Wydaje się, że sprawa abp Wielgusa była przysłowiową kroplą, która przepełniła "dzban". Publicyści, którzy są znani z braku zgody na Pax Michnicum (m.in. dyskredytowanie lustracji poprzez np. odbieranie instytucjom zajmującym się nią zgodnie z prawem moralnego umocowania), przystąpili do "ataku".
Bardzo symptomatyczny jest tu dzisiejszy tekst Macieja Rybińskiego "Koniec Polski Kiszczaka i Michnika", opublikowany w dzisiejszym "Dzienniku". Mimo tego, że podzielam poglądy tej grupy dziennikarzy, mam wrażenie że jest zdecydowanie za wcześnie na publicystyczne "decydujące sztychy" (taki wydźwięk ma dla mnie przytoczony tytuł). Faktycznie - trudno nie zauważyć bankructwa podejścia środowiska "G.W." do lustracji. Tak podkreślany przez media mimowolny sojusz z toruńską rozgłośnią w sprawie arcybiskupa jest tego dość ponurym symbolem.
Za wcześnie jednak na triumf. Losy ustawy lustracyjnej dopiero się ważą, a trudno założyć, by byli funkcjonariusze służb wszelakich grzecznie zwinęli swój teatrzyk i z wdziękiem dygnęli przed publiką na pożegnanie, tylko dlatego, że społeczeństwo w ostatnich wyborach parlamentarnych wyraźnie poparło partie deklarujące przeprowadzenie lustracji. Jest dość oczywiste, że czeka nas jeszcze kilka "niespodzianek"...
Nie zmienia to faktu, że tak głośna w świecie kompromitacja antylustracyjnego "parasola" cieszyć po prostu musi. Tego już się nie da "zamieść pod dywan".
Inne tematy w dziale Polityka