszą ostentację, bo - pierwszy raz po '89 - mają na przeciw siebie równie dobrze uzbrojoną regularną armię, w miejsce wcześniejszego pospolitego ruszenia.
Inne tematy w dziale Polityka