Tytuł tej, jednej z najbardziej znanych "legend założycielskich" związanych z powstaniem państwa polskiego świetnie nadaje się na pointę kilku ostatnich dni - z przymróżeniem oka oczywiście. Okolice sylwestra wydawały się świetnym momentem do oddechu od rutynowego "okładania się cepami". Czy nim rzeczywiście były?
W Salonie24 Łukasz Warzecha pochwalił prezydenta. Za co? Otóż za brak nachalnej autoreklamy macierzystej partii oraz nie strofowanie opozycji. Są to rzeczy faktycznie godne pochwały, jednak dość smutna jest refleksja, że były one na tyle wyjątkowe, że warte podkreślenia. Zgadzam się z red. Warzechą, że taki charakter orędzia noworocznego budzi nadzieję, że Lech Kaczyński uczy się na błędach. Najwyższa pora.
Tymczasem zapowiada się kolejna runda starcia publicystów "Gazety Wyborczej" i "Dziennika". W noworocznej "G.W.", były sekretarz Unii Wolności, Mirosław Czech po raz kolejny "rozprawił się" z mrocznym lustratorem. Tym razem padło na prof. Jana Żaryna z Instytutu Pamięci Narodowej. Zastanawiałem się w sobotę, czy nie wrzucić kilku słów na temat tego tekstu w komentarze do postu "Michnikowszczyzna" vs. "Ziemkiewszczyzna", który powoli staje się zapisem tego typu motywów, jednak zrezygnowałem. Zwłaszcza, że sprawa miała miejsce tuż po tym, jak Michał Ogórek w Magazynie 24 sam tak "zinterpretował" część przemówienia J. Kaczyńskiego na temat znaczenia, jakie dla niego ma udział w strajkach na Wybrzeżu, by później premierowi zarzucić kłamstwo (zasugerował, że Kaczyński miał na myśli rok '80, mimo że żadna data nie padła, a obaj bracia odegrali ważną rolę w... '88). Dla odmiany, niedługo po lekturze artykułu M. Czecha, obejrzałem "Lożę Prasową", w której red. Stasiński udzielił wypowiedzi tak denerwującej red. Sakiewicza (vide post w jego blogu). Moją uwagę zwrócił jednak jej bardziej ogólny kontekst, niż to, o czym napisał naczelny "Gazety Polskiej". Piotr Stasiński był szczerze oburzony, że w mediach przewija się "kilku" publicystów o innych poglądach na lustrację, niż jego własne - zaiste: skandal!
"W takich okolicznościach przyrody" opadły mi ręce i tekst Czecha rzuciłem w kąt. Kupując dzisiejszy "Dziennik" przekonałem się jednak, że nie zrobił tego Piotr Zaremba. Pod wszystko mówiącym tytułem "Pamflet zamiast argumentów", bez trudu wskazuje on na wszystkie ułomności, tak typowe dla przeważającej części rozprawek "G.W." z przeciwnikami politycznymi oraz zwolennikami jakiejkolwiek formy lustracji, a nawet osobami zajmującymi się nią, jako pracownicy instytucji przewidzianych do tego celu przez ustawodawcę. Podobnie, jak chwilę wcześniej, sposoby prowadzenia tej "debaty" są dwa: epitety oraz "reinterpretacja" wyjętych z kontekstu cytatów. Po szczegóły odsyłam do noworocznej "Wyborczej" i dzisiejszego "Dziennika".
Dzisiejsza "G.W." dla odmiany publikuje obszerny wywiad również pod wiele mówiącym tytułem: "Arcybiskup Wielgus: Nikogo nie skrzywdziłem". A nie można było ująć najistotniejszych punktów tej wypowiedzi w oświadczeniu wydanym nazajutrz po tekście w "Gazecie Polskiej", a następnie wystąpić do Komisji Episkopatu o zbadanie materiałów IPN na ten temat? Widać, to zbyt skomplikowane. Lepszym rozwiązaniem było wytoczenie najcięższych armat przeciwko zwolennikom lustracji w Kościele, którym poświęcono nawet pomroczną część pasterkowej homilii. Cuda, cuda ogłaszają...
Z innej beczki, mija kolejny dzień od 21.12.2006, kiedy "Dziennik" w niewielkiej notce w środku numeru ujawnił za Biuletynem IPN fakt istnienia listu Jerzego Urbana do Mieczysława Rakowskiego, w którym ówczesny rzecznik prasowy rządu rekomenduje Mariusza Waltera na stanowisko twórcy wydziału zajmujacego się "ocieplaniem wizerunku" SB, ZOMO i MO, motywując to interesującymi pomysłami propagandowymi, z jakimi późniejszy twórca TVN zwracał się zarówno do nadawcy, jak i odbiorcy listu... Cisza na morzu, cisza w kościele, kto się odezwie, ten będzie...
Inne tematy w dziale Polityka