"Raport" PO dotyczący likwidacji RSW "Prasa - Książka - Ruch" wydaje się nieco niepełny. Warto więc na nie zwrócić uwagę. Przede wszystkim - jak wygląda po niej rynek prasy i czy można wskazać beneficjentów działań Komisji Likwidacyjnej.
* Axel Springer AG-Niemcy: 30 tytułów prasowych, wśród nich bulwarowy dziennik „Fakt”, tygodnik „Newsweek Polska”, miesięcznik „Forbes”.
*Verlagsgruppe Passau - Niemcy: 9 gazet wojewódzkich, m.in. „Dziennik Zachodni”, „Gazeta Olsztyńska”, „Gazeta Krakowska”, „Dziennik Bałtycki”.
*Heinrich Bauer Verlag - Niemcy: 30 tytułów czasopism ilustrowanych, m.in. „Twój Styl”, „Bravo”, „Pan”, „Motor”, „Tele Tydzień”
*Gruner+Jar AG&Co KG – Niemcy: Magazyny ilustrowane m.in. „Gala”, „Na”, „Glamour,. „National Geographic”.
*Orkla Media – Norwegia: „Rzeczpospolita” (51 proc. udziałów), 13 gazet regionalnych, m.in. „Gazeta Współczesna”, „Głos Koszaliński”, „Głos Pomorza”, „Gazeta Pomorska” ,”Gazeta Lubuska”.
*Groupe Edipresse – Szwajcaria: 8 magazynów ilustrowanych, m.in. „Przyjaciółka”, „Przekrój”, „Viva”, „Uroda”.
(źródło - tekst Heleny Kowalik)
Ciekawe, że ten stan rzeczy nie jest komentowany. Tzn. był. W karykaturalnej formie wystąpił, jako element obrony minister Jakubowskiej w kontekście działań "grupy trzymającej władzę" związanych z nowelizacją ustawy medialnej. A szkoda, bo to poważny temat.
Dziwne to o tyle, że Donald Tusk w komisji tej zasiadał, a Janusz Lewandowski, jako minister przekształceń własnościowych, awansował na stanowisko sekretarza stanu jej pierwszego przewodniczącego - Jerzego Drygalskiego. Wsławił się on m.in. tym, że od kwietnia 1990 do stycznia 1992, razem ze swoim zastępcą pobrali wynagrodzenia w wysokości 163,7 mln zł (wobec 262,9 mln - na łączne wynagrodzenia całej komisji).
Uwagę zwraca postać przyjaciela pana przewodniczącego... Jacek Dębski, którego Drygalski uczynił prezesem centrali "Ruch". Gdy jeden z członków Komisji (Krzysztof Poklewski-Koziełł) zwrócił się do jej szefa o wyciągnięcie konsekwencji wobec Dębskiego w związku z prywatyzacją sieci księgarni EMPiK, która przebiegła w atmosferze skandalu oraz stratami, jakie centrala poniosła w wyniku "pirackiego" (nieopodatkowanego) sprowadzenia partii rozpadających się adidasów - oczywiście konsekwencji nie było. Po odejściu wszechwładnego Drygalskiego, Dębskiego odwołał premier Jan Olszewski.
Jak napisałem wyżej, właśnie takiego "fachowca" widział w swoim, znanym z wielu "przekształceń własnościowych" ministerstwie, jego szef - Janusz Lewandowski Lewandowski (który, jako eurodeputowany PO, od jakiegoś czasu gdzieś zniknął z "eteru"). Warto w tym miejscu przypomnieć orzeczenie sądu z 17.01.2006:
Sąd Okręgowy w Krakowie w wydziale odwoławczym uchylił we wtorek wyrok uniewinniający byłego ministra przekształceń własnościowych Janusza Lewandowskiego od zarzutu nieprawidłowości w prywatyzacji dwóch krakowskich spółek Skarbu Państwa na początku lat 90. Sprawa wróci do ponownego rozpoznania.
Wobec trzech innych oskarżonych w tej sprawie wyrok uniewinniający został utrzymany.
Prokuratura zarzuciła Lewandowskiemu, że jako minister przekształceń własnościowych działał na szkodę interesu publicznego i prywatnego, przekraczając uprawnienia i nie dopełniając obowiązków przy prywatyzacji na początku lat 90. spółek Techmy i KrakChemii. Szkody wyrządzone z tego powodu oszacowano w akcie oskarżenia na 2 mln 389 tys. zł. W wyroku, który zapadł w tej sprawie w marcu 2005 roku przed sądem pierwszej instancji, wszyscy oskarżeni zostali uniewinnieni. Wnosili oni o utrzymanie wyroku uniewinniajacego.
(źródło)
Jak wiemy, Jacek Dębski został zamordowany najprawdopodobniej w wyniku rozrachunków mafijnych, na co wskazywały jego intensywne kontakty z Jeremiaszem Barańskim ("Baraniną")
Czyż ten wątek nie jest interesujący? Jest też inny. Robiąc research przy okazji zbierania materiałów dot. "inwigilacji prawicy", trafiłem na tekst z Trybuna.com.pl. Jest to sprawozdanie z rozmowy dziennikarza tego periodyku, Marka Czarkowskiego, z człowiekiem który przedstawił mu się, jako "były funkcjonariusz UOP". Rzecz dotyczy głównie "szafy Lesiaka" i w tej części powiela "linię" "Trybuny" - chociaż zabawnie wygląda przypomnienie, że po pół roku Jarosław Kaczyński zrezygnował z uczestnictwa w spółce "Telegraf" (stało się to 05.02.1991, czyli w miesiąc po tym, jak Maciej Zalewski zaczął składać firmom państwowym "propozycje nie do odrzucenia"). To jednak materiał na oddzielny tekst.
Tym razem chciałbym przytoczyć inny wątek tego artykułu:
Donald Tusk na przykład był na początku lat 90. członkiem Komisji Likwidacyjnej RSW „Prasa Książka Ruch”. Parcelowała ona gazety, drukarnie i tygodniki według partyjnego klucza. „Życie Warszawy” dostali osobnicy związani z Unią Demokratyczną. „Express Wieczorny” wpadł w ręce Porozumienia Centrum. To przecież nie tylko tytuły, to także duże pieniądze. Dziś taka operacja uwłaszczania się partyjnych bonzów na majątku publicznym byłaby nie do pomyślenia. Lecz w latach 1991-1992 widziano w tym rewolucyjny akt sprawiedliwości dziejowej. I – dodajmy od siebie – finansowej. Donald Tusk brał w tym dziele czynny udział.
Do dziś krąży po Sejmie anegdota (plotka?) wybornie ilustrująca klimat panujący wokół lidera PO. Otóż jakiś czas temu zjawić się miał w kuluarach głośny niegdyś w branży prasowej biznesmen, który swą przygodę z wolnym rynkiem odpokutował przykładnie w zakładzie penitencjarnym. Gdy dostrzegł Donalda Tuska na korytarzu, podniósł dłoń i zawołał: „Panie pośle! Panie pośle!”. „Pan poseł” na jego widok wykonać miał w tył zwrot i zniknąć w najbliższych drzwiach.
Czyżby nawet "służbowi" fachowcy od kampanii PO, przygotowując rzekome "haki" na przeciwników politycznych, nie odbiegali kwalifikacjami od reszty jej sztabu wyborczego? Wszak tzw. "sprawa Jaruckiej" również okazała się tandetą...
Tym razem stawka jest jednak wyższa.