Foxx Foxx
100
BLOG

Patrycjusze - gawędziarze

Foxx Foxx Polityka Obserwuj notkę 38
Przez S24 po raz kolejny przetacza się, wywołana najwyraźniej teoretyczną wizją wyborów, dyskusja o charakterze dwóch największych partii, ich liderów oraz wyborców. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że  w weekendowym wydaniu "Dziennika" ("Europa") pojawił się wywiad Cezarego Michalskiego z Jarosławem Gowinem. Zaczyna się mocno, gdyż od stwierdzeń dość oryginalnych na tle wypowiedzi liderów Platformy Obywatelskiej, chociaż pierwsze zdanie brzmi znajomo:

To nie jest żadna IV RP. Ta idea, z którą wiązałem przed paru laty spore nadzieje, została doszczętnie skompromitowana przez rozpadającą się właśnie koalicję. Także debaty ideowej nie uważam za rozstrzygniętą na korzyść idei liberalno-konserwatywnych. Jeśli nie wypracujemy nowego projektu reformy państwa, młoda inteligencja odwróci się od nas. Ale przy całym moim krytycyzmie wobec braci Kaczyńskich w dzisiejszej Polsce czuję się zdecydowanie lepiej niż wtedy, gdy prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, a premierem Leszek Miller.

C.M.: Podkreślam, że rozmawiamy w momencie przesilenia związanego z tym, że premier i CBA stoczyli z wicepremierem Lepperem nierozstrzygniętą walkę będącą dla jednych symbolem bezpardonowego zwalczania korupcji, a dla innych symbolem używania nowych instytucji i służb do budowy politycznej pozycji PiS. Ujawnił się triumwirat Rydzyk, Lepper i Giertych, z którym zarówno PiS, jak i PO będą się musiały liczyć...

Z pełną odpowiedzialnością powtarzam: czuję się zdecydowanie lepiej w tej Polsce niż w okresie, który w języku IV RP był określany mianem "schyłkowej fazy III RP". Dzisiaj wciąż dużo się mówi o aferze Rywina, ale ja wróciłbym do sprawy Romana Kluski. Siedem bardzo ważnych instytucji państwowych III RP - urząd skarbowy, prokuratura, wojsko, policja, ABW, sąd i telewizja publiczna - sprzysięgło się tylko w tym celu, by wymusić łapówkę na wyjątkowo uczciwym człowieku, wybitnym przedsiębiorcy. To pokazuje, że tamta Polska, przy wszystkich swoich historycznych osiągnięciach, stoczyła się w kierunku republiki bananowej.

Zgadzam się z panem senatorem w 200%. Mam jednak nieodparte wrażenie, że diagnoza ta jest obca nie tylko liderom Platformy, ale i większości jej aktualnych wyborców. Ciekawe zresztą, że ta wypowiedź świetnie ilustruje sedno, wciąż dużego, poparcia dla PiS. Oczywiście w dalszej części wywiadu J. Gowin - bardziej lub mniej słusznie - mocno krytykuje politykę i wybory braci Kaczyńskich, w żaden sposób nie zmienia to jednak wymowy i wagi przytoczonego cytatu.

Warto zwrócić uwagę na fakt, iż debatę w sferze idei w Platformie prowadzą właściwie dwie, marginalne, strony: konserwatywna z Gowinem oraz falliczno-biznesowo-socjal-liberalna z Palikotem. Od dłuższego czasu mam wrażenie, że pierwsza z nich symbolizuje to, czym Platforma miała szansę się stać (przed czystką na listach wyborczych, dokonaną przez Grzegorza Schetynę w 2005), a druga to, w jakim kierunku PO zmierza - wystarczy posłuchać hałaśliwych wystąpień Hanny "nigdy z PiS-em, chętnie z SLD" Gronkiewicz-Waltz, czy filipik Stefana Niesiołowskiego, który od momentu odmowy przyjęcia do PiS stał się Stefanem "lepiej z diabłem, niż z PiS-em" Niesiołowskim. 

Czy konstatacja taka jest oryginalna? Niespecjalnie. W dyskusji u Eumenesa przypomniałem wywiad, którego rok temu "Gazecie Polskiej" udzielił właśnie występujący z Platformy szef jej opolskiej organizacji oraz stowarzyszenia "Stop korupcji". Zawiera on następujące fragmenty:

"Gazeta Polska": Czy będąc w Platformie Obywtelskiej mógł Pan walczyć z korupcją?

Janusz Kowalski: - Początkowo wierzyłem, że tak będzie. Platforma miała twarz Jana Rokity, zmagającego się w komisji śledczej z patologiami. Dziś ma twarz rządzącego nią sekretarza generalnego Grzegorza Schetyny. Działając w niej, musiałbym się wypisać ze stowarzyszenia "Stop Korupcji". Albo popaść w polityczną schizofrenię. Odchodzę dlatego, że jestem rozczarowany Platformą Obywatelską.

Jak wygląda owa twarz Schetyny?

- Opiniotwórczy tygodnik w Polsce stawia zarzuty młodym działaczom PO związanym ze Schetyną. Chodzi o wyprowadzanie partyjnych pieniędzy na prywatne konta. I co? I nic. Żadnego wyjaśnienia sprawy. Ponadto niebezpieczne np. w opolskiej PO jest wartościowanie ludzi na podstawie tego, jakie mają kontakty z biznesem. W samym Opolu jest dwóch posłów - przedsiębiorców. Chcieliśmy więc wypracować "kodeks dobrego postępowania" w opolskiej PO i zaproponować w tej sprawie jakieś czytelne zasady. Oczywiście nic z tego nie wyszło. Gwoździem do trumny mojej obecności w PO była wypowiedź Leszka Korzeniowskiego, prezesa PO w Opolskiem, byłego członka PZPR. W rozmowie z "Gazetą Polską" [nr 30 z 26 lipca - red. GP] przyznał on, że jego firma pośrednio wykorzystywana jest do finansowania PO. Brak jakiejkolwiek reakcji władz PO na tego typu stwierdzenie jest dla mnie porażający. Ponadto fundamentalnie nie zgadzam się, aby układy biznesowe wchodziły z butami do polityki. A czymże innym jest otaczanie się w partii ludźmi z własnej firmy? (...)

Przecież Donald Tusk miał napisane na plakatach "Człowiek z zasadami"...

- Jeżeli "człowiek z zasadami" nadal będzie tolerować kłamstwo, partyjną prywatę, niejasne związki z biznesem oraz ludzi PZPR czy komunistycznych wojskowych służb, z szeregów PO odejdą wkrótce najbardziej wartościowe osoby. W opolskiej PO jest miejsce dla funkcjonariusza WSI, byłej radnej SLD, która nie tak dawno oklaskiwała Millera, wielu członków PZPR o niejasnej i nieznanej przeszłości. A nie ma miejsca dla tych, którzy mówią "nie" korupcji partyjnej i dominacji ludzi poprzedniej epoki, pchających PO w objęcia SLD. Zwracam uwagę, że to się dzieje w Opolu, w którym główni notable SLD zostali aresztowani. Doskonale wiemy tu, czym są rządy komunistów w samorządach. Próba absorpcji tego typu ludzi, zamiast ludzi młodych, ideowych, jest czymś niesłychanym. (...)

Profesor Bogusław Dopart powiedział niedawno w wywiadzie dla "GP", że w ostatnich miesiącach PO przyjęła, jako swój, postkomunistyczny mit, obowiązujący opis rzeczywistości, który, jak wcześniej zapowiadała, miała kontestować.

- Jak wspomniałem, wstępowałem do PO, kiedy partia ta miała dobrą twarz: twarz Jana Rokity. Wstępowałem do partii ambitnej, która miała radykalnie zmienić polską rzeczywistość. Wstępowałem do PO jako zwolennik ścisłej współpracy z PiS i budowy IV RP. Nie jako hasła, lecz fundamentu pod nowe państwo. Dziś Platforma próbuje ten ważny program z siebie zrzucać, jak ciężar. Niektórzy liderzy PO starają się afirmować zastaną chorą rzeczywistość. To droga donikąd. Tacy ludzie jak ja mają prawo czuć się oszukani.

A może stoi za tym jakiś plan?

- Nie ma żadnego. Poza ewentualną koalicją z SLD w umysłach niektórych liderów. A dla mnie PZPR była sowiecką agenturą w Polsce, która niszczyła dążenia niepodległościowe Polaków. Przez którą mój dziadek siedział w stalinowskim więzieniu. Platforma otwiera się na środowiska, które są mi obce. U mnie na Opolszczyźnie zwyciężyła twarz PO związana z PRL, a nie z profesjonalizmem i zmianami. Opolska PO pod przywództwem Korzeniowskiego idzie w stronę SLD. Dlatego już dziś otacza się ludźmi bliskimi postkomunistom. Od czterech lat Korzeniowski toleruje rządy SLD w województwie. Chciałem to zmienić, bo z SLD w Opolu już się skutecznie rozprawiliśmy. Usłyszałem jednak od przewodniczącego PO na Opolszczyźnie, że Platforma nie będzie krytykować eseldowskiego zarząda województwa, bo "Grzesiek [Kubat, marszałek województwa opolskiego - red. GP] jest w porządku, to jest mój kolega". Ręce mi opadły
.
   
I to jest właśnie zarówno kwestia, która wydaje się umykać Jarosławowi Gowinowi, jak i jedna z "wielkich tajemnic" aktualnego stanu poparcia PiS. Konserwatywny senator wydaje się jednak coś przeczuwać, gdy mówi:

Siła projektu IV RP polegała między innymi na tym, że odcinał się on od tego, co Zdzisław Krasnodębski nazwał demokracją peryferii, czyli od próby mechanicznego odtwarzania w Polsce wzorców, które sprawdziły się w Europie Zachodniej. Ta próba była z gruntu jałowa i rzeczywiście generowała niepotrzebną przemoc symboliczną (pamiętam, jak wiele lat temu za poparcie idei lustracji zostałem przez Michnika nazwany faszystą. Faszysta jako redaktor naczelny "Znaku", czyli spadkobierca Hanny Malewskiej czy Bohdana Cywińskiego - to uświadomiło mi skalę oderwania od rzeczywistości środowiska "Gazety"). (...)

Kaczyńscy utrafiają w głębokie moralne i życiowe potrzeby Polaków. W potrzebę bezpieczeństwa, sprawiedliwości i dumy narodowej. Jeżeli te elementy się nie znajdą w programie Platformy, a przede wszystkim w praktyce rządzenia po ewentualnie wygranych wyborach, to PO szybko straci zdolność realnego kształtowania rzeczywistości. W wariancie najbardziej pesymistycznym grozi jej wtedy uzależnienie się od poparcia, z jednej strony, środowisk postkomunistycznych, a z drugiej - środowiska "Gazety Wyborczej". Wiem, że za to, co teraz mówię, oberwę od kolegów z Platformy, ale rolą takich ludzi jak ja w polityce jest przypominanie prawd niewygodnych

Szkoda, że J. Gowin nie idzie krok dalej i nie mówi wprost, dlaczego taki wariant jest możliwy (mówi o tym dla odmiany Janusz Kowalski). Wielu konserwatywnych wyborców obu największych partii brało stanowcze deklaracje J.M. Rokity za dobrą monetę, myśląc iż to jest dominujący nurt w Platformie. Tymczasem znaczenie polityków o takich poglądach szybko zostało sfalsyfikowane przez twardą rzeczywistość. Okazało się po prostu, że dominującym nurtem są nieumiejący sformułować oferty programowej do dzisiaj ludzie partii władzy i średniego biznesu. Na ich tle odważne propozycje intelektualistów z Krakowa wyróżniają się szczególnie mocno. Powód jest prozaiczny: tłem dla nich jest pustka.

Czy była bądź jest możliwa koalicja między "partią władzy", a partią postulującą zmiany systemowe, mogące zakłócić status quo tak wygodne dla "sytych" działaczy? Albo partii, której lider mówi (i myśli) o swoich przeciwnikach politycznych w sposób do złudzenia przypominający słowa A. Michnika o J. Gowinie? Nie chodzi tu o same ostre słowa - jak wiadomo, obie strony okładają się nimi, jak kijami do bejsbola. Raczej o wyniosłe przekonanie tak charakterystyczne dla elit oryginalnej III RP oraz ich politycznej reprezentacji - Unii Wolności. Jak widzimy, pogarda dla "głodnych" (ludzi odrzuconych przez tzw. "transformację ustrojową" w sferze materialnej lub politycznej) wróciła w pełnej krasie.

Nie należy się w tym kontekście dziwić, że - niezależnie od jałowych i oportunistycznych ordynansów (Gosiewski, Kuchciński & Co.) - to J. Kaczyński działa ofensywnie (co oczywiście ma szereg wad i powoduje często tzw. friendly fire), a "syci patrycjusze" są w stanie co najwyżej poprzeć podwójne "becikowe" ("na złość PiS") albo złożyć 19 wniosków o votum nieufności dla ministrów. Nie należy się też dziwić, że znacznie więcej młodych ludzi jest na eksponowanych stanowiskach w partii, która ma skonkretyzowaną ofertę zawierającą dynamiczne działania, niż w innej, której samo istnienie stanowi dla jej lidera "dobrą wiadomość dla Polski", a jej najbardziej konkretną propozycją jest "dobra zmiana". Czy wybór pierwszej z nich jest łatwy? Nie. Ślepy by zauważył liczne potknięcia J. Kaczyńskiego, niezależnie od tego,  ile z nich potraktujemy jako jego błędy, a ile usprawiedliwimy zewnętrznymi uwarunkowaniami. Było ich wystarczająco wiele, by poważnie się zastanawiać nad poparciem dla PiS. Jednak krótki rzut oka na resztę sceny politycznej uświadamia, że - pośród partii mających szansę na wejście do parlamentu - antykomunistyczny konserwatywny liberał zwyczajnie nie ma wyboru. Trochę szokujące z perspektywy z 2005 może być to, że sprawa dotyczy również kwestii gospodarczych. Rząd praktykuje bardzo restrykcyjną dyscyplinę budżetową w momencie, gdy warszawska koalicja PO-LiD planuje wzrost deficytu miasta w 2008 o 100% w porównaniu do 2007 i rozpatruje alternatywę: kredyt albo miejskie obligacje. Dzieje się to w okresie największej koniuktury po '89. Strach pomyśleć, jak wyglądałby deficyt państwa pod takimi rządami. Dość słabe pocieszenie mógłby stanowić pomysł, że LiD nie dałby się PO dotykać do gospodarki.

Każdy lubi się poczuć lepszym od  plebsu (pisali o tym m.in. Ziemkiewicz i Łysiak, komentując poparcie "inteligencji pracującej" dla kolejnych wcieleń UW oraz bezrefleksyjne przyjmowanie przez nią wizji rzeczywistości lansowanej przez największe media III RP), więc trudno się dziwić, że wyborcy którzy naprawdę są zwolennikami koalicji PO-LiD wciąż piszą o "ciemnym ludzie", "niewykształconych kobietach zamieszkałych między miastami, wsiami i osadami", które słuchając toruńskiego radia mają stanowić trzon wyborców PiS, którego elektorat podobno "przesunął się" na prawo, czy o "narodowo-socjalistycznym reżimie IV RP", itp.

Zważywszy na wszystko, co napisałem wyżej, świetnie rozumiem radykalne ataki RRK, próbującej przekonać czytelników (i chyba siebie), że to PiS się zbliża do SLD. Tymczasem proces zmiany Platformy w klon Unii Wolności (z lekkim akcentem AWS-u - Komorowski, Niesiołowski, Gronkiewicz-Waltz) już się rozpoczął. Chociaż nawet ci, którzy są jego autorami, wydają się go jeszcze nie dostrzegać. Mój ulubiony filozof o jednej ze spraw fundamentalnych pisał:

Bóg umarł! Bóg nie żyje! Myśmy go zabili! Jakże się pocieszymy, mordercy nad mordercami? Najświętsze i najmożniejsze, co świat dotąd posiadał, krwią spłynęło pod naszymi nożami – kto zetrze z nas tę krew? Jakaż woda obmyć by nas mogła? Jakież uroczystości pokutne, jakież igrzyska święte będziemy musieli wynaleźć? Nie jestże wielkośc tego czynu za wielka dla nas? Czyż nie musimy sami stać się się bogami, by tylko zdawać się jego godnymi? Nie było nigdy większego czynu – i ktokolwiek po nas się urodzi, gwoli czynowi temu należeć będzie do historii wyższej, niż dotąd była historia!” – Tu zamilkł człowiek oszalały i znów spojrzał na swoich słuchaczy: i oni milczeli, patrząc nań w zadziwie. W końcu cisnął latarnię swą o ziemię, że trzasła w kawały i zgasła. „Przyszedłem za wcześnie, rzekł potem, nie jestem jeszcze na czasie. To olbrzymie zdarzenie jest jeszcze w drodze i wędruje – nie doszło pewnie do uszu ludzi, błyskawice i grzmot potrzebują czasu, światło gwiazd potrzebuje czasu, żeby je widziano i słyszano. Czyn ten jest im jeszcze dalszy niż gwiazdy najdalsze –    a   p r z e c i e  s a mi  g o   d o k o n a l i !” – Opowiadają też, że człowiek oszalały tego samego dnia jeszcze do różnych się wdzierał kościołów i nucił tam swoje Requiem aeternum deo. Wyprowadzany i zapytywany, odpowiadał wciąż jedno: „Czymże są jeszcze te kościoły, jeśli nie są grobowcami i pomnikami boga".

(F. Nietzsche, "Wiedza Radosna" s. 125)

Z dedykacją dla senatora Jarosława Gowina.

Foxx
O mnie Foxx

foxx@autograf.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (38)

Inne tematy w dziale Polityka