87 Teczka „Stowarzyszenie Oficerów Młodych. Profilaktyka kontrwywiadowcza”, archiwum WSI 717/03/2. Sprawa została rozpoczęta 24 grudnia 1991 r., a zakończona 8 kwietnia 1993 r. Natomiast teczka została przesznurowana i opieczętowana dopiero 16 października 2003 r. W dodatku z kart dokumentów zawartych w teczce starano się usunąć wcześniejszą paginację, ale ponieważ zrobiono to nieumiejętnie, na niektórych dokumentach widać jej ślady (np. karta z teczki numer 1 wcześniej miała numerację 17, karta nr 2-51, karta nr 3-53, karta nr 27-99, karta nr 45-120). Oznacza to, że dużą cześć pierwotnych dokumentów (przypuszczalnie około 80 kart) usunięto z teczki. Oficjalnie rozpracowanie w sprawie Stowarzyszenia Oficerów Młodszych rozpoczęto w grudniu 1991 r., tymczasem w teczce znajduje się dokument z 29 marca 1991 r., który zawiera informacje operacyjne, czyli inwigilację tej grupy prowadzono jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem sprawy.
88 W ulotce wskazano, że zmiany przeprowadzone w Wojsku Polskim są iluzoryczne: „Jesteśmy przekonani, że kluczowe postaci MON, które zrezygnowały z zebrań partyjnych na korzyść mszy polowych nie są i nie będą wiarygodne dla młodych oficerów. Tacy ludzie nie są godni miana oficera WP i nie widzimy w nich gwarantów bezpieczeństwa państwa”. W ulotce domagano się również usunięcia z wojska absolwentów sowieckich akademii, twórców doktryny wojskowej Układu Warszawskiego i zbudowania Wojska Polskiego w oparciu o młode kadry o czystych rękach i nowym spojrzeniu, wykształcone i nie mające starych nawyków."
Niezła "publicystyka" i "brak konkretów". Wybrałem wątek najbardziej neutralny pod względem aktualnej polityki, jaki mi przyszedł do głowy.
Edycja - ponieważ mam wrażenie, że niektórzy komentatorzy nie klikają na podlinkowany tekst z "Rzepy" - trzy cytaty:
"Klimat, jaki wokół tajnych służb panował w czasach przełomu, przybliża rozmowa między generałem Jaruzelskim, wówczas prezydentem Polski, a przywódcą ZSRR Michaiłem Gorbaczowem, do jakiej doszło 13 kwietnia 1990 roku w Moskwie:
Jaruzelski: Były próby byłej opozycji rozwalić ją (armię). W tych celach szukali kontaktów z wojskowymi. Ale w zdecydowanej większości okazały się one bezowocne. Specjalnie to śledzę.
Gorbaczow: - Jednak po powrocie Mazowieckiego z USA sprawa idzie ku temu, aby przerwać kontakty z KGB.
Jaruzelski - Co wy mówicie! To prawda?
Na koniec jednak uspokajał Gorbaczowa: - Teraz 100 procent naszych generałów i pułkowników to ci, którzy kończyli radzieckie akademie wojskowe. To zabezpiecza nam rezerwę doświadczonych, normalnie wykształconych ludzi na lata naprzód.
(Zapis rozmowy z Archiwum Gorbaczowa publikujemy dzięki uprzejmości prof. Andrzeja Paczkowskiego)
DONOS NA SIEBIE
"WSI trawi groźna, wyniszczająca choroba. Miały i mają w ich obrębie miejsce incydenty, wydarzenia i procesy godzące w autorytet Rzeczypospolitej, jej bezpieczeństwo, prestiż i pozycję międzynarodową". Tak latem 2003 roku kondycję wojskowych służb ocenił poseł Konstanty Miodowicz (PO). Było to w czasie, gdy od kilku miesięcy Sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych, której członkiem jest Miodowicz, zajmowała się sprawą nielegalnego handlu bronią w latach 90. Sprawę tę ujawniła dziennikarka "Rzeczpospolitej" Anna Marszałek.
Przed komisją wyjaśnienia składał m.in. Marek Dukaczewski. To on dostarczył jej najważniejsze dokumenty w tej sprawie. Wskazał również, że w IPN jest teczka tzw. źródła, oficera J.D., głównego podejrzanego w aferze. Z zawartości tej teczki wynikało, że Dukaczewski na początku lat 80. współpracował z J.D. w wywiadzie wojskowym. (Sam Dukaczewski, pytany o J.D., mówi krótko: "Prowadziliśmy razem pewne sprawy, podobnie jak z wieloma innymi oficerami"). Obecny szef WSI opiniował m.in. przejście J.D. na placówkę do Libii w 1982 roku. Na dodatek, jak wynika z ustaleń komisji, także w latach 80. wywiad wojskowy sprzedawał broń zbrojnym organizacjom arabskim. - Szef WSI przyniósł komisji teczkę na siebie samego - ironizuje Miodowicz. I dodaje: - Nawet zdziwiliśmy się, że ujawnił teczkę źródła, i to źródła, z którym sam współpracował.
Ale to nie koniec dziwnych zdarzeń związanych z dokumentami, które dostarczył komisji Dukaczewski.
Jeszcze przed publikacją "Rz" ówczesny szef WSI, gen. Rusak, znalazł w sejfie oficera nadzorującego handel bronią dokumentację związaną z tą działalnością. Dokumenty przekazał prokuraturze, która jednak sprawę umorzyła. Teczka wróciła do WSI. Po publikacji "Rz" handlem bronią zajęła się sejmowa speckomisja. I Dukaczewski tamtą dokumentację posłom przedstawił. Ale...
- To była inna teczka niż ta, którą przekazałem prokuraturze - powiedział nam gen. Rusak.
- Teczka, którą dostarczył Dukaczewski, była teczką sfabrykowaną - wyjaśnił Miodowicz. - Zdenerwowali się nawet SLD-owscy członkowie komisji - dodał.
O co w tym wszystkim chodzi? "Teczka Rusaka" była luźnym zbiorem dokumentów. Teczka dostarczona przez obecnego szefa WSI miała okładki (które w służbach też są dokumentem) z opisem zawartości. I to pisanym jedną ręką, chociaż notatki pochodziły z różnych okresów i były sygnowane przez różnych oficerów, którzy - zgodnie z praktyką służb - powinni je wpisywać do "okładki" na bieżąco. Była też znacznie grubsza. - Moja mieściła się w kopercie, a tą jest pokaźnym tomem - ujawnia Rusak. Dukaczewski w rozmowie z nami zapewnił, że przekazał teczkę, jaką zastał, gdy objął stanowisko szefa WSI.
I kolejna "dziwna" sprawa, jaką odkryła komisja: pierwsze informacje o nielegalnym handlu bronią dotarły do polskiego rządu już w 1996 roku dzięki m.in. Interpolowi. Ówczesny szef WSI Kazimierz Głowacki powiedział premierowi, że służby wojskowe nie mają z tym nic wspólnego. - Zostaliśmy oszukani - przyznaje Zbigniew Siemiątkowski, dziś szef Agencji Wywiadu, wtedy minister koordynator ds. służb specjalnych.
SZPIEDZY
Konto WSI poważnie obciążają afery szpiegowskie. - Kiedy znajduje się "kreta" we własnych strukturach, to jest to powód do całkowitego przemodelowania pracy całej służby. Kiedy znajduje się ich kilku, jedynym rozwiązaniem jest likwidacja - mówi jeden z byłych oficerów wojskowego wywiadu.
A tylko WSI mogą się "poszczycić" agentami obcego wywiadu w swoich szeregach. Przede wszystkim agentami rosyjskimi, ale znalazł się i agent CIA. To zatrzymany w 1996 r. przez UOP pułkownik wojskowego wywiadu Włodzimierz Sz. Amerykański szpieg nie doczekał się nawet procesu w kraju, ponieważ nie przeszkodzono mu w wyjeździe za granicę. Już po przyjęciu Polski do NATO aresztowano kolejnych oficerów WSI, tym razem z kontrwywiadu i pracujących dla Rosjan. Zatrzymanie z dwumiesięcznym opóźnieniem ostatniego z nich dla ówczesnego kierownictwa UOP było kolejnym dowodem na "nieszczelność" WSI. - Dowiedzieliśmy się, że ktoś tego oficera ostrzegł, któryś z kolegów, dlatego nieoczekiwanie trafił do szpitala psychiatrycznego. Wtedy postanowiliśmy zatrzymać go fortelem - opowiada b. szef UOP Zbigniew Nowek. Miał on wezwać oficera łącznikowego WSI i zakomunikować, że UOP sprawę zamknął, reszta jest w gestii wojska. - Ów oficer wyszedł ze szpitala szybko i tak był pewny, że się wywinie, że nie wyrobił sobie nawet wariackich papierów. Zamknęliśmy go tuż za bramą - mówi Nowek.
Ostatnia - tegoroczna - wpadka to podporucznik, który sam zgłosił się do Rosjan, deklarując chęć współpracy. W służbie pracowała też jego żona. Jeden z wyższych oficerów z czasów gen. Rusaka opowiada, że człowiek ten został za jego kadencji "odizolowany". - Oznacza to, że nie miał dostępu do informacji niejawnych, zajmował się przysłowiową rezerwacją biletów na wyjazdy służbowe, działaniami administracyjnymi - mówi oficer. Zapewnia też, że cały czas był poddawany wewnętrznej obserwacji. Gdy szefem WSI został Dukaczewski, ów funkcjonariusz miał otrzymać awans oficerski i przeniesienie do pracy w pionie analiz. Dukaczewski protestuje przeciwko tej wersji, ale nie chce podawać szczegółów. Sugeruje, że oficer był cały czas obserwowany."
I tak wygląda tylko jeden z kontekstów dla zacytowanych przeze mnie przypisów do raportu.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)