615 obserwujących
1599 notek
9327k odsłon
  8547   0

Krótka historia pewnej koordynacji...

 

...albo zbiegu okoliczności. Oczywiście, takie „sploty wydarzeń” zdarzają się wtedy, gdy „nowy ład” przechodzi z jednej mądrości etapu do drugiej. Gdybym zapytał Państwa, o imię i nazwisko najsłynniejszego „smolanina” związanego z „wydarzeniami” z 10-go Kwietnia („smolanina” nie kremlina), to zapewne część osób wskazałaby ma W. Safonienkę, inni na I. Fomina, ale chyba większość wytypowałaby doc. S. Amielina jako „gwiazdę nr 1” związaną od samego początku z kłamstwem smoleńskim.

 
Amielin przyznał kiedyś (jak niejednokrotnie na to zwracałem uwagę) w przypływie szczerości w wywiadzie dla „NDz”, że dopiero TRZY dni „po katastrofie” zajął się jej dokumentacją „wypadku”.

 
Mieszkam i pracuję w Smoleńsku. W momencie tragedii przebywałem w mieście. Na miejsce katastrofy 10 kwietnia nie pojechałem. Byłem pewien, że nie uda mi się nic zobaczyć - miejsce katastrofy było szczelnie otoczone przez żołnierzy i milicję. Nikogo nie dopuszczano w pobliże. (…) Na miejsce katastrofy lotniczej przyjechałem 13 kwietnia. Właśnie wtedy wykonałem fotografie, które zamieściłem w internecie. W tym czasie żołnierze nie dopuszczali tylko do tego miejsca, gdzie leżały szczątki. Sam zaś odcinek, nad którym przelatywał samolot, był dostępny. Można było swobodnie obserwować drzewa ze ściętymi gałęziami, a nawet je fotografować. Wcześniej nie pozwalali tego robić.
(por. też http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2010/07/co-gay-widziay.html – w oryginale: „Co gały widziały” - blogspot nieco ścina tytuły, jeśli chodzi o polskie znaki :)).

 
Trzy dni, a więc 13 kwietnia 2010, gdyż „wcześniej nie pozwalali tego robić” - tego, tzn. oglądania, fotografowania etc. Tego dnia zresztą, tj. 13-go kwietnia 2010, jak wiedzą nie tylko blogerzy zaangażowani w śledztwo obywatelskie (jak na ironię losu sam Amielin swoją dezinformację nazywa „śledztwem obywatelskim” (http://www.amielin.pl/main_results.asp), no ale nie mogło być inaczej – neokomunizm wypracowuje nowomowę wyższego rzędu aniżeli starosowiecki komunizm), ruszyła z hukiem „galeria Amielina” zawierająca setki zdjęć związanych z „katastrofą smoleńską” (dość szybko wieść o tej, dendrologicznej głównie, galerii rozeszła się wśród internautów, co było oczywiste przy powszechnym braku materiałów audio i wideo z „miejsca zdarzenia”) (https://picasaweb.google.com/107906898396623830387/MWzNeJ).
 
Amielin
 
13 kwietnia więc „przyszedł” na medialny świat Amielin, a kiedy zstąpił na ziemię polską? Jak Państwo sądzą? Nikt chyba tego nie pamięta, więc podpowiem – to było NAZAJUTRZ po uruchomieniu galerii Amielina, a więc 14 kwietnia.

 
No i teraz pytanie za sto punktów – kto dzierżył palmę pierwszeństwa po „polskiej stronie”? Wszystko wskazuje na to, że nie kto inny a „Skrzydlata Polska”, która już właśnie 14-go kwietnia 2010 na swej stronie (http://www.altair.com.pl/start-4421) opublikowała
 
Skrzydlata Polska - Amielin
 
(co musiało być osobistą zasługą T. Hypkiego) rewelacyjne i powalająca na kolana „analizy” Amielina – bez zbędnego sprawdzania, co to za gostek, z jakim rodowodem, czym się zajmował wcześniej, skąd przychodzi, jaką ma wiedzę w dziedzinie tego, o czym pisze etc. (http://freeyourmind.salon24.pl/304592,fotoamator-specjalnego-znaczenia). Po prostu jakiś smolanin zrobił trochę zdjęć, opracował je, a polskie specjalistyczne pismo je upublicznia. Ani chybi więc rozdzielnik, z którego przyszły materiały Amielina musiał być tak „pewny”, że nikt zbędnych pytań nawet nie śmiał zadawać. Wszystko więc potoczyło się piorunem, a sam Amielin z „człowieka znikąd” stał się supergwiazdą polskich mediów. Tego samego dnia przecież analizami Amielina podpiera się już rządowa telewizja TVN, oczywiście polegając na wiedzy ekspertów ze „Skrzydlatej Polski”.
 
analizy dendrologiczne Amielina w TVN
 
Następnego dnia, tj. 15 kwietnia 2010, „cały świat” medialny w Polsce huczy i deliberuje nad dokonaniami „pasjonata lotnictwa” ze Smoleńska. Na dendrologiczne badania Amielina powołują się zgodnie agendy Ministerstwa Prawdy, jak TVN (http://www.tvn24.pl/-1,1652252,0,1,do-przechylu-doszlo-po-zderzeniu-z-duzym-drzewem,wiadomosc.html) czy „Czerska Prawda” (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,105741,7776556,Ostatnie_chwile_TU_154__samolot_zahaczyl_o_duze_drzewo_.html) (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7779068,Nowa_grafika__samolot_mial_dobry_kurs__zabraklo_wysokosci.html), tabloidy, jak choćby „Fakt” (http://www.fakt.pl/Tupolew-nie-trafil-w-pas-Zobacz-grafike,artykuly,69353,1.html), ale też wyrafinowana intelektualnie „Rzeczpospolita” (http://www.rp.pl/artykul/462344.html) - dosłownie jakby z jednej centrali wychodziło błogosławieństwo dla tych amielinowych materiałów. Nikt sobie nawet nie zawraca gitary, czemu akurat wygląd drzew smoleńskich jest najważniejszy, a nie schemat rozkładu szczątków, zeznania polskich świadków (typu Bahr czy Wiśniewski) oraz skala spustoszeń wraku. Tak rusza cała smoleńska legenda o drzewach, co zatrzymały „polskiego prezydenckiego tupolewa”. Legenda, o której nawet książki będą pisać rozmaici znawcy tematu, a którą wesprze się nawet „komisja Millera”.

 
Jak to możliwe, że Amielin tak wycelował, że od razu trafił do „Skrzydlatej Polski”? Jak to się stało, że „Skrzydlata Polska” nawet nie poddała weryfikacji „badania” Amielina, tylko od razu potraktowała je jako podstawę do dalszych analiz i ekspertyz? Jak to się stało, że dendrologiczne rekonstrukcje Amielina zawojowały tyle redakcji polskich mediów? To po prostu przypadek. Taki jakich wiele w „śledztwie smoleńskim” (z ginącą dokumentacją, z niszczonymi dowodami, z zaniechaniami i zafałszowaniami).

 
P.S. Ale Amielin powróci jako ten, który wskazał na... drugą wieżę na Siewiernym. O tym, tj. o tajemniczej wieży siewiernieńskiej, następnym razem.
Lubię to! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Inne tematy w dziale