W ramach rytualnych harców zwolenników i przeciwników kilku partii politycznych, przewijają się rozmaite opinie o formach prowadzenia kampanii wyborczych, relacji pryncypialności do skuteczności oraz uzasadnionych w większym lub mniejszym stopniu wypowiedziach.
Na fali ostatnich newsów, chciałbym się zająć trzema sprawami. Pierwszą z nich jest głośna wypowiedź J. Kaczyńskiego o "perspektywie stanu wojennego". Niezależnie od umiarkowanego jej sensu, ciekawie wyglądają jej komentarze. Czy oburzenie takie wywołała wypowiedź posła Grasia o Sekuritate? (w kontekście CBA) A może kolejne "filipiki" S. Niesiołowskiego, który przerobił już "stalinowskich prokuratorów" i okolice? K. Kutza? M. Czecha? Było i jest ich wiele. Oczywiście trzeba oddać niektórym komentatorom - np. K. Leskiemu - że reagują na nie bezstronnie. A w każdym razie się starają ;)
Nie ulega jednak wątpliwości, że wielkie zgorszenie ze strony osób, którym od dwóch lat nie przeszkadza porównywanie przeciwników politycznych do SB, funkcjonariuszy NKWD, czy rozmaitych PRL-owskich rządów nieco zaskakuje. Zdecydujcie się Szanowni Państwo - albo akceptujecie (a często sami prowadzicie) debatę publiczną prowadzoną w ten sposób, albo nie. Ja np. nie akceptuję - wole opierać się na faktach (vide poprzedni wpis), niż szafować abstrakcyjnymi uogólnieniami, które praktycznie zawsze będą kogoś niezasłużenie krzywdzić.
Oczywiście każdy decyduje za siebie, ale jeżeli komuś taka debata "leży" - co się wyraża zwykle do redukcji oponenta ad bolshevikum - niech sobie "leży", tylko po co te szczere-inaczej głosy pełne oburzenia?
Drugi news, który zwrócił moją uwagę to informacja Wprost.pl dot. debaty J. Kaczyński vs. A. Kwasniewski. Portal ustalił, że została ona miesiąc temu ze szczegółami przez europarlamentarzystów PiS i LiD.
_________________
To prawda. Od miesiąca jestem w kontakcie z Bielanem. Kilka razy się spotykaliśmy w Parlamencie Europejskim, żeby sprawę tej debaty omówić. Dzięki temu Aleksander Kwaśniewski wiedział, że Kaczyński przyjmie jego wezwanie - potwierdza ustalenia "Wprost" Szejna.
Po co obu partiom taka współpraca? To czysto strategiczny sojusz. Chodzi o zdeprecjonowanie Tuska. Pokazanie, że jedyną postacią, która może powalczyć z Kaczyńskim, jest Kwaśniewski, a nie lider PO. Dzięki temu, że między nimi jest tak duża polaryzacja, ta debata opłaci się i jednemu, i drugiemu. Jedyną osobą, która na tym straci, jest Tusk - twierdzi jeden ze sztabowców PiS.
_________________
(źródło)
Tak wygląda realne prowadzenie kampanii wyborczej. Swoją drogą, komentarz ze strony posła Nowaka świetnie wpisuje się w dotychczasową praktykę tej partii:
To było do przewidzenia. Premier celowo wybrał sobie na pierwszego przeciwnika osłabionego licznymi kontrowersjami Kwaśniewskiego. Z Tuskiem nie miałby szans – twierdzi Sławomir Nowak ze sztabu PO.
Zauważmy, posiadając taką wiedzę, specjalista d/s niepodpisanych czarnych bilboardów z napisem "Pogarda" nie tylko nie skoordynował rzucenia wyzwania J. Kaczyńskiemu wcześniej, ale nawet dzisiaj wciąż tego nie robiąc zachowuje się jak stojący za płotem chłopczyk wygrażający piąstkami innemu, stojącemu po drugiej stronie. Biuro Prasowe PO w odpowiedzi na news Wprost.pl wydało komunikat, że lider PiS "unika debaty z Tuskiem", bo nie potwierdzał obecności w rozmaitych programach telewizyjnych, gdzie miał być D. Tusk (np. "Teraz My"). No rzeczywiście - bardzo poważna sprawa. Okazuje się, że publiczne wezwanie do debaty wyborczej jest trudniejsze, niż pytanie "co premier pił w Rzeszowie". Inna rzecz, że po raz kolejny się okazuje, że PO wszelkie polityczne ustalenia (o ile nie dotyczą podziału parytetu stanowisk w Warszawie) jest w stanie prowadzić wyłącznie za pomocą mediów. A tymczasem deklaracja PiS jest jasna:
Jeśli szef PO Donald Tusk zaproponuje PiS debatę wyborczą, Prawo i Sprawiedliwości zgodzi się na nią - powiedział w radiowej Trójce A.Bielan.
Trzeci news jest na szczęście zupełnie innego sortu. Jak donosi Rzeczpospolita.pl:
Polska po opłaceniu składek z budżetu UE w 2006 roku otrzymała 3 mld euro, czyli prawie dwukrotnie więcej niż w latach ubiegłych - wynika z przedstawionego przez Komisję Europejską sprawozdania z realizacji ubiegłorocznego budżetu.
Do Polski trafiło w ubiegłym roku z budżetu UE 5,3 mld euro, głównie w ramach wsparcia rolnictwa (2,142 mld) oraz funduszy strukturalnych (1,951 mld). Natomiast składki Warszawy do unijnej kasy wyniosły 2,175 mld euro, co Polsce daje na czysto dokładnie 2,997 mld euro w rozliczeniach z Unią. W roku 2005 pozycja netto Polski wynosiła 1,667 mld euro, a w 2004 - 1,409 mld euro.
(
źródło)
Nie ma więc co wpadać w deprechę, czy drzeć szat nad naszą "debatą". Poza nią "też jest zycie" ;)
Inne tematy w dziale Polityka