Przyznam szczerze, że jeszcze nie tak dawno miałem podejrzenia, że Zespół Parlamentarny pod przewodnictwem A. Macierewicza faktycznie, może nieco po omacku ale jednak dąży do poznania prawdy w sprawie wypadku z 10 kwietnia 2010 r. Mimo wszystkim zarzutów, jakie można było postawić temuż Zespołowi, wydawać się mogło, że jego członkowie naprawdę wierzą w to co mówią. W ciągu zaledwie kilku tygodni zasłona opadła król jest nagi. Nikt kto logicznie myśli nie może powiedzieć, że Antoni Macierewicz i jego eksperci to poważni ludzie, z opinią których trzeba się liczyć. Brak wiedzy i doświadczenia tzw ekspertów. Brak dowodów lub posługiwanie się ich parodią czy też znalezioną na wycieraczce wersją. Ostatecznie nawet posługiwanie się kłamstwem, jak prof. Rońda. Wszystko to tylko po to by wmówić ludziom, że były dwa/jeden (która wersja jest aktualna? Bo rozumiem, że bomba termobarczyna/rozpylony hel/oślepiający laser to już nie jest prawda?) wybuchy.
Po niedawnej konferencji Zespołu A. Macierewicza, na którym to został „zaatakowany” skype, z którego korzystali członkowie zespołu, chyba wszyscy zrozumieli dlaczego jej termin został przesunięty po referendum warszawskim. Żenujący pokaz niewiedzy i intelektualnego chciejstwa porażał.
Wyraźnie natomiast zarysował się mechanizm, jakim posługuje się A. Macierewicz. Samemu nie znając zasady działania komunikatora Skype, wmawia on swoim wyznawcom, że osoby dzwoniące były hakerami, chcącymi zakłócić jego występ. Oczywiści był to zamach, atak i ogólnie spisek Żydów i Masonów. Wydaje się, że podobne metody poznawcze członkowie zespołu Macierewicza z nim samym na czele przyjęli w sprawie wypadku smoleńskiego. Stąd widać wyraźnie, że jaki atak hakerski, taki i zamach w Smoleńsku.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)