612 obserwujących
1599 notek
9299k odsłon
11358 odsłon

Refleksje po lekturze "Zbrodni smoleńskiej"

Wykop

 

Moja generalna uwaga po analizie tej książki została wyrażona w podsumowaniu całej recenzji (która w wersji poprawionej - znalazłem jakieś drobne literówki lub inne wymagające korekty sformułowania - jest dostępna tu: http://w618.wrzuta.pl/plik/8JG1aEzeuQN/zbrodnia_smolenska_-_recenzja_free_your_mind): niezależni eksperci konstruując swoją książkę wybrali drogę nieco na skróty, chcąc za wszelką cenę udowodnić, że 10 Kwietnia na Siewiernym doszło do zamachu. Miał on, ich zdaniem, zostać przeprowadzony w dwóch etapach: najpierw poprzez zestrzelenie tupolewa za pomocą dwóch rakiet krótkiego zasięgu (wyposażonych w ładunki termobaryczne), a następnie poprzez pozorowaną akcję ratunkową, w trakcie której dokonano egzekucji, czyli dobito rannych. Pociski miałyby zostać wystrzelone przez któryś z MiG-ów 29, które operowały 10-go z bazy w Sieszczy nadlatując nad Siewiernyj od Szatałowa.

 
Nie będę tu streszczał mojej krytycznej kontrargumentacji, chciałbym bowiem teraz skoncentrować się nie na utyskiwaniu, ale na pozytywnych stronach tej książki, czyli krótko zebrać i zarazem skomentować (wskazując na pewne możliwości śledczej interpretacji) to, co jej autorom, zapewne podczas różnych rozmów w neo-ZSSR (wielka szkoda, że podczas podróży nie zahaczyli o Białoruską SSR, zwłaszcza o Mińsk i Witebsk) oraz podczas odsłuchiwania zapisu magnetofonowego z jaka-40 udało się ustalić – a co wnosi wiele cennych elementów do smoleńskiego dochodzenia. Zacznijmy od końca, czyli od tego, co się udało niezależnym ekspertom dowiedzieć na temat lotu załogi jaka-40. Na wstępie należy dodać (za autorami „Zbrodni smoleńskiej”), że materiał ten jest niekompletny, a więc załoga włączała/wyłączała magnetofon (i/lub też zapis został pokiereszowany później). To już nasuwa pytania: co, kiedy i z jakiego powodu zostało w nagraniu pominięte.

 
Jeśli chodzi o przelot PLF 031 (nr ogonowy 044) przez białoruską przestrzeń powietrzną, to na uwagę zasługuje to, że w pewnym momencie do załogi jaka-40 ktoś z mińskiej wieży (mimo porozumiewania się po angielsku) mówi: „do zobaczenia”. Oczywiście może to być „uprzejmość” ze strony kogoś z pracujących wtedy na tej wieży, ale też może być to „wyrwanie się” kogoś z... polskiej strony, kto (z jakichś względów) na tej wieży gościł i obserwował lot jaka-40.

 
Według niezależnych ekspertów (po przesłuchaniu taśmy z jaka-40) przed połączeniem się załogi PLF-031 z Korsażem doszło do wymiany komunikatów z centralą w Moskwie i jakimś zaskoczonym nadlatywaniem polskiego samolotu, zaspanym ruskim kontrolerem, który miał się odezwać po rusku, choć, jak zaznaczają autorzy „Zbrodni smoleńskiej...”, takiej (tj. w tym języku) korespondencji ruska kontrola obszaru nie prowadzi z zagranicznymi samolotami. Ta informacja nie byłaby niczym dziwnym, gdyby nie to, że patrząc na stenogramy z wieży szympansów (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/stenogramy-z-wiezy.html), to sprawa wygląda tak:

 
08:52:42 Як-40 Moscow-Control, Papa Lima Fox zero three one, good day, descent FL 3300 meters approaching ASKIL point.
08:52:56 РП Papa Lima Fox zero three onе. «Корсаж» вызывали?/ Papa Lima Fox zero three onе. «Коrsaż» wzywaliście?

(a więc, wg tychże stenogramów, na standardowy komunikat polskiej załogi skierowany do ruskiej kontroli obszaru w momencie wkraczania w ruską przestrzeń powietrzną odpowiada wieża szympansów z wojskowego lotniska w Smoleńsku - przyp. F.Y.M. - i dalej ma to niby być tak)

 
08:53:28 Як-40 Papa Lima Fox zero three onе, снижаюсь эшелон 3-3-0-0 метровю/ Papa Lima Fox zero three onе, schodzę na wysokość przelotową 3-3-0-0 metrów.
08:53:39 РП Papa Lima Fox zero three onе, занимайте эшелон 1500 с курсом 30 градусов./ Papa Lima Fox zero three onе, zajmujcie wysokość przelotową 1500 z kursem 30 stopni.

 
Co więcej, w dokumentacji „komisji Millera” powiedziane zostało, iż polska załoga otrzymała... nieprawidłową częstotliwość od mińskiej wieży i od razu połączyła się z Korsażem, a nie z centralą w Moskwie. Jak to zwykle w „baśni smoleńskiej” zagadka goni zagadkę, albo jak w matrioszce, po rozkręceniu jednej babuszki następna się ukazuje. „Komisji Millera” bowiem nie dziwowało, jakże to natowski samolot (jakim chyba był jak-40 polskich sił powietrznych) tak sobie wlatuje w ruską przestrzeń powietrzną i kieruje na ruskie wojskowe lotnisko bez choćby rutynowej wymiany komunikatów z moskiewską kontrolą obszaru. Podobnie niezależnych ekspertów nie dziwi to, iż w ruskiej kontroli pojawia się jakiś zaspany pracownik, który nie wie, co z polskim jakiem zrobić:

 
Gdy Mińsk nakazał PLF-031 zejść na wysokość, która była jednocześnie dolną granicą strefy kontrolera w Moskwie, ten nie do końca wiedział, co zrobić z tak nisko lecącym samolotem, nie spodziewał się jego przylotu ze względu na opóźnienie i brak informacji z Mińska.Język rosyjski i angielski nie funkcjonują w przestrzeni powietrznej na równi i to angielski ma pierwszeństwo. Kontroler w Moskwie (czym innym jest wojskowy Smoleńsk) nie może prowadzić łączności w języku rosyjskim z samolotami, które nie są samolotami rosyjskimi lub białoruskimi. Złamanie tej zasady obrazuje zaskoczenie kontrolera wysokością przelotu i nagłym pojawieniem się Jaka-40.

 
Dwie minuty wcześniej w centrum koordynacji lotów w Moskwie pracę skończyła nocna zmiana kontrolerów, a w fotelu zachodniego kontrolera obszaru zasiadł wypoczęty, ale nie w pełni jeszcze wdrożony w swoje obowiązki kontroler.Wysokość 3600 m to taka, na której startujące albo odchodzące ze Smoleńska samoloty żegnają się z Korsarzem, przestawiają częstotliwość swoich radiostacji i kontaktują się z wieżą kontroli lotów w Moskwie. Maszyny nadlatujące z zachodu latają znacznie wyżej i dopiero zniżają się do wysokości 3600 m. W tabeli przelotów PLF-031 figurował pół godziny wcześniej, więc kontroler nie wiedział, co się dzieje. Może samolot ma problemy? Był na tyle zaskoczony, że powiedział: „A wyście już Korsarza wywoływali?” Załoga zaskoczona była tym pytaniem i komunikacją po rosyjsku w ogóle, przez co utrudnione było uzyskanie niezakłóconej i skutecznej wymiany informacji. Po zrozumieniu sytuacji kontroler polecił załodze skontaktować się ze Smoleńskiem.

 
Pozostawiając jednak tę sprawę teraz na boku, chcę zwrócić uwagę na to, że pojawia się nowa „smoleńska zagadka”. Wedle odsłuchu niezależnych ekspertów załoga jaka-40 miałaby się skontaktować z moskiewską kontrolą obszaru i ta dopiero miała Wosztyla i jego kolegów przekazać Korsażowi – zaś wedle stenogramów z wieży szympansów (i wg opowieści „millerowców”) załoga jaka-40 od razu po wejściu w ruską przestrzeń powietrzną kontaktuje się z Korsażem (z pominięciem ruskiej centrali), zaś to zdziwienie wyraża po prostu Plusnin, który nie tylko słyszy, ale i odpowiada na anglojęzyczny komunikat załogi jaka-40: „Papa Lima Fox zero three onе. «Корсаж» вызывали?”.

 
No i bądź tu mądry – która wersja jest bliższa prawdy? Kto co tu pokręcił? Zarówno bowiem bezpośredni kontakt załogi jaka-40 z Korsażem (z pominięciem Moskwy) wydaje się mało prawdopodobny, jak i (sygnalizowana w „Zbrodni smoleńskiej...”) dezorientacja moskiewskiej kontroli obszaru. Gdzie bowiem jak gdzie, ale w ruskiej centrali dokładnie wiedziano (w dniu zamachu), co, kiedy i jakim korytarzem powietrznym leci z Polski na wschód.

 
Niezależni eksperci twierdzą, że Moskwa poleciła załodze jaka-40 skontaktować się ze Smoleńskiem, z kolei wg stenogramów z wieży szympansów: Korsaż nawiązawszy kontakt, podtrzymuje go już bez pośrednictwa ruskiej centrali. Jeśliby jednak, zgodnie z tym, co utrzymują autorzy „Zbrodni smoleńskiej...” tak było, jak oni twierdzą, to by znaczyło, iż te komendy, które w stenogramach/zapisach z wieży szympansów podane są jako odpowiedzi Plusnina na komunikaty załogi jaka-40 (przy przekraczaniu ASKIL) są po prostu dograne po 10-tym Kwietnia w celu sfałszowania ówczesnej korespondencji.

 
Druga ważna sprawa to ta, że piloci jaka-40 odnotowali obecność innych ruskich maszyn, bo rozmowy innych załóg były słyszalne ( „Problemów nastręczało radio. Ciągle się przebijały przez nie głosy z jakichś innych samolotów.Byli to piloci samolotów myśliwskich latający nad nieodległą Sieszczą, gdzie obudzili ze snu wielu świadków, bo nieczęsto Rosjanie urządzają sobie ćwiczenia w sobotę” - dz. cyt., s. 170). Wprawdzie pojawiały się jakieś drobniutkie ślady tego w stenogramach z wieży szympansów (w okolicach czasowych przekraczania ASKIL przez PLF-031):

 
08:54:05 Як-40 Desent one five zero meters.
08:54:12 Борт(нрзб)./(niezr.)

 
ale teraz już możemy być pewni, iż wojskowe lotnictwo ruskie było ożywione w czasie przylotu statków powietrznych z Polski.

 
Co do 8-go i 9-go kwietnia 2010 autorzy „Zbrodni smoleńskiej” twierdzą, że były wielokrotne wizyty tupolewów, które dokonywały próbnych podejść na lotnisku i odejść na drugi krąg (9-go aż trzy tupolewy!):

 
Najbardziej zastanawiające są jednak loty wykonane 9 kwietnia, w przeddzień katastrofy. Te również odbyły tupolewy, ich właścicielem także była Rossiya. Dwa z nich miały status „Litiernyj K”, zaś trzeci „Litiernyj A”. Kto więc był tego dnia w Smoleńsku? Premier Putin czy prezydent Miedwiediew? Który z nich zdecydował się na potajemną wizytę na Siewiernym?

 
Przypomnę, że w raporcie komisji Burdenki 2, na s. 81 w tabeli nie ma żadnej wzmianki o pracy wieży szympansów. Nie ma rubryki z 9-tym kwietnia, jakby nie tylko „magnetofony P-500” nie nagrywały na żadne mniej lub bardziej dziwne „szpule”, ale i jakby w ogóle wieża nie działała. To zresztą wcale nie jest niemożliwe. To wcale nie musi być nieprawda. Mogła bowiem tamtego dnia na Siewiernym w Smoleńsku działać druga wieża (http://freeyourmind.salon24.pl/352625,opowiesci-o-pewnej-tajemnej-wiezy).

 
9-go i 10-go kwietnia pojawiły się w Sieszczy oraz nad Smoleńskiem myśliwce MiG-29, które „wykonywały ćwiczenia”. 10-04 nad lotniskiem Siewiernyj strefa wcale nie jest więc „czysta”, tylko znajdują się w niej różne statki powietrzne i niewykluczone, że nie tylko ruskie myśliwce. Oficjalnie, jak piszą autorzy „Zbrodni smoleńskiej”, ruskie siły powietrzne zaprzeczają, by jakiekolwiek ćwiczenia wtedy się odbywały.

 
Z relacji świadków, do których dotarli niezależni eksperci, jedna jest ciekawa, mówi bowiem o spadaniu... kawałka samego skrzydła. Mógłby to być jeden z elementów „wybroski”:

 
to był kawał blachy (nie samolot – przyp. F.Y.M.). Usłyszałem świst i zobaczyłem jak uderza w drzewo, w brzozę, to było skrzydło samolotu. (…) (końcówka skrzydła – przyp. F.Y.M.) bardzo szybko się kręciła. Wszystko było bardzo szybko, w mgnieniu oka. Ona odbiła się od brzozy, skręciła trochę i spadła w kierunku szosy. (…) (skrzydło leciało – przyp. F.Y.M.) bardzo szybko. Obracało się w prawo i leciało raz w górę, raz w dół. (…) Żadnej brzozy on (samolot – przyp. F.Y.M.) nie uderzył. Samo skrzydło. Ono uderzyło” (dz. cyt., s. 708).

 
Autorzy też mieli się dowiedzieć od pracowników pogotowia smoleńskiego, że tamtejsze karetki nie były wysyłane na lotnisko (gdyby to się potwierdziło, mielibyśmy dodatkowy trop w postaci karetek na Siewiernym... udających smoleńskie pogotowie). Ciekawy jest również trop z Turowskim, który (wraz z ruskimi funkcjonariuszami) miał, wedle zeznań świadków (nie jest podane czyich, ja przypuszczam, iż może chodzić o G. Kwaśniewskiego), odradzać Bahrowi wejście na pobojowisko i podchodzenie do wraku, bo, cytuję, „może p...ć paliwo”. Jak już pisałem w mojej recenzji, nie sądzę, by Turowskiemu i Ruskom chodziło o „p...cie paliwa”, lecz raczej o brak ciał na pobojowisku.

 
Niezwykle ważne są ustalenia niezależnych ekspertów dot. częstotliwości używanej w neo-ZSSR. Jeśli 90% ruskich wojskowych lotnisk rzeczywiście używa 124,0, to podszycie się w korespondencji z polską załogą pod siewiernieńskiego Korsaża (czy to przez drugą wieżę na smoleńskim wojskowym lotnisku, czy to przez wieżę z innego lotniska) było wyjątkowo łatwym do przeprowadzenia zabiegiem np. po drugiej rozmowie załogi tupolewa z załogą jaka-40, co poniżej spróbuję zrekonstruować. Taki Korsaż-2 (udający Korsaża-1) mógł zwyczajnie zakazać polskiej załodze lądowania na Siewiernym, w korespondencję mogłaby się włączyć ponownie moskiewska kontrola obszaru i zalecić skierowanie się na lotnisko zapasowe. Najprostszym rozwiązaniem byłby Witebsk (jako wariant zaplanowany i zarazem jako miejsce nieodległe od Smoleńska oraz Katynia).

 
Jest jedna informacja, której potwierdzenie ma olbrzymią wagę dla całej sprawy (mielibyśmy bowiem dodatkowe źródło danych do sfałszowanych zapisów CVR z 10 Kwietnia). Chodzi o to, czy polski tupolew nie odbył lotu rekonesansowego na Siewiernyj 9 kwietnia 2010. Jak wiemy z książki niezależnych ekspertów, 9-go kwietnia lądowały tam aż trzy tupolewy, dokonując różnych podejść do lądowania (filmowe nagrania tych podejść powinny być w materiale hotelowym moonwalkera S. Wiśniewskiego). Zapisano, iż były to maszyny Rossiji Airlines, ale ruskie bumagi nie muszą mówić pełnej prawdy. Jak natomiast pamiętamy z relacji p. Zdzisława Moniuszki, właśnie 9-go kwietnia załoga miała lecieć na Siewiernyj: „Dzień przed katastrofą  (śp. Justyna Moniuszko – przyp. F.Y.M.) też była w Smoleńsku, tym samym samolotem” (http://lotniczapolska.pl/Odeszla-Justyna-Moniuszko--stewardessa-z-Bialegostoku,12769).

 
Zestawmy teraz obok siebie starannie następujące puzzle (po godz. 8.20/10.20, kiedy były ostatnie telefony śp. I. Tomaszewskiej i L. Kaczyńskiego oraz kiedy PLF-101 przekroczył ASKIL i (przekierowany przez moskiewską kontrolę obszaru) nawiązał kontakt z Korsażem-1):

 
1.Dialog zarejestrowany w wieży szympansów (jest to już po wstępnej rozmowie Korsaża-1 z polską załogą – podkr. F.Y.M.):
10:27:11 РП Пожалуйста, диспетчера./Dyspozytora poproszę.
10:27:13 ТЛФ Вызываю./Łączę.
10:27:19 Дисп. Муравьев./Murawiew.
10:27:20 РП Анатолий Иванович, ну что с запасными?/Anatolu Iwanowiczu, co z zapasowymi?
10:27:22 Дисп. Ну Витебск, Минск, мы сейчас им скажем (нрзб)./ No,Witebsk, Mińsk, zaraz im powiemy.(niezr.)
10:27:24 РП Давайте побыстрее, а то он.../ Tylko szybciej, bo on jeszcze…
10:27:26 Дисп. Хорошо./Dobrze.

 
2. „Prezydencki samolot” o godz. 10.28 znika z radarów Korsaża-1. (Zachodzi to dość szybko po pierwszej wymianie komunikatów między PLF-101 a Korsażem-1):

 
10:28:27 РП Не проспать его, с курсом 40 идет, чтобы довернуть его вовремя. Где он б...дь сейчас?/Nie przegapić go, na kursie 40 idzie, żeby go zdążyć doprowadzić. Gdzie on k...a teraz jest?
10:29:05 РП Так, так, так, так, так, б...дь, где-то ж должен быть./Tak, tak, tak, tak, k...a, gdzieś powinien być.
10:29:10 А (нрзб)./ (niezr.)
10:29:20 РП Ё... твою мать, все один к одному, б...дь./ K..a twoja mać, wszyscy jeden w drugiego, k..a…
10:29:30 А (нрзб)./ (niezr.)
10:29:31 РП Ответил./Odpowiedział.
10:29:33 А (нрзб)./ (niezr.)
10:29:34 РП Где-то 25 километров, пока не наблюдаю./Gdzieś 25 kilometrów, na razie nie obserwuję.
10:29:38 А Ты его не видишь, да? / Ty go nie widzisz, tak?
10:29:39 РП Да, пропал./Tak, przepadł.
10:29:41 А (нрзб)./ (niezr.)
10:29:43 А Да./Tak.

 
3. Tupolew znika z radarów nie tylko po komunikacji z Korsażem-1, ale i w okolicach wymiany zdań załogi tupolewa z załogą jaka-40, w której to rozmowie pada to niezwykle ważne zdanie (o 10:29:40 wg „stenogramów CVR”): „Ił dwa razy odchodził i chyba gdzieś odlecieli.” Piloci tupolewa mają więc jasny obraz sytuacji: na Siewiernym nie ma iła-76 (z ekipą „mającą zabezpieczać prezydencką delegację”), a więc lądowanie tam nie ma sensu, bo najwyraźniej zaczęto przesuwać „uroczystości powitalne” na inne lotnisko. Po co mieliby tupolewem dokonywać „przeglądu lotniska”, jeśli zadaniem polskich pilotów było dowieźć delegację w miejsce, na którym odbędą się właśnie „powitalne uroczystości”?

 
4. (No i by zamknąć to zestawienie puzzli) – 4 kawałek (wg polskich odczytów kopii zapisów CVR) o 10:29:53 rus. czasu pada w kokpicie tupolewa taki komunikat (nie do końca wiadomo przez kogo wypowiedziany):

 
10:29:53 PLF-101: Zanim się zdecyduje, to może kartę byśmy zrobili w międzyczasie? Wszystko jedno, czy to będzie Mińsk, czy Witebsk.

 
Mamy z kawałków 1-4 odtworzoną chronologię, zaś to ostatnie zdanie sugeruje, iż komuś (Prezydentowi?) pozostawiono decyzję, co do wyboru białoruskiego lotniska zapasowego. Niewykluczone, że jest to zdanie wypowiedziane już po wstępnej korespondencji z Korsażem-2 (zakaz lądowania) i moskiewską kontrolą obszaru (zalecenie delegacji prezydenckiej powrotu do białoruskiej przestrzeni powietrznej). Może być też tak, iż w tej chwili dopiero włączyła się „druga wieża” lub ruska kontrola – coś jednak musiało się wydarzyć, co skłoniło załogę tupolewa do niekierowania samolotu na Siewiernyj.

 
Oczywiście, pozostaje pytanie: kto w takim razie prowadził dalszy dialog z wieżą szympansów, czyli Korsażem-1 (słyszany przez załogę jaka-40)? No i tego się musimy jeszcze dowiedzieć. Czy to robili Ruscy podający się za polską załogę, czy... jacyś oddelegowani do tego właśnie zadania, nasi zdolni rodacy. W oficjalnej relacji mówi się wszak o trzeciej jeszcze rozmowie załogi jaka-40 z załogą tupolewa, lecz jest to (jeśli trzymamy się „stenogramów CVR” skonstruowanych w Moskwie) wymiana raptem dwóch komunikatów:

 
10:37:01 PLF 031: Arek, teraz widać 200.
10:37:04 PLF 101: Dzięki.

 
No i jest jeszcze jedno pytanie: w którym momencie do tupolewa doleciały MiGi-29 jako „eskorta”?

 

 
Wykop
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Inne tematy w dziale