Foxx Foxx
45
BLOG

Choroba morska

Foxx Foxx Polityka Obserwuj notkę 3

Na fali życzeń i podsumowań, głosy wielkiego rozczarowania polityką w mijającym roku mieszają się ze słabymi iskrami nadziei (głównie w komentarzach do mniej lub bardziej "apokaliptycznych" wpisów). A ja, dla odmiany, chciałbym napisać, dlaczego rok 2007 zapowiada się interesująco i, w dłuższej perspektywie, dobrze dla Polski.

Przez ostatnie 12 miesięcy sytuacja rządu przypominała niezbyt wielki jacht rozbujany w czasie poważnego sztormu. Poczynając od chwili wypłynięcia z portu - łódź miała być większa i stabilniejsza, olinowanie nowe, a załoga doświadczona. Tymczasem, okazało się, że: niedoszły wspólnik, który miał się zrzucać na duży jacht, woli sam pływać w batyskafie zrobionym z dębowej beczki (bo tak jest taniej), olinowanie trzeba było kupić w komisie, żagle zrobić z bielizny pościelowej, a załogę kompletować w portowych tawernach. Po wypłynięciu, nastąpiło kilka prób abordażu oraz buntów na pokładzie (z uprowadzeniami szalup włącznie). I to wszystko w czasie sztormu. I niech ktoś przytomny spróbuje w takich warunkach nie tylko prowadzić remont łodzi, ale nawet przygotować w miarę "zjadliwy" posiłek... Wszyscy, zarówno marynarze, jak i pasażerowie w sposób oczywisty muszą czuć dokładnie to, co deklarują autorzy tak licznych, podsumowujących rok 2006, komentarzy (zwłaszcza, jeżeli jednak jakimś cudem udało im się niedawno coś zjeść). A płynąć trzeba.

No dobrze, powie ktoś - ale skąd ten optymistyczny początek, skoro wszyscy wydajemy się być przechyleni przez burtę i wstrzasani spazmami? Otóż łódź wreszcie wypłynęła daleko od wybrzeża, z którego wciąż atakowano ją zbukami (na co marynarze odpowiadali tym samym - albo, dla odmiany, sami "uprzedzali atak"). Następne wybory, za czas jakiś. W nadchodzącym roku, wszystko więc jest w rękach Kapitana. Teraz, po tych wszystkich sztormach i wymianach na zbuki, w pełni zna on możliwości swojej krypy. Poznał dobrze bosmanów - i dobrze wie, że wcześniej, czy później, conajmniej jeden z nich powinien być poddany publicznej karze chłosty - wszak w momencie zaciągu już był na lądzie poszukiwany listem gończym, a załoga wciąż odnajduje w morzu butelki z kolejnymi listami z innych portów.

W nadchodzącym roku sprawa będzie prosta - albo Kapitan doprowadzi łódź do lepszego brzegu, albo stopniowo będzie tracił autorytet wśród załogi i w końcu, nawet jeżeli faktycznie dostrzeże przez lunetę groźną rafę, nikogo nie będzie za sterem, bo sternik pójdzie na piwo z bosmanami, albo wręcz ucieknie ostatnią sprawną szalupą.

Pora więc ponapełniać balie wodą, pozmywać z siebie ślady po zbukach, zrobić przepierkę i ruszać ku nowej przygodzie... Albo z honorem pójść na dno. A stamtąd na mostek kapitański się już nie wraca. Tak, czy siak - rzecz się przesądzi, "raz, a dobrze".

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że w macierzystym porcie nikt się przesadnie nie uwija, by budować lepszy jacht i gonić poszarpaną łajbę. Może być więc tak, że ci "marynarze", którzy zostali na lądzie, w pięknie skrojonych mundurach i z dyplomami Akademi Morskiej Jej Królewskiej Mości w kieszeniach, zwyczajnie wolą siedzieć w eleganckich kafejkach i napawać się zapachem nowych wód kolońskich, które mają zapach zbuków zabić.

I tylko czasem, być może, przez myśl im przemknie, że na dzisiaj - z wyboru - dysponują jedynie batyskafem z dębowej beczki...

 

Gospodarzom Salonu oraz wszystkim Blogerom oraz Komentatorom serdecznie życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Foxx
O mnie Foxx

foxx@autograf.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka