13 obserwujących
63 notki
77k odsłon
  5393   7

Czy Polska za bardzo "postawiła na Trumpa"?

W związku z ostatnią strategiczną woltą Stanów Zjednoczonych, na której jednoznacznie mogą ucierpieć interesy Polski i całego regionu, pojawiło się w przestrzeni publicznej szereg sformułowań i opinii, z którymi warto się zmierzyć. 

Zacznijmy jednak od zdefiniowania, na czym właściwie ta strategiczna wolta USA polega.

Pivot na Pacyfik rozpoczął się za Obamy. Za Trumpa Chiny zostały już jednoznacznie zdefiniowane jako rywal nr 1. Ale Trump wierzył, że USA są dostatecznie silne, żeby dać sobie radę i z rywalem nr 1 (Chiny), i z rywalem nr 2 (Rosja), i z rywalami pośledniejszymi (Iran, Korea Północna) i jeszcze dodatkowo dyscyplinować sojuszników w Europie, którzy w dziedzinie bezpieczeństwa uprawiali jazdę na gapę (tak to przynajmniej oceniał Donald Trump).

Joe Biden najwyraźniej uznał, że 100% zasobów wewnętrznych i zewnętrznych Stanów Zjednoczonych musi być skupionych na rywalizacji z Chinami. W efekcie wszystkie państwa, tak sojusznicze i wrogie, zostały podzielone na trzy kategorie:

1. wartościowe aktywa w walce z Chinami

2. trouble-makerzy drugiej kategorii, których należy tanim kosztem uspokoić, żeby nie przeszkadzali w rywalizacji z Chinami (a tym bardziej nie pomagali Chinom)

3. całą resztę

Do pierwszej kategorii należą przede wszystkim sojusznicy azjatyccy. To było widać bardzo wyraźnie po pierwszych spotkaniach i telefonach Bidena. Japonia, Korea, Australia i inni azjatyccy gracze. Do tej kategorii trafiły też Niemcy. Nie jako "europejski sojusznik", tylko jako wartościowe aktywo do wykorzystania w grze z Chinami. Wszystkie państwa świata zostały ocenione pod kątem przydatności lub zagrożeń w rozgrywce z Chinami. 

Do drugiej kategorii trafiła Rosja i Bliski Wschód en masse. 

Do trzeciej kategorii trafiła cała reszta, w tym Polska. 

Strategia Bidena jest klarowna. Skupić wokół siebie sojuszników przydatnych w rywalizacji z Chinami, co może wymagać zapłacenia odpowiedniej ceny (np. NS2). Uspokoić trouble-makerów, żeby nie przeszkadzali i nie angażowali sił USA, co również może wymagać zapłacenia odpowiedniej ceny (np. NS2, Ukraina, Białoruś, Syria, Afganistan). Nie tracić czasu i energii na całą resztę. 

Nie jest moim celem tutaj oceniać, czy ta strategia spełni oczekiwania Amerykanów. Chciałbym przede wszystkim wrócić do kilku obiegowych opinii odnośnie polskiej polityki zagranicznej po 2015. Wyliczmy je:

1. PiS za bardzo "postawił na Trumpa"

2. PiS nie utrzymywał kontaktu z demokratami

3. prezydent Duda za późno wysłał gratulacje Bidenowi, czym zraził do siebie władcę imperium

Są to rytualne "mądrości" powtarzane zarówno przez "ekspertów" jak i osoby umiarkowanie zainteresowane polityką międzynarodową, ale niechętne obecnej władzy. 

PiS za bardzo postawił na Trumpa.

Przede wszystkim to nie "PiS postawił na Trumpa", tylko amerykańscy wyborcy postawili na Trumpa. W 2016 Trump wygrał wybory i został legalnie wybranym prezydentem. Polska nie miała żadnego wpływu ani na to, kto te wybory wygra, ani na to, z jakim przyjdzie programem. Jedyne, co mogła zrobić, to dostosować się do sytuacji i ugrać tyle, ile się da. I to Polska zrobiła. W odróżnieniu od kilku państw, które obraziły się na rzeczywistość i na amerykańskich wyborców i postanowiły prowadzić politykę w kontrze do nowowybranego prezydenta.

Czy taka postawa jest poważna? Czy tego oczekiwaliby od polskich władz polscy wyborcy? Czy to by było w polskim interesie? Obrażanie się na rzeczywistość i na ludzi, którzy dokonują swoich własnych, demokratycznych wyborów, brzmi raczej jak opis niedojrzałości emocjonalnej, a nie racjonalnej, zimnokrwistej polityki. 

Przypomnijmy przy tym, że prawica w Polsce wcale specjalnie nie kibicowała Trumpowi. Wybór między Trumpem i Hillary Clinton był raczej wyborem między złem i złem. Trump był powszechnie przedstawiany jako polityk proputinowski, a do tego z silnymi tendencjami izolacjonistycznymi. Niewielu spodziewało się po nim czegoś dobrego dla Polski. Stawiano wręcz pytania, czy np. nie cofnie decyzji Baracka Obamy o relokacji grupy batalionowej US Army do Polski.  

Fakt, że polska dyplomacja potrafiła z jego prezydentury tyle dla Polski wycisnąć, jest raczej świadectwem jej dużej sprawności. A przypomnijmy, że czas prezydentury Trumpa to dalsze zwiększanie amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce, ustanowienie dowództwa korpusu US Army w Poznaniu (prawdopodobnei nawet ważniejsze, niż dodatkowy tysiąc żołnierzy), wsparcie dla Trójmorza (czyli pierwszej autorskiej polskiej inicjatywy geopolitycznej tak gdzieś od XVII wieku), znaczące wsparcie wysiłków w zakresie dywersyfikacji dostaw gazu i wreszcie sankcje na NS2. Lepiej było się obrazić na Trumpa i tego wszystkiego nie uzyskać? To by była odpowiedzialna, profesjonalna, realistyczna polityka? 

Lubię to! Skomentuj110 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka