Zwycięskie dla PiS wybory w Elblągu doskonale pokazały śmierć idei samorządności. Nie chodzi mi bynajmniej o to kto wygrał, bo zwycięzcą jest samorządowiec niezależnie od jego przynależności partyjnej, ale mam na myśli system polityczny w jakim funkcjonuje samorząd w Polsce. Wypaczenia ustroju samorządowego III RP jak na dłoni można było zauważyć w trakcie trwania kampanii wyborczej w Elblągu. Oto nie tak duża i wcale nie tak ważna z punktu widzenia skali kraju miejscowość staję się miejsce potyczki partii politycznych. Organizacji, których skala i programy pisane są z myślą o przejmowaniu władzy w kraju a niekoniecznie w średniej wielkości mieście. Najazd polityków z Warszawy, którzy na spokojny rynek Elbląga przenieśli spory wprost z nomen omen ulicy Wiejskiej. Tak oto premier obiecuje wzrost rangi miasta, prezes J. Kaczyński atakuje premiera i przypomina co jego rząd chciał i będzie chciał zrobić dla Elbląga. W plątaninie oskarżeń i obietnic ciężko było zrozumieć czy to J. Kaczyński i D. Tusk kandydują na prezydenta niedoszłego czwartego portu Rzeczypospolitej czy tylko mają wyjazdową walkę pokazową.
Problemem w mojej ocenie jest fakt upartyjnienia samorządów. Dawno już pojawiał się postulat, że partie polityczne powinny zostać zatrzymane na poziomie województw. Tym samym członkowie partii nie mogliby kandydować w wyborach samorządowych w powiatach, gminach oraz miastach. Czy nie sprawiło by nam wszystkim trochę przyjemności kiedy jałowe spory i gadające głowy zostałyby w Warszawie a naszą małą ojczyzną zarządzał ktoś kto razem z nami dojeżdżał do pracy tą samą dziurawą drogą?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)