Foxx Foxx
265
BLOG

"Michnikowszczyzna" vs. "Ziemkiewszczyzna"

Foxx Foxx Polityka Obserwuj notkę 29

Od kilku dni Salon24 jest zalewany wrażeniami (rzadziej: recenzjami) dot. niedawno wydanej książki Rafała Ziemkiewicza. Zarówno w nich, jak i w innych komentarzach pojawiła się próba zdyskredytowania spostrzeżeń RAZ-a przez zastosowanie dialektycznej symetrii. Wyraża się to np. w rozmaitych wersjach parafrazy tytułu wzmiankowanej publikacji, zastępując nazwisko Adama Michnika, nazwiskiem autora. Co ciekawe, często robią tak osoby, zakładające z góry, że symetrii między oboma panami być nie może - wiadomo: "więzienie", "opozycja", itd vs. pisarstwo sf. Po co więc taka operacja językowa? Najwyraźniej jest próbą osłabienia pejoratywnego wydźwięku słowa "Michnikowszczyzna".

Egzotyka tej sytuacji wynika z dwóch rzeczy. Po pierwsze, określenie to funkcjonowało w publicystyce już wcześniej i nie jest jakimś wymysłem "chorego z nienawiści" Ziemkiewicza. Ważniejsze natomiast jest co innego. RAZ precyzyjnie wypełnił je konkretną treścią:

- poglądami i koncepcjami politycznymi A. Michnika

- zbiorem - często bardzo wpływowych - ludzi traktujących powyższe z fanatyzmem dorównującym najbardziej oddanym słuchaczkom Radia Maryja i tworzących "polityczną poprawność" o bardzo dużym ładunku bezwzględności (w tym miejscu warto przypomnieć np. "debaty" o "Sąsiadach" J.T. Grossa, czy przed referendum akcesyjnym).

- następstwami uczynienia z takiego melanżu fundamentu republiki bananowej, nazwanej III RP.

W żaden sposób nie da się tego pakietu porównać nie tylko z rolą jakiegoś wspólczesnego pisarza, ani w ogóle, rolą kogokolwiek nie posiadającego żadnego formalnego mandatu w polskiej polityce. Nie będę pisał recenzji, gdyż jest ich mnóstwo. Chciałbym zwrócić tylko uwagę na jedną kwestię - w "Michnikowszczyźnie", obok opinii autora (z którymi można się zgodzić lub nie - w zależności od konkretnego zagadnienia), możemy znaleźć wiele suchych faktów (cytatów, inicjatyw ustawodawczych), które bardzo dobrze ilustrują sens takiego, a nie innego zakresu pojęcia "M." i dobrze pozwalają wybrać między opcjami, które wskazuje Ziemkiewicz: czy Michnikowi sprawiedliwość on "oddał", czy "wymierzył". Jakie by nie były konkluzje, trudno mieć wątpliwości, że nawet pomijając wnioski RAZ-a - na poziomie faktograficznym, serwuje on dość syntetyczne sprawozdanie o prawdziwej naturze III RP (znaczący przykład zakłamywania rzeczywistości, w jednej z relatywnie mniej ważnych spraw: "prywatyzacja" Telekomunikacji Polskiej poprzez sprzedaż jej akcji... francuskiemu operatorowi telefonicznemu... należącemu do państwa; sprawę sprzedaży reszty udziałów Janowi Kulczykowi po niższym kursie już pominę). Sposoby czczenia kolejnych rocznic stanu wojennego przez "Gazetę Wyborczą" naprawdę robią wrażenie. I o nich warto pamiętać, jako o bardzo istotnych i wiele mówiących faktach, zupełnie niezależnie od tego, jak je skomentuje ten, czy inny publicysta. Wiele z nich przypominał już Waldemar Łysiak oraz inni autorzy, zepchnięci wcześniej na margines oficjalnej debaty publicznej - czyli nie cytowani w mediach elektronicznych i "prasie głównego nurtu", jako "oszołomy" z nadania... No właśnie, kogo?

W kontekście tego wszystkiego, sztuczne generowanie "Ziemkiewszczyzny" w odniesieniu do krytyków Michnika i jego linii politycznej, jest bardziej parodią, niż symetrią. Zresztą my - owi krytycy - różnimy się często w sprawach istotnych. Również z RAZ-em, który np. ponownie wystawił laurkę Leszkowi Balcerowiczowi (ja bym nie wystawiał). Łączy nas jednak pogląd, że "Michnikowszczyzna" paraliżowała debatę publiczną w latach '90-tych, a za wartość bezwzględną uznajemy wolność do wyrażania opinii, bez niebezpieczeństwa natychmiastowego obrzucenia inwektywami przez fanatyków o innych poglądach (nawet, jeżeli sami uznają się za "lepszych", "światlejszych", itp.), czy - w przypadku dziennikarzy - którzy dysponując znacznie większym nakładem i oglądalnością "zreinterpretują" intencje autora (a nawet jego życiorys). Podobnie - to sprawa symboliczna - uważamy, że dzięki "Michnikowszczyźnie" dawni czerwoni aparatczycy utrzymali przywileje w czasie tzw. "transformacji ustrojowej", a byli pracownicy tzw. "aparatu represji" - wciąż mają emerytury wielokrotnie wyższe, niż ich ofiary. Powie ktoś, że w takiej sytuacji "Ziemkiewszczyzną" możnaby nazwać właśnie taki zbiór pogladów. Tyle, że my to my, a Ziemkiewicz, to Ziemkiewicz. Chętnie czytam jego publicystykę, podobnie jak i innych autorów. Nie jest on jednak na żadnym piedestale i w przypadku krytyki jego tez, czy działań, nikomu korona z głowy nie spada. Podstawowa różnica polega jednak na czymś najistotniejszym w całej kwestii: Rafał Ziemkiewicz na jakikolwiek piedestał, jak dotąd, nie próbował się pakować i - co najważniejsze - gdyby spróbował, raczej straciłby życzliwość swoich czytelników, miast zyskiwać dwór potakiwaczy. Z drugiej strony, trudno sobie wyobrazić, by obecnie ktoś z maksymalnym możliwym "parciem na piedestał", miał ułamek możliwości realizacji swoich wizji, którymi Adam Michnik dysponował na przełomie lat 80/90. Całe szczęście.

Foxx
O mnie Foxx

foxx@autograf.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Polityka