Nie lubię pisać postów na tematy już przewałkowane w kilku możliwych kierunkach. Tym razem mam jednak wrażenie, że rzecz wymaga uporządkowania. Przede wszystkim, chciałbym zwrócić uwagę na pewien drobiazg... Otóż to nie jest tak, jak sugerują krytycy rządu (dyżurni zresztą ;)), że o kontrowersjach związanych z funkcjonowanem WSI nie wiedzieliśmy nic - a dzisiejszy raport miał dać odpowiedź, czy "wszystko było OK", czy też - niezupełnie. Wszystkim "salonowcom" przychylającym się do pierwszego z powyższych poglądów proponuję uważną lekturę wyjątkowo syntetycznego tekstu z
"Rzeczpospolitej". Pochodzi on z roku 2004, a więc zupełnie innej rzeczywistości politycznej, niż dzisiejsza. Tyle na temat faktycznego przedmiotu dyskusji.
Teraz o samym raporcie. Należę do osób, które uważają, że prezydent nie powinien uginać się pod presją mediów ("afera" z nieogłoszeniem raportu 1 lutego), w których wielu komentatorów i polityków serio twierdziło, że w tym dokumencie niczego specjalnego nie będzie, więc... powinien być opublikowany jak najszybciej :). Tymczasem członkowie komisji weryfikacyjnej od ponad miesiąca informowali, że nie zdążyli porównać weryfikowanych zeznań żołnierzy WSI z materiałami źródłowymi.
Zdecydowano się jednak upublicznić dokument w takiej formie, jaką mogliśmy poznać (tzn. ci, którzy byli zainteresowani oryginałem, a nie wyłącznie jego ocenami). Usłyszeliśmy z tej okazji wiele słów, które w skrócie sprowadzają się do twierdzenia, że wprawdzie raport jest gołosłowną publicystyką, jednak - co za szok! - jednocześnie jest "nożem w plecy" dla polskiego wywiadu. Czyli logika tradycyjnie... "porażająca".
A co zwróciło moją uwagę? Przypisy. Oto próbka:
"86 Wobec członków Stowarzyszenia Oficerów Młodszych na Rzecz Przemian w Wojsku prowadzona była sprawa o krypt. „HYDRA”. Za jej prowadzenie odpowiedzialny był ppłk R. P. ze Stołecznego Oddziału Kontrwywiadu WSI. Nie należy wykluczać, że w wyniku tych działań doszło do sytuacji, w której WSI mogły - właśnie poprzez niektórych członków VIRITIM - podejmować działania, których celem było rozpracowanie środowisk prawicowych.
87 Teczka „Stowarzyszenie Oficerów Młodych. Profilaktyka kontrwywiadowcza”, archiwum WSI 717/03/2. Sprawa została rozpoczęta 24 grudnia 1991 r., a zakończona 8 kwietnia 1993 r. Natomiast teczka została przesznurowana i opieczętowana dopiero 16 października 2003 r. W dodatku z kart dokumentów zawartych w teczce starano się usunąć wcześniejszą paginację, ale ponieważ zrobiono to nieumiejętnie, na niektórych dokumentach widać jej ślady (np. karta z teczki numer 1 wcześniej miała numerację 17, karta nr 2-51, karta nr 3-53, karta nr 27-99, karta nr 45-120). Oznacza to, że dużą cześć pierwotnych dokumentów (przypuszczalnie około 80 kart) usunięto z teczki. Oficjalnie rozpracowanie w sprawie Stowarzyszenia Oficerów Młodszych rozpoczęto w grudniu 1991 r., tymczasem w teczce znajduje się dokument z 29 marca 1991 r., który zawiera informacje operacyjne, czyli inwigilację tej grupy prowadzono jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem sprawy.
88 W ulotce wskazano, że zmiany przeprowadzone w Wojsku Polskim są iluzoryczne: „Jesteśmy przekonani, że kluczowe postaci MON, które zrezygnowały z zebrań partyjnych na korzyść mszy polowych nie są i nie będą wiarygodne dla młodych oficerów. Tacy ludzie nie są godni miana oficera WP i nie widzimy w nich gwarantów bezpieczeństwa państwa”. W ulotce domagano się również usunięcia z wojska absolwentów sowieckich akademii, twórców doktryny wojskowej Układu Warszawskiego i zbudowania Wojska Polskiego w oparciu o młode kadry o czystych rękach i nowym spojrzeniu, wykształcone i nie mające starych nawyków."
Niezła "publicystyka" i "brak konkretów". Wybrałem wątek najbardziej neutralny pod względem aktualnej polityki, jaki mi przyszedł do głowy.
Edycja - ponieważ mam wrażenie, że niektórzy komentatorzy nie klikają na podlinkowany tekst z "Rzepy" - trzy cytaty:
"Klimat, jaki wokół tajnych służb panował w czasach przełomu, przybliża rozmowa między generałem Jaruzelskim, wówczas prezydentem Polski, a przywódcą ZSRR Michaiłem Gorbaczowem, do jakiej doszło 13 kwietnia 1990 roku w Moskwie:
Jaruzelski: Były próby byłej opozycji rozwalić ją (armię). W tych celach szukali kontaktów z wojskowymi. Ale w zdecydowanej większości okazały się one bezowocne. Specjalnie to śledzę.
Gorbaczow: - Jednak po powrocie Mazowieckiego z USA sprawa idzie ku temu, aby przerwać kontakty z KGB.
Jaruzelski - Co wy mówicie! To prawda?
Na koniec jednak uspokajał Gorbaczowa: - Teraz 100 procent naszych generałów i pułkowników to ci, którzy kończyli radzieckie akademie wojskowe. To zabezpiecza nam rezerwę doświadczonych, normalnie wykształconych ludzi na lata naprzód.
(Zapis rozmowy z Archiwum Gorbaczowa publikujemy dzięki uprzejmości prof. Andrzeja Paczkowskiego)
DONOS NA SIEBIE
"WSI trawi groźna, wyniszczająca choroba. Miały i mają w ich obrębie miejsce incydenty, wydarzenia i procesy godzące w autorytet Rzeczypospolitej, jej bezpieczeństwo, prestiż i pozycję międzynarodową". Tak latem 2003 roku kondycję wojskowych służb ocenił poseł Konstanty Miodowicz (PO). Było to w czasie, gdy od kilku miesięcy Sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych, której członkiem jest Miodowicz, zajmowała się sprawą nielegalnego handlu bronią w latach 90. Sprawę tę ujawniła dziennikarka "Rzeczpospolitej" Anna Marszałek.
Przed komisją wyjaśnienia składał m.in. Marek Dukaczewski. To on dostarczył jej najważniejsze dokumenty w tej sprawie. Wskazał również, że w IPN jest teczka tzw. źródła, oficera J.D., głównego podejrzanego w aferze. Z zawartości tej teczki wynikało, że Dukaczewski na początku lat 80. współpracował z J.D. w wywiadzie wojskowym. (Sam Dukaczewski, pytany o J.D., mówi krótko: "Prowadziliśmy razem pewne sprawy, podobnie jak z wieloma innymi oficerami"). Obecny szef WSI opiniował m.in. przejście J.D. na placówkę do Libii w 1982 roku. Na dodatek, jak wynika z ustaleń komisji, także w latach 80. wywiad wojskowy sprzedawał broń zbrojnym organizacjom arabskim. - Szef WSI przyniósł komisji teczkę na siebie samego - ironizuje Miodowicz. I dodaje: - Nawet zdziwiliśmy się, że ujawnił teczkę źródła, i to źródła, z którym sam współpracował.
Ale to nie koniec dziwnych zdarzeń związanych z dokumentami, które dostarczył komisji Dukaczewski.
Jeszcze przed publikacją "Rz" ówczesny szef WSI, gen. Rusak, znalazł w sejfie oficera nadzorującego handel bronią dokumentację związaną z tą działalnością. Dokumenty przekazał prokuraturze, która jednak sprawę umorzyła. Teczka wróciła do WSI. Po publikacji "Rz" handlem bronią zajęła się sejmowa speckomisja. I Dukaczewski tamtą dokumentację posłom przedstawił. Ale...
- To była inna teczka niż ta, którą przekazałem prokuraturze - powiedział nam gen. Rusak.
- Teczka, którą dostarczył Dukaczewski, była teczką sfabrykowaną - wyjaśnił Miodowicz. - Zdenerwowali się nawet SLD-owscy członkowie komisji - dodał.
O co w tym wszystkim chodzi? "Teczka Rusaka" była luźnym zbiorem dokumentów. Teczka dostarczona przez obecnego szefa WSI miała okładki (które w służbach też są dokumentem) z opisem zawartości. I to pisanym jedną ręką, chociaż notatki pochodziły z różnych okresów i były sygnowane przez różnych oficerów, którzy - zgodnie z praktyką służb - powinni je wpisywać do "okładki" na bieżąco. Była też znacznie grubsza. - Moja mieściła się w kopercie, a tą jest pokaźnym tomem - ujawnia Rusak. Dukaczewski w rozmowie z nami zapewnił, że przekazał teczkę, jaką zastał, gdy objął stanowisko szefa WSI.
I kolejna "dziwna" sprawa, jaką odkryła komisja: pierwsze informacje o nielegalnym handlu bronią dotarły do polskiego rządu już w 1996 roku dzięki m.in. Interpolowi. Ówczesny szef WSI Kazimierz Głowacki powiedział premierowi, że służby wojskowe nie mają z tym nic wspólnego. - Zostaliśmy oszukani - przyznaje Zbigniew Siemiątkowski, dziś szef Agencji Wywiadu, wtedy minister koordynator ds. służb specjalnych.
SZPIEDZY
Konto WSI poważnie obciążają afery szpiegowskie. - Kiedy znajduje się "kreta" we własnych strukturach, to jest to powód do całkowitego przemodelowania pracy całej służby. Kiedy znajduje się ich kilku, jedynym rozwiązaniem jest likwidacja - mówi jeden z byłych oficerów wojskowego wywiadu.
A tylko WSI mogą się "poszczycić" agentami obcego wywiadu w swoich szeregach. Przede wszystkim agentami rosyjskimi, ale znalazł się i agent CIA. To zatrzymany w 1996 r. przez UOP pułkownik wojskowego wywiadu Włodzimierz Sz. Amerykański szpieg nie doczekał się nawet procesu w kraju, ponieważ nie przeszkodzono mu w wyjeździe za granicę. Już po przyjęciu Polski do NATO aresztowano kolejnych oficerów WSI, tym razem z kontrwywiadu i pracujących dla Rosjan. Zatrzymanie z dwumiesięcznym opóźnieniem ostatniego z nich dla ówczesnego kierownictwa UOP było kolejnym dowodem na "nieszczelność" WSI. - Dowiedzieliśmy się, że ktoś tego oficera ostrzegł, któryś z kolegów, dlatego nieoczekiwanie trafił do szpitala psychiatrycznego. Wtedy postanowiliśmy zatrzymać go fortelem - opowiada b. szef UOP Zbigniew Nowek. Miał on wezwać oficera łącznikowego WSI i zakomunikować, że UOP sprawę zamknął, reszta jest w gestii wojska. - Ów oficer wyszedł ze szpitala szybko i tak był pewny, że się wywinie, że nie wyrobił sobie nawet wariackich papierów. Zamknęliśmy go tuż za bramą - mówi Nowek.
Ostatnia - tegoroczna - wpadka to podporucznik, który sam zgłosił się do Rosjan, deklarując chęć współpracy. W służbie pracowała też jego żona. Jeden z wyższych oficerów z czasów gen. Rusaka opowiada, że człowiek ten został za jego kadencji "odizolowany". - Oznacza to, że nie miał dostępu do informacji niejawnych, zajmował się przysłowiową rezerwacją biletów na wyjazdy służbowe, działaniami administracyjnymi - mówi oficer. Zapewnia też, że cały czas był poddawany wewnętrznej obserwacji. Gdy szefem WSI został Dukaczewski, ów funkcjonariusz miał otrzymać awans oficerski i przeniesienie do pracy w pionie analiz. Dukaczewski protestuje przeciwko tej wersji, ale nie chce podawać szczegółów. Sugeruje, że oficer był cały czas obserwowany."
I tak wygląda tylko jeden z kontekstów dla zacytowanych przeze mnie przypisów do raportu.