Są rzeczy o których się nie mówi, bo stanowią tabu. Tabu stanowi odpowiedzialność polityka wobec wyborcy, którą dosyć dobrze uwydatniają jednomandatowe okręgi wyborcze. Odpowiedzialność ta może przybierać różne formy, najłagodniejszą jest odpowiedzialność polityczna. Polityk, który sprzeniewierzył się swoim wyborcom idzie na przymusową emeryturę.
Jest jeszcze taka dość niewygodna konsekfencja konstrukcji odpowiedzialności polityka przed wyborcami. Nasza "polska, młoda demokracja" uczy nas bowiem chrześcijańskiej pokory i wyrozumiałości dla polityków, którzy błądzą lub odebrało im rozum. Nie będę oceniał czy ta edukacja jest właściwa, czy nie - proszę sobie odpowiedzieć na to pytanie samemu natomiast, to że Europa Zachodnia (ta cywilizowana) szanuje obywatela nie jest poniekąd wynikiem wyższych standardów moralnych urzędującego tam establishmentu.
O tym jak wyglądał dialog społeczny w cywilizowanej europie czasami podejży się w filmach ('71 z 2014 r., Der Baader Meinhof Komplex z 2008 r., Munich z 2005 r.), lub jak pokopie się trochę w internecie, który jak wiemy nigdy nie zapomina. Chodziło o lata 70 do 90 ubiegłego wieku do dziś. Na bazie buntu spółecznego wyrastały i kontynuują walkę ugrupowania delikatnie zwane "bojówkami" (Frakcja Czerwonej Armii - Niemcy, Irlandzka Armia Republikańska - Irlandia, nie chcę podawać dalszych przykładów o posądzenia o proklamowanie tego typu działań ale to najbardziej jaskrawy przykład).
Według moich informacji, a mam jej codziennie, prawie co dnia w Londynie są zamachy na tle politycznym. Np. dziś się przebiło info o dużym sukcesie o udaremnieniu zamachu na księcia Walii. O udanych zamachach się nie trąbi, bo starty przerasatają zyski - przynajmniej według establishmentu.
Nasza "polska, młoda demokracja" poradziła sobie rozmywając odpowiedzialność polityczną za pojęte decyzje na różny sposób. W polityce funkcjonują osoby bez korzeni lokalnych (nie wiadomo kto ich wybrał) więc na zdrowy rozsądek nie można powiedzieć "zagłosowałem na ciebie draniu, a ty mnie sprzedałeś". Nie mogę powiedzieć "skur... zaufałem Ci a ty głosujesz za takim gównem" bo tych "posłów z nikąd" jest przeważająca większość.
Nasza "młoda, polska demokracja" nie ma tych problemów, ma jeszcze dodatkowe zalety bo daje szansą na wybicie nurtom politycznych i politykom, którzy nie mieli by szans w cywilizowanym kraju jak "feministki", "geje", "in vitro", "zieloni" i "ruch na rzecz ochrony konika polnego" ponieważ to jest istotny problem społeczny przynajmniej powónywalny z naprawadę makabrycznymi zbrodniami spowodowanymi przez patologię i biedę. Proszę mi pokazać chociaż jedno ugrupowanie polityczne, które "przebojem" wdarło się do sejmu przeskakując próg wyborczy, które po czterech latach kompletnie się nie skurwiło, zostało przeżute i wyplute. No ale plebs ma zajęcie!
Więc należy się zgodzić z autorytetami, że "nasza młoda, polska demokracja" nie dorosła do J.O.W. bo z punktu widzenia autorytetów - jest to całkowita racja. Gdyby bowiem Jan Kowalski sąsiad Józefa Nowaka i Wojtka Malinowskiego wszedł w politykę głosem Kowalskiego i Malinowskiego, a ten by im potem metę emerytalną zrobił w wieku 67 lat lub inną trafną decyzję podjął, a następnie jeszcze jako autorytet mówł, że to jedyne sensowne rozwiązanie, to ja bym na miejscu Nowaka się wyprowadził do innego jednomandatowego okęgu wyborczego i liczył na to że to wystarczy.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)