615 obserwujących
1599 notek
9362k odsłony
  4619   0

Prokuratorskim okiem

 

Najważniejsze pytanie, jakie się nasuwa w przypadku prac prokuratury wojskowej (po hucznym zakończeniu prac przez „komisję Millera”), jest to, na ile PW będzie zmierzać do wyjaśnienia przyczyn (i odtworzenia przebiegu) tragedii z 10-go Kwietnia, a na ile do... umycia rąk od odkrycia prawdy o zbrodni drugiego Katynia. To pytanie stawiam sobie już od dłuższego czasu, zaś pewne dodatkowe światło w tej sprawie rzuca dzisiejszy artykuł M. Pyzy w najnowszym n-rze „Uważam Rze” (33/2011) („O Pasionku cicho sza”, s. 38-39). Tekst ten, jak można się domyślić już z tytułu, dotyczy zawieszenia M. Pasionka i odebrania mu cywilnego nadzoru nad śledztwem smoleńskim. Pyza w drugiej części artykułu pisze tak:
 
Jak sugerują nasi informatorzy, nagonka Parulskiego na Pasionka może mieć związek z efektami tej (tj. z Amerykanami – przyp. F.Y.M.) współpracy. (…) Zdaniem osób znających działania służb specjalnych i prokuratorskiej współpracy międzynarodowej, błędem było skierowanie do USA wniosku o pomoc prawną. Polscy śledczy wprost prosili w nim m.in. o udostępnienie materiałów dotyczących ewentualnego zamachu, nasłuchów komunikacji smoleńskiej wieży z załogami samolotów 10 kwietnia oraz zdjęć satelitarnych z dnia katastrofy. Według wszelkiego prawdopodobieństwa nie otrzymaliśmy ich właśnie z powodu ścieżki, na którą się zdecydowaliśmy. Wniosek o pomoc prawną do Ministerstwa Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych oznacza długie oczekiwanie na rozpatrzenie, a wyklucza konieczną w tej sprawie dyskrecję. Zamiast niego należało nawiązać wzajemną współpracę służb specjalnych w tym zakresie. Pierwotnie taką właśnie drogę miał zaakceptować Krzysztof Parulski. Nie wiadomo, dlaczego zdanie zmienił.
 
To niejedyna – zdaniem naszych informatorów – decyzja naczelnego prokuratora wojskowego, która zaszkodziła smoleńskiemu śledztwu. Wymieniają oni też m.in. brak zabiegów o zabezpieczenie wraku Tu-154M, niewymuszenie na Rosjanach udziału strony polskiej w czynnościach śledczych, m.in. sekcjach zwłok (wyjątkiem była sekcja prezydenta, którą obserwował sam Parulski, nie zwracając zresztą uwagi na rażące nieprawidłowości, jakich dopuścili się Rosjanie), niewyposażenie prokuratorów jadących na miejsce katastrofy w sprzęt fotograficzny, co zaowocowało dokumentacją zdjęciową sporządzaną za pośrednictwem telefonów komórkowych, zgodę na anulowanie pierwszych zeznań kontrolerów lotu.

 
Czy skierowanie w/w wniosku mogło być błędem? Jeśli już to zamierzonym, sądzę. Zamierzonym, by... owych materiałów nie uzyskać. Pyza pisze, całkiem słusznie, o konieczności nawiązania współpracy na poziomie służb specjalnych, jednakże wydaje się zapominać, w jakim kraju od 2007 r. żyjemy, jaką gruntowną resowietyzację służb przeprowadzono i o tym, że 10 Kwietnia gabinet ciemniaków jak diabeł przed święconą wodą wzdragał się przed poproszeniem o pomoc NATO, a ta pomoc (także wywiadowcza i kontrwywiadowcza) była na wyciągnięcie ręki. Dlaczego jednak o nią ciemniacy nie poprosili? Dlatego że, jak można podejrzewać, NATO miało wgląd także w działania polskich specsłużb cywilnych i mundurowych, które to działania mogły mieć sporo wspólnego, jeśli nie ze zorganizowaniem wprost, to na pewno z osłanianiem zamachu na prezydencką delegację. W takim zresztą kontekście łatwiej zrozumieć „zaginięcie” materiałów satelitarnych otrzymanych ponoć od USA, a niemogących się odnaleźć w archiwach, sejfach czy szufladach polskich specsłużb.
 
Zwróćmy uwagę raz jeszcze na ten wytłuszczony przeze mnie fragment tekstu Pyzy: „niewyposażenie prokuratorów jadących na miejsce katastrofy w sprzęt fotograficzny”. Niedawno (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/09/o-gebie-i-cholewie.html) przywoływałem bulwersującą wypowiedź W. Targalskiego, jednego z członków „komisji Millera” przyznającego bez ogródek, iż „my nie mieliśmy nawet aparatów” do rejestrowania np. badań nad czarnymi skrzynkami. Z fotodokumentacji zamieszczonej w obszernych dokumentach „komisji Millera” można wnioskować, że „aparatów nie mieli” także na pobojowisku siewiernieńskim (pracując „cały dzień, do nocy© by M. Grochowski), stąd też posiłkowali się później bezcennymi zasobami „galerii doc. Amielina” związanego ze specsłużbami neo-ZSSR. Teraz jednak, jak wynika z tekstu Pyzy, okazuje się, że nawet prokuratorzy wojskowi wysłani zostali na „miejsce katastrofy” z pustymi rękami. Trudno o bardziej dobitny dowód intencji towarzyszącej takiemu właśnie, celowemu zaniedbaniu – przecież aparat fotograficzny czy kamera wideo to podstawowy sprzęt, jaki obowiązkowo zabierają ze sobą śledczy jadący na miejsce jakiegokolwiek śmiertelnego wypadku tudzież na miejsce zbrodni. Wysyłanie zatem ludzi bez tego typu sprzętu ma jeden cel. Chodzi o niedokumentowanie po prostu. Dlaczego zaś czegoś się nie dokumentuje? Po pierwsze, dlatego że pragnie się ukryć prawdę o tym, co się w danym miejscu stało (im mniej dowodów, tym lepiej) – oraz po drugie, ponieważ dąży się do skonstruowania nowej wizji tego, co się wydarzyło.
Lubię to! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Inne tematy w dziale