Napływ nowych użytkowników do S24 spowodował powrót tematów przerabianych wcześniej w węższym gronie (charakter PiS, PO, profil ich wyborców, wzajemne przypisywanie sobie "wszystkiego najlepszego"). Przy niedawnej małej inwazyjce userów Gazeta.pl, wiele dyskusji nabrało barw charakterystycznych dla takich właśnie portali.
Szczerze pisząc, trochę trudniej mi się odnaleźć w tej konwencji (stąd przerwa w blogowaniu), jednak - tradycyjnie ;) - zdecydowałem się pójść w nieco przeciwnym kierunku.
Ciekawe, kiedy liczni salonowi autorzy zauważą, że gdy opada pył po kolejnym obłożeniu się wirtualnymi drągamii po głowach (często z udziałem "czerwonych"), w naszej części blogosfery można dostrzec (prawdopodobnie ku zaskoczeniu zwolenników stereotypowego postrzegania elektoratów obu największych partii) całkiem spory zestaw kwestii, co do których - w warstwie merytorycznej - możnaby się zgodzić:
1. Zarówno zwolennicy, jak i krytycy L. Balcerowicza deklarują się jako liberałowie (czasem: konserwatywni-liberałowie - szczególne pozdr. dla RRK :). Zdecydowana większość salonowiczów zabierających głos na tematy gospodarcze popiera reforme finansów publicznych, raczej niższe podatki, niż wyższe, pomniejszanie kosztów pracy, raczej mniej regulowany rynek i - ogólnie - raczej większą swobodę działalności gospodarczej, niż jej kontrolę przez państwo.
2. Wyraźna większość z nas krytycznie odnosi się do PRL oraz zaniechań w zamknięciu pewnych spraw przez kolejne władze III RP. Różnimy się raczej w opiniach, czy ta cena była konieczna, czy należało to zrobić wcześniej oraz w postrzeganiu przyczyn, dlaczego nie zrobiono.
3. Poza skrajnymi przypadkami euroalienatorów (c;) oraz eurofederastów - podobnie patrzymy na sprawy zagraniczne. Oczekujemy aktywności rządu na forum UE, zakładającej jednak realną walkę o polskie interesy. Konkretnie oznacza to czynne uczestnictwo w działaniach struktur i instytucji unijnych w sposób uwidaczniający specyfikę naszego stanowiska, które wcale nie musi być kalką stanowisk innych państw. Dość oczywiste jest, że każde z nich ma swoje interesy - czasami kolidujące z naszymi. Inne jednak - w wielu przypadkach z "nowej Unii" - mają interesy zbieżne...
4. Zdecydowana większość salonowiczów jest przeciwna wszelkim zmianom regulacji dot. kwestii związanych ze sferą moralności - takich, jak zmiana aktualnej ustawy "aborcyjnej", czy kolejne pomysły LPR i post-ZCHN-owskiego skrzydła PiS.
Czy to mało? Czy zgadzając się w tylu istotnych sprawach, warto internalizować osobowościowe problemy polityków i występować w blogosferze jako ich boty? Odpowiedź może być tylko jedna - skoro tak się dzieje - najwyraźniej warto. To jest po prostu dyscyplina sportowa :) Red. Leski często proponuje Gospodarzom rozmaite usprawnienia S24. Moja sugestia jest następująca: Szanowni Państwo Janke - wprowadźcie opcję Deathmatch. Zlecić jakiemuś grafikowi 3D modele oraz animacje 10 avatarów przedstawiających najczęściej przewijających się w komentarzach polityków i dziennikarzy, jakaś prosta lokacja w kształcie ringu... Jeden talent z aspiracjami progamistycznymi niedawno nam się objawił ("Microsoft vs. Linux";) Żyć, nie umierać:)
... tylko nie dziwić się później, że w multimedialnym "politycznym eterze" jest tak, jak dotąd. Deathmatch.
_____________________________________________________
Dzisiejsza "Gazeta Wyborcza", w papierowym wydaniu, atykuł pod tytułem "Bunt wyszktalciuchów" opatrzyła ikoną "paragrafu walczącego" na tle czerwonej ceglanej ściany. Jest to kolejny po wzmiankowanym przeze mnie w poście Ryba po Warszawsku, przypadek fiksacji tego środowiska na punkcie własnego mesjanizmu w walce z kaczystowskim okupantem, doprowadzonego do skrajnej paranoi.
W dzisiejszej rzeczywistości bez trybu Deathmatch ta redakcja przestałaby istnieć... Czemu się dziwić - sport jak każdy inny :)