W związku z zapowiadanym projektem odebrania przywilejów emerytalnych byłym funkcjonariuszom "służb" PRL jesteśmy na progu dyskusji o granicach odpowiedzialności zbiorowej i lojalności państwa wobec obywatela. Dwa najprostsze sposoby myślenia narzucają się same.
1. Państwo (PRL) zawarło kontrakt z funkcjonariuszami służb mundurowych, na mocy którego jest zobowiązane do wypłaty świadczeń, zgodnie z zasadami aktualnymi w momencie wstąpienia do służby.
2. Nie do zaakceptowania jest fakt, że ofiary mają wielokrotnie mniejsze wspracie od państwa, niż ich kaci.
Pytanie o "zmianę prawa wstecz" brzmi poważnie. Czy równie poważna może być odpowiedź? W tym miejscu decydujące jest rozstrzygnięcie dylematu: czy osoby wstępujące do tych dość specyficznych formacji (SB, Informacja Wojskowa) były nieświadome ich natury? Pisząc szczerze - wątpię. Stoimy więc między wyborem między... prawem i sprawiedliwością.
Trudno o jaśniejszy obraz sytuacji, niż w tej sprawie. RP jest spadkobiercą prawnym PRL, jednak stan prawny totalnie się zmienił - począwszy od ustawy zasadniczej, a skończywszy na wartości waluty. Czy jej urealnienie, którego skutkiem była redukcja oszczędności całego życia setek tysięcy ludzi (wciąż winiących za nią tego, który otworzył pustą w rzeczywistości kasę - L. Balcerowicza - a nie tych, którzy przez lata defraudowali ich zarobki) było "działaniem prawa wstecz"? Nie - było obiektywnym stwierdzeniem faktu. Finansowe machinacje władzy ludowej doprowadziły do tego, że "oszczędności" wielkiej liczby osób istniały wyłącznie w formie rzędu zer w ich książeczkach. Mylił tylko tragiczny chochlik, dostawiający przed nimi jakieś cyfry lub liczby. A przecież ci wszyscy oszczędzający byli uczciwymi ludźmi, chcącymi zabezpieczyć byt swój i swoich rodzin. Czy PKO BP lub Rzeczpospolita Polska powinny płacić z tego tytułu odszkodowania? Proponuję przedstawić taki pomysł jakiemuś prawnikowi.
W kontekście byłych funkcjonariuszy należy powiedzieć wprost: wiązanie swojej dalekiej przyszłości z organizacją, która była zbrodnicza oznaczało postawienie na pewną (jak się wydawało) kartę. Jednak, poza osobami o wyjatkowo nieskomplikowanych umysłach, trudno ich nazwać "uczciwymi" a'priori. Raczej przeciwnie.
Najwyższa pora więc, również w tej - najbardziej bolesnej sprawie, powiedzieć "sprawdzam". Warto podkreślić, że zwolennicy "deesbekizacji" nie proponują dawnym mundurowym i utajnionym "symbolicznej złotówki", jaką znaleźli na swych kontach szarzy obywatele PRL. Proponują wyłącznie zrównanie świadczeń z... szarymi obywatelami RP.
Inne tematy w dziale Polityka