W swoim najnowszym wpisie na portalu niezalezna(od wszystkich poza PiS).pl, tak samo niezależna „dziennikarka” Joanna Lichocka wytyka błędy Bronisławowi Komorowskiemu w kontekście uczczenia 70 rocznicy Rzezi Wołyńskiej. W opinii tej jakże bezstronnej dziennikarki obecny Prezydent III RP wykazał się co najmniej głupotą wyrażając wolę wspólnego przepraszania za przeszłe winy. Policzkiem w twarz polskiego państwa natomiast jest wg pani Lichockiej nieobecność równego rangą prezydentowi przedstawiciela Ukrainy na obchodach rocznicowych w Łucku. Skandalem natomiast jest trafienie w Bronisława Komorowskiego jajkiem przez jednego z nacjonalistyczne nastawionych Ukraińców. To wszystko, jak pisze niezależna dziennikarka to „jest odpowiedzią na próbę „poukładania się” w zrelatywizowaniu mordu. Dobrymi chęciami brukowane jest piekło.”
Teraz dla porównania prześledźmy jak wyglądały obchody 65 rocznicy mordu na Wołyniu i tym samym, co trzeba robić by zasłużyć na pochówek obok Józefa Piłsudskiego.
Jest 2008 r. Prezydentem jest Lech Kaczyński, który nie pojechał na Ukrainę, nie był na Wołyniu co więcej nie uczestniczył nawet w zwołanej w Polsce konferencji na ten temat. Lech Kaczyński nie objął swoim patronatem żadnej(!) uroczystości związanej z 65 rocznicą wołyńskiej tragedii. Zamiast tego w dość symboliczny sposób objął patronatem organizowany dokładnie w tym samym czasie Festiwal Kultury Ukraińskiej, wymierzając tym samym policzek środowiskom kresowym, które mocno dawały wyraz swej dezaprobacie polityce Lecha Kaczyńskiego w odniesieniu do Rzezi Wołyńskiej. Wszystko to działo się, jak twierdzi Witold Waszczykowski, poseł PiS i były wiceminister spraw zagranicznych z faktu, że "w poprzednich latach Prezydent Lech Kaczyński wychodził z założenia, w którym i dziś tkwią politycy PO, że lepiej wygaszać sprawę wołyńską". Jeśli zatem Bronisław Komorowski jedzie na Ukrainę, naraża się na nieprzyjemności ze strony ukraińskich nacjonalistów, swoją obecnością pokazuję, że państwo polskie pamięta o ofiarach Wołynia jest wg pani Lichockiej „spolegliwy”, a jego działania to „głupstwa” to gdzie w takim zestawieniu jest ktoś, kto nie ma odwagi uczestniczyć w konferencji naukowej organizowanej w jego własnym kraju?
Kiedy w 2010r. premier Rosji zaprosił premiera Polski na obchody rocznicowe do Katynia, w rozumieniu ówcześnie urzędującego prezydenta nie byłoby policzkiem uczestniczenie w tych uroczystościach wspólne z niższym rangą przedstawicielem innego państwa. Do dziś zresztą przecież całe media komercyjno- smoleńskie mają żal o sławetne rozdzielenie wizyt. W 2010 r. spotkanie prezydenta z premierem nie byłoby ciosem dla Polski. Byłoby czymś na tyle ważnym, że konieczność lotu do Smoleńska była nieodwołalna. Wszak rok wyborów prezydenckim wypadał w 2010 r. a nie 2008 r, więc można było spokojnie wybrać sobie, które ofiary są ważniejsze.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)