Wczorajsze oświadczenie Angeliny Jolie o przejściu przez nią podwójnej mastektomii uwolniło najgłębiej skrywane pokłady jadu, niegodziwości i zwykłego chamstwa w środowiskach prawicowych. Oto bowiem okazuję się, że 90% pewność o zapadnięciu na raka piersi i podjęcie dramatycznych środków zapobiegawczych to „fanaberia gwiazdki”, jak twierdzi Łukasz Warzecha czy też nic nie znaczący zabieg na drodze do zamiany biustu na sztuczny, jak uważa senator Piecha z PiS. O komentarzach niektórych użytkowników Salonu24 nawet nie będę pisał, bo są poniżej krytyki.
Zastanawiające jest jednak, że mężczyźni tak dobrze znają się na kobiecej psychice, na medycynie i na tym co jest dramatycznym wyborem, a co eventem. Dlatego mam pytanie do wszystkich mężczyzn tak ochoczo komentujących zabieg A. Jolie. Pomyślcie, widzieliście waszego ojca który umiera na raka jąder, cierpiał na Waszych oczach. Teraz sami macie dzieci i 90% szans na chorobę, która zabiła Waszego ojca. Co robicie? Czekacie aż rak zaatakuje? Będą przerzuty? Będziecie cierpieć na oczach dzieci tak jak Wasz ojciec? Czy możecie spokojnie pomyśleć o amputacji najważniejszego przymiotu męskości (w sensie fizycznym) ?


Komentarze
Pokaż komentarze (15)