615 obserwujących
1599 notek
9362k odsłony
  16287   0

W poszukiwaniu zeznań Jakubika i innych

 

W momencie katastrofy byłem na lotnisku i udałem się na miejsce (…) katastrofy tuż po tym, jak samolot się rozbił”, to jedno ze zdań otwierających długie i wyjątkowo zawiłe zeznania Marcina Wierzchowskiego przed Zespołem smoleńskim, którymi to zeznaniami już parokrotnie się zajmowałem (http://freeyourmind.salon24.pl/278778,syrena-ruska) (http://freeyourmind.salon24.pl/313603,wokol-zeznan-wierzchowskiego). Jak jednak wiemy z tychże relacji, Wierzchowski katastrofy w ogóle nie słyszał (tylko „świst silników”). Czy coś więcej poza „świstem silników” słyszał może towarzyszący mu inny pracownik kancelarii Prezydenta Maciej Jakubik, który miał, wedle tego, co mówił ten pierwszy, robić potem jakieś zdjęcia – tego nie udało mi się dowiedzieć, bo i chyba Jakubik nie został do tej pory przesłuchany przez Zespół, jak też nie udzielił zbyt wielu wywiadów na temat „katastrofy”, choć wydaje się, że powinien być w centrum zainteresowania mediów, skoro to on napisał i wysłał słynnego maila (do swego kolegi z kancelarii) Dariusza Jankowskiego (z 11-03-2010), maila dotyczącego jakichś domniemanych nieprawidłowości ze smoleńskim lotniskiem: „Rosjanie twierdzą, że ono niezbyt działa” (tego maila cytuje „Biała Księga” (wersja nierozszerzona), Zał.20,s. 51), no i skoro Wierzchowski nie otrzymał od Jakubika informacji o tym, że jakieś nieprawidłowości są (przynajmniej sam sobie tego nie przypomina).
 
Jakubik, nawiasem mówiąc, tak jak Jankowski i Wierzchowski, figurował na tzw. pierwotnej liście pasażerów tu-154m „krążącej wśród dziennikarzy” (http://www.bibula.com/?p=21100), jak i na „weryfikowanej” 10-go Kwietnia „liście pokładowej prezydenckiego samolotu z Warszawy do Smoleńska”, którą jeszcze dziś można było znaleźć pod tym linkiem: http://news.money.pl/artykul/zginal;prezydent;kaczynski;i;najwazniejsze;osoby;w;panstwie,168,0,607912.html, ale najprawdopodobniej udał się na miejsce w słynnym „białoruskim konwoju Sasina”, który wyruszył 8 kwietnia w czwartek ze stolicy z postojem w Mińsku (noc 8/9-04-2010), choć Wierzchowski, wymieniając składy poszczególnych ekip konwoju jadących w trzech autach (zeznania sejmowe oh34'46''), jakoś zrazu pomija jego nazwisko (co akurat może mieć związek z lukami pamięciowymi, chociaż...). Mówi kolejno o: Sasinie, sobie i A. Kwiatkowskim (I samochód), J. Oparze, D. Gwizdale i A. Juhanowiczu z „biura prasowego” (II samochód) oraz o „pracowniku biura spraw zagranicznych”, „fotografie p. Prezydenta”, „kamerzyście”, „była też druga dziewczyna z biura prasowego” (III mikrobus), „ze względu na to, że był tylko jeden samolot i fotograf się po prostu fizycznie nie mieścił, tak?. Musiał być lekarz, musieli być koledzy z BOR-u, był pan Prezydent Kaczorowski, więc automatycznie musiał być oficer jego ochrony, śp. Artur Francuz... I my po prostu udaliśmy się wcześniej z noclegiem w Mińsku, ze względu na to, że to jest za długa trasa dla kierowcy, żeby przejechał. I potem podzieliliśmy się. Koledzy Gwizdała, Opara i Juhanowicz byli na cmentarzu w Katyniu, żeby sprawdzić, czy te ustalenia, które... po prostu, czy stoją krzesełka, czy nagłośnienie jest tak jak ma być (…) a my pojechaliśmy do Smoleńska, tam spotkaliśmy się z ambasadorem...” Jeśliby bowiem Jakubik nie jechał z nimi, to jakby się dostał do Smoleńska na 10-go Kwietnia rano, by czekać z Wierzchowskim na Siewiernym na przylot delegacji prezydenckiej? Na szczęście dopytywany przez posłankę E. Kruk, Wierzchowski przypomina sobie potem, że Jakubik „jechał w tym busiku”.
 
Lista uczestników białoruskiego safari zatem spora, aczkolwiek „smoleńskie” relacje, jeśli już to złożyli dotąd (z pominięciem Mińska) przy różnych okazjach i w różnych miejscach głównie Sasin, Kwiatkowski, Opara i Wierzchowski. Co z pozostałymi podróżnikami? Przecież każda opowieść może być cenna dla śledztwa. Poza tym, czy pobyt w Mińsku nie mógł być znakomitą okazją do spotkania pracowników kancelarii z ambasadorem Polski na Białorusi i do porozmawiania np. (na wszelki wypadek) o lotniskach zapasowych, zwłaszcza o leżącym nieopodal Smoleńska Witebsku, gdyby coś nie wypaliło z dziwnym (vide marcowy mail Jakubika do Jankowskiego) wojskowym lotniskiem północnym? Gdyby Jakubik brał udział w tymże ewentualnym mińskim spotkaniu, to może i taką kwestię by mógł zasygnalizować (skoro nic o sprawie nie wiedział ani Sasin: „żadne takie służby (jak wywiad, kontrwywiad, BOR – przyp. F.Y.M.) nie przekazywały nam żadnych informacji o tym, że coś może zagrozić bezpieczeństwu tej delegacji (…) nie byliśmy również informowani o tragicznym stanie tego lotniska” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/08/brak-wizji-z-okeciem.html), ani Wierzchowski). Ba, ale czy Jakubik byłby na spotkaniu, skoro „on jechał w tym busiku” (III wóz) (zeznania sejmowe, oh44'20'')? Czy ambasador na Białorusi spotkałby się z wszystkimi uczestnikami konwoju, czy tylko z jakąś wybraną grupką?
 
To zastanawiające zresztą, że (tak jak cała grupa dziennikarzy z Okęcia), tak i akurat fotograf miał takie olbrzymie gabaryty, że się „nie zmieścił” do tego „jednego samolotu” (zresztą nie tylko on – w przeciwnym razie białoruski konwój nie byłby potrzebny), choć przecież okazja była nadzwyczajna, wyjątkowa, niepowtarzalna: okrągła katyńska rocznica, tak wiele wysokich rangą osób w jednej delegacji, tylu wojskowych, tylu nadzwyczajnych gości w podeszłym wieku, jak choćby śp. A. Walentynowicz czy śp. R. Kaczorowski. Aż się prosiło, by wszystkim udającym się na uroczystości zrobić wspólne pamiątkowe zdjęcia. Nie dało się gdzieś jeszcze dostawić fotela czy dwóch, skoro udało się na parę dni przed wylotem ekspresowo przekonfigurować salonkę na 18 osób?
 
Jak chwilę temu mówił, przywoływany przeze mnie Wierzchowski, część konwoju udała się do Katynia, część zaś do Smoleńska. Co natomiast z fotografem i kamerzystą? Wierzchowski wie tyle co nic: (0h36'23'') „A oni przyjechali... o ile mnie pamięć nie myli, pojechali chyba na chwilę do Katynia, ale tego nie jestem pewien, bo nawet nie rozmawialiśmy o tym, czy ktoś tam był... Wiem, że koledzy (ci z II auta zapewne – przyp. F.Y.M.) byli, bo rozmawialiśmy telefonicznie, a w godzinach wieczornych spotkaliśmy się z ambasadorem Bahrem, z p. Tadeuszem Stachelskim z protokołu dyplomatycznego i ostatnie ustalenia, typu: przejście, kto będzie, pan wita, będzie pan ambasador, przechodzimy, składamy wieniec. Takie już na gorąco ustalenia. No też ustaliliśmy sobie w godzinach wieczornych, że... podzieliliśmy się, że Adam Kwiatkowski razem z p. min. Sasinem będą czekali na lotnisku, znaczy nie na lotnisku, tylko na cmentarzu przy Memoriale, przy wejściu (…) Z ambasady było moim zdaniem około siedmiu osób, z kancelarii Prezydenta (na lotnisku – przyp. F.Y.M.) byłem ja i był p. Maciej Jakubik z biura spraw zagranicznych.
 
No i znowu wraca pytanie: a co w takim razie z prezydenckim fotografem i kamerzystą? Skoro przybyli w konwoju wcześniej, a pech chciał, że do „jednego samolotu się nie zmieścili”, to czy nie mogli chociaż, mając zapas czasu i sprzęt, po prostu oczekiwać na delegację na Siewiernym wraz z pracownikami ambasady i kancelarii? Wierzchowski tłumaczy to tak (oh41'36''):
 
A fotograf to już nie było sensu, żeby on na lotnisku robił zdjęcia osobom, które wychodzą z samolotu, tylko oczekiwał w Katyniu z kamerzystą na oficjalne powitanie. Tak, to był p. Maciej Osiecki. I z kamerą był p. Kazimierz Resiak.
 
Jest to dość osobliwe wyjaśnienie, skoro Osiecki i Resiak nie mogli być na pokładzie tupolewa, jak też nie mieli okazji do zrobienia zdjęć przy wylocie delegacji z Okęcia. No ale skąd Wierzchowski to wszystko wie, skoro wtedy (tj. po przyjeździe) „nawet nie rozmawiał” z fotografem i kamerzystą, a rankiem 10-go Kwietnia się rozdzielili (część pojechała na Siewiernyj, a część do Katynia)? Może Osiecki z Resiakiem powinni jakieś zeznania złożyć? Najlepiej wraz z Jakubikiem. Dopytywany bowiem przez posłankę Kruk Wierzchowski, zaczyna wymyślać jakieś kompletne dyrdymały jako powody nieobecności Osieckiego i Resiaka na Siewiernym:
 
Tylko że wtedy (tj. podczas wizyt, gdy prezydencki fotograf towarzyszył Prezydentowi – przyp. F.Y.M.) było zawsze tak, że fotograf był na pokładzie samolotu. W momencie gdy... jest wizyta zagraniczna, to musielibyśmy fotografa wysyłać  za każdym razem dwa dni wcześniej... (…) (Dlaczego więc nie było Osieckiego i Resiaka na Siewiernym? - przyp. F.Y.M.) Na przykład po to, by mógł sobie rozstawić kamerzysta statyw w miejscu, w którym będzie te uroczystości, w których będzie transmisja potem na żywo i żeby rejestrować, a wcześniej kamerą z ręki od samego początku przywitania... I fotograf tak samo, tak... (po śmiechu posłanki Kruk – przyp. F.Y.M.:) Nie, fotograf nie, tylko że w takim układzie musielibyśmy ściągnąć fotografa na lotnisko, pstryknąłby zdjęcie panu Prezydentowi, który jest na schodach i wsiada do samochodu, musiałby potem wsiadać szybko do któregoś z autobusów...” (oh45'19'').
 
Problemy niesamowite, prawda? Tymczasem kamerzysta mógł sobie „rozstawić statyw” pojechawszy np. dwie godziny wcześniej rano do Katynia (R. Poniatowski opowiadał w niezapomnianym filmie „Poranek” (http://www.youtube.com/watch?v=6Ck9RvqrU7E&feature=related), że już o 6 rano musieli być ludzie mediów w Lesie Katyńskim, by przejść kontrolę), poprosić kogoś z technicznej obsługi o „dopilnowanie statywu” i udać się na lotnisko. Fotograf też. Filmować przybycie delegacji można było „z ręki”, robić zdjęcia także. Samochód „szybszy od autobusu” (tak by dojechać na cmentarz przed przybyciem kolumny prezydenckiej) mogli zarezerwować Osieckiemu i Resiakowi sami pracownicy kancelarii, wyznaczając do tej nadzwyczajnej misji jeden z wozów ze swego białoruskiego konwoju.
 
Czy nie prościej więc byłoby Wierzchowskiemu powiedzieć, że ktoś nie pozwolił Osieckiemu i Resiakowi stawić się na Siewiernym lub też, że ktoś zapobiegliwie odradził im to stawianie się (vide hasła Wierzchowskiego „musielibyśmy wysyłać fotografa/musielibyśmy ściągać fotografa” - wychodziłoby więc na to, że ktoś wydaje takiemu fotografowi dyspozycje służbowe, co zresztą w przypadku medialnej obsługi Prezydenta wydaje się zrozumiałe i oczywiste)? Ewentualnie, ujmując rzecz jeszcze inaczej, powiedzieć, że ktoś zapewnił, zadbał etc. by ani prezydenckiego fotografa, ani kamerzysty nie było na ruskim lotnisku. W jaki sposób można było coś takiego zapewnić i o coś takiego zadbać? Zwyczajnie np. nie prosząc Rusków o zgodę na pobyt tych osób „na wojskowym lotnisku” podczas przylotu polskiej delegacji. Gdyby Wierzchowski tak sprawę postawił, to o wiele mniej byłoby kluczenia i łatwiej byłoby takie wyjaśnienie zapamiętać, zamiast snuć opowieści o statywach i pojemności tupolewa. Musiałby tylko wiedzieć i wyjawić jedną jedyną rzecz: kto zadbał o nieobecność prezydenckiego fotografa na Okęciu i na Siewiernym.
Lubię to! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Inne tematy w dziale