612 obserwujących
1599 notek
9299k odsłon
13217 odsłon

"Kolegom" z wojskowych służb

Wykop

 

Nie sądziłem, że tak błyskawicznie pojawi się odzew na moją recenzję i to, jakby można było sądzić z, jak to mawiają dziennikarze, „kręgów zbliżonych do” autorów książki. Ci koledzy z wojskowych służb, jak ich przedstawiono czy zareklamowano w innym miejscu, moje ponad 80-stronicowe dość szczegółowe, jak sądziłem, opracowanie dotyczące ich książki, skomentowali w taki sposób:

 
Drogi Free Your Mindless,
Dziękujemy za Twoją obszerną recenzję, zapoznaliśmy się z jej treścią.
Wniosła wiele cennych spostrzeżeń, które oczywiście weźmiemy pod uwagę w dalszej pracy.
Dzięki Tobie uświadomiliśmy sobie, że pozory mylą.
Z pozoru można by pomyśleć, że nie jest w stanie napisać dobrej recenzji ktoś, kto nawet tytułu książki nie jest w stanie prawidłowo przywołać, lecz już pod nagłówkiem pisze "Zbrodnia Smoleńska Anatomia STRACHU" (zamiast "zamachu")
:-)

Z pozoru można pomyśleć, że ktoś kto nie ma nawet pojęcia co to jest VOR (radiolatarnia kierunkowa) i wcale się z tym nie kryje :-), kto - jak sam zaznacza - brzydzi się "technikaliami", kto nie wie, że w Planie Lotu wpisuje się czas UTC (więc 5:00 nie powinna nikogo dziwić) nie powinien się zajmować badaniem zdarzeń lotniczych. Read the manual - chciałoby się rzec.
Ale pozory mylą!

Idąc Twoim tropem, rozwiązaliśmy dawno skrywaną, SMOLEŃSKĄ zagadkę:
Nie tylko było, jak mówisz (a to SMOLEŃSKI cyrulik wyciął korony drzewostanu), ale nawet wiemy już jakie były dalsze losy statku powietrznego. W SMOLEŃSKU podrzucono pocięty w SAMARZE Tu-154M/102, zaś Tu-154M/101 został przez myśliwce zmuszony do lądowania w SAMARZE-BEZYMYANCE i oddany
stroniepolskiej jako 102!

Rosjanie mieli dość dużo czasu, aby zmienić numery seryjne 492 urządzeń, w tym szeregu amerykańskich i dogłębnie przemalować kadłub maszyny, nanosząc nowe oznaczenia. To jest dopiero Maskirowka!
Maskirowką do kwadratu było natomiast zwerbowanie całej ekipy archeologów, która wykryła na SIEWIERNYM kilkadziesiąt tysięcy przedmiotów osobistych i części pochodzący z samolotu i jego wyposażenia. Zapewne te przedmioty także Rosjanie w toku maskirowki podrzucili i zakopali na SMOLEŃSKIM bagnie.

W operacji transportu kawałków 102 brały udział śmigłowce Mi-26, które specjalnie do tego celu zmodyfikowano, by nie były - jak egzemplarze seryjne tych maszyn - świetnie słyszalne z odległości kilkunastu kilometrów.
Jeśli zaś chodzi o tajemną nieobecność ciał, to oczywiście od razu z SAMARY przeteleportowano je do kostnicy w MOSKWIE do światłej dyspozycji pani minister Ewy KOPACZ.


 
To o czym mówimy potwierdza także trzecia tajna notatka AW, która łączy w sobie treść dwóch poprzednich. Satelity amerykańskie nagrały samolot lądujący w otoczeniu MiG-ów 29 w SAMARZE.
Pozdrawiamy serdecznie i my również przepraszamy za niektóre może nazbyt złośliwe sformułowania...

życzymy przyjemnego weekandu,


Autorzy "Zbrodni Smoleńskiej. Anatomii Zamachu"

 
P.S.1 Jeszcze co do tych dwóch wież, o których wspominasz - na każdym radzieckim lotnisku wojskowym (przynajmniej na każdym, jakie znamy) są dwie wieże - to tak zwane stanowiska kontroli (bliższe i dalsze). Na jednej zasiada kierownik strefy lądowania, kierownik bliższej strefy (ewentualnie dalszej) i oczywiście kierownik lotów. Na drugiej pomocnik kierownika lotów, ewentualnie dyspozytor, meteorolog. Jeśli czynne są oba kursy podejścia, to w zależności od wiatru można zamienić stanowiska kontroli i usytuować grupę kierowania lotami na stanowisku dalszym (wtedy sprowadzamy samoloty z drugiego kursu).

 
P.S.2 Co do częstotliwości radiowych, to nie przypuszczaliśmy, że może to kogokolwiek dziwić. Nie tylko w Rosji 90% lotnisk wojskowych używa tej samej częstotliwości (124,0). W Polsce jest dokładnie tak samo, z tym tylko, że my używamy 128,5. Mało tego, także i my mamy kryptonimy. Np. na wojskowym OKĘCIU wieża ma wdzięczny kryptonim BASTION.
 

 
Cytuję go w całości, ponieważ stanowi on swoisty suplement do mojej recenzji i z pewnością warto włączyć taki tekst do książki, nad którą pracuję. „Koledzy z wojska”, że się takim skrótem myślowym posłużę, zarzucają mi przekręcenie tytułu, no więc zamieszczam w niniejszym tekście także skan okładki i strony tytułowej. Ja tu widzę dwukrotnie słowo „zamach” użyte w dopełniaczu, może ktoś z wojska widzi odmiennie. Jeśli w wersji drukowanej jest inaczej, to niech „koledzy z wojska” zadzwonią do wydawcy, że e-book różni się od książki. Na tej elektronicznej wersji pracowałem, przygotowując moją recenzję, do kupna książki się nie przymierzałem, ze względu na „zaporową cenę”.

 
Koledzy” śmieją się też w głos z tego, że „nie wiedziałem” co to VOR, zaś mnie chodziło o to, że potencjalny czytelnik może nie wiedzieć i powinni byli w nawiasie to napisać. „Koledzy” wytykają mi wstręt do technikaliów, gdy tymczasem nie tylko mnóstwo moich postów zawiera technikalia, mnóstwo dyskusji technicznych było na moim blogu, sama moja recenzja dotyka wielu technicznych kwestii, zaś mnie w pomijaniu opowieści „kolegów z wojska” o remontach, szkoleniach, instrukcjach eksploatacji tupolewa itd. chodziło o to, że taką samą strategię narracyjną zastosowała „komisja Millera”, która (wzorem komisji Burdenki 2) upchała do swych dokumentów pełno danych, dokumentów, bumag etc. NIEISTOTNYCH dla sprawy. Na osobie niebędącej ekspertem taki „wysyp danych” może zrobić wrażenie, ale jeśli ktoś zasypuje technicznymi śmieciami to, co ma być w śledztwie odkryte, to robi więcej złego niż dobrego dla sprawy.
 
anatomia
 
anatomia

 
Co zaś do ekspertów i ekspertyz. Jak piszę na wstępie mojej książki, to właśnie przez ostatnie kilkanaście miesięcy, a zwłaszcza w oficjalnym (jak i niezależnym) śledztwie mieliśmy wprost plagę ekspertów. Zwłaszcza tych od lotnictwa. Jeden ekspert lepszy od drugiego, a trzeci od czwartego. Wyniki prac najlepszych z najlepszych ekspertów opublikował najpierw „raport MAK”, a następnie „raport komisji Millera”. Prace innych ekspertów, tym razem niezależnych, w postaci „kolegów z wojska”, też mogliśmy poznać w książce „Zbrodnia smoleńska...” (wedle „kręgów zbliżonych do” - „Anatomia strachu”, wedle okładki na e-booku „Anatomia zamachu”), której gigantyczna objętość jest niewspółmierna do zawartości, a więc gdyby spokojnie oddzielić z tej książki spekulacje, „historiozofię” oraz rozmaite dygresje potrzebne w śledztwie jak dziura w moście, to nawet byłaby z tej publikacji jakaś warta zachodu rzecz.

 
Jak jednak dodaję we wstępie do mojej publikacji (syntetyzującej prace blogerów, wśród których także są eksperci z wielu dyscyplin, nie tylko związanych z lotnictwem), to – i teraz „koledzy z wojska” baczność, bo będzie ważna uwaga – jeśli na Siewiernym nie doszło do żadnego zdarzenia lotniczego to Wasza wiedza z zakresu lotnictwa, materiałoznawstwa, nawigacji i z czego tam jeszcze sobie chcecie, może się zdać psu na budę. Jeżeli bowiem delegacja wcale nie lądowała na Siewiernym, lecz została skierowana na inne lotnisko (pod pretekstem przeczekania mgły smoleńskiej) i na nim lub w trakcie ucieczki z niego zaatakowana (sprawdziliście, czy np. Witebsk nie działał wtedy w godzinach porannych? Rozmawialiście z ludźmi w Witebsku?), to mamy do czynienia z aktem przestępczym o charakterze terrorystycznym, przy którym specjalistyczna wiedza z zakresu katastrof lotniczych wcale nie jest niezbędna. Owszem, ta wiedza na początku była przydatna w krytyce oficjalnych ustaleń ruskiego pseudo-śledztwa osnutego wokół „wyjaśniania przyczyn wypadku”, ale blogerzy ten etap badań mają już dawno za sobą. Jak ktoś chce, to może nadal wyliczać trajektorie tupolewa nad Siewiernym, biorąc poprawkę na pancerną brzozę lub nie. Jeśli jednak polski tupolew tam się nie pojawił 10-go, to takimi obliczeniami można sobie zapełnić czas do końca życia – i nic z tego nie wyniknie.

 
Ale żeby nie przedłużać, to powiem Wam „koledzy z wojska”, o co w tym wszystkim chodzi, w paru, dających się zrozumieć, wojskowemu umysłowi, żołnierskich frazach. Skąd bowiem biorą się wokół książek smoleńskich – takich jak Wasza czy L. Szymowskiego panowie od długiego wiązania sznurówek czy inni życzliwi ze służb cywilnych lub mundurowych? Ano z tego podstawowego powodu, że kooperanci zamachu żyją sobie także nad Wisłą. Oprócz bowiem sił ruskich i białoruskich w zamachu wzięli też udział (na których etapach, to jest jeszcze do ustalenia) sami Polacy. Nic więc dziwnego, że przeróżni smutni panowie robią dosłownie wszystko, by prawda o tym nie wyszła na jaw. W interesie bowiem wszystkich stron zaangażowanych w zbrodnię z 10-go Kwietnia jest pozostawienie sprawy w takim kształcie: albo był wypadek na Siewiernym, albo zamach. Jeśli był zamach (opisywany przez Was, „koledzy”), nawet „z użyciem pocisków temobarycznych i saperek”, to można bezradnie rozłożyć ręce i rzec: „i tak Moskwie nic nie możemy zrobić”, ku pokrzepieniu serc, można dodać: „no ale przynajmniej wiemy, jak naprawdę było” (zwłaszcza że mamy na poparcie filmik Koli, prawda?, zmontowany przez ruskie specsłużby). Jeżeli jednak na Siewiernym 10-go Kwietnia wcale nie pojawiła się polska delegacja, to obie wersje wydarzeń są równie fałszywe. Wyobrażacie sobie, „koledzy” coś takiego?

 
No to teraz zastanówcie się, koledzy, tak po wojskowemu, nad następującymi zagadnieniami. Dlaczego oficjalne polskie śledztwo prokuratury wojskowej oraz cywilnej jest od wielu miesięcy w martwym punkcie? Dlaczego ABW ma takie problemy ze znalezieniem słynnych zdjęć satelitarnych z USA, które były, lecz się zbyły? Dlaczego co rusz się pojawiają sfałszowane notatki oraz ekspertyzy? Dlaczego taki cyrk jest z materiałem dowodowym nawet tu, nad Wisłą? Ano dlatego, że, powiedzmy sobie to wprost i uczciwie, część kooperantów zamachu to ludzie związani z polskimi służbami cywilnymi, mundurowymi i polskim wojskiem, „koledzy” szanowni.

 
Jeśli więc zależy Wam naprawdę na rozwikłaniu sprawy, a nie jej zaciemnieniu (jak można by sądzić po Waszym chamskim komentarzu), to może wyostrzcie węch i rozejrzyjcie się nie tyle po blogosferze, a w środowiskach, z których się sami wywodzicie, ponieważ smród stamtąd dochodzi coraz większy. Ten smród kojarzy mi się z rosnącym, panicznym strachem właśnie przed ujawnieniem się prawdy – więc określenie „anatomia strachu” by tu pasowało (choć do publikacji „Anatomia strachu 2”). Smród ten jest właściwy do skali zjawiska, runie nie tylko machina kłamstwa, ale i zachwieje się cała wspólnota zbrodniczych interesów, które ciągną się jeszcze od peerelu. O ile bowiem zamach przeprowadzony przez ruskie i białoruskie siły, to dla Polaków coś, co – na tle historii naszych wieloletnich wojennych relacji z sowietami – rzecz zrozumiała i w jakimś sensie „normalna” (wróg zachowuje się jak wróg), o tyle kooperacja ludzi, których zadaniem jest zwykle strzeżenie polskiego państwa i polskich wysokich urzędników, strzeżenie polskich obywateli oraz gdy zachodzi taka potrzeba: walka na śmierć i życie z wrogiem - jest czymś, co podejrzewam, nikt, kto jest Polakiem, tym ludziom nie wybaczy.

 
Opowiedzcie się, „koledzy z wojska”, po której jesteście ze stron, to nam, Polakom też będzie łatwiej ocenić to, co robicie. Co zaś do chamstwa, które Wam wypomniałem. Ja nie pisałem w książce „tzw. niezależni eksperci” ani „niezależni eksperci”, a więc jednak powstrzymywałem się przed atakami ad personam. Wy zaś zaczęliście od przekręcania mojego pseudonimu, tak jak zwykły wieśniacki trol. Oczywiście, gdybyście nieco się zastanowili nad tym pseudonimem, to wiedzielibyście, że słowo „mind” nie odnosi się w nim do mnie. Free  your mind” to jest cytat z piosenki, „koledzy z wojska” - oczywiście nie z tej, znanej Wam pewnie, „Przyjedź, mamo, na przysięgę” ani „Gdy Polska da nam rozkaz”, ale z anglosaskiej (fragment tekstu tej piosenki jest po prawej stronie mojego salonowego bloga), śpiewanej sporo lat temu przez sympatyczne dziewczyny z USA nazywające się En Vogue (http://en.wikipedia.org/wiki/En_Vogue)  (poszukajcie sobie „koledzy” teledysku na YT). Powtarzam więc, Wam, „koledzy”: „free your mind” to jest li tylko pewne intelektualne i życiowe zalecenie, a nie żadne określenie mojej skromnej osoby. Niewiele więc się da z tym nickiem zrobić, choć różne wieśniackie trole już próbowały.

 
Sama ta fraza postuluje bowiem, by ludzie byli wolni od stereotypów, przesądów, chamstwa i głupoty, a więc dotyczy owa fraza nie tylko mnie, ale także i Was, „koledzy z wojska”, chyba że stereotypy, przesądy, chamstwo i głupota są Wam bliskie. To wtedy oczywiście już Wasz problem. Po drugie natomiast, jeśli piszecie „mindless” w tej frazie, to wygląda ona dość głupawo, co znowu nie najlepiej o Was świadczy. Domyślam się oczywiście, że mogło chodzić Wam, „koledzy” szanowni, o to, by mnie posądzić o to, że jestem głupcem. Niestety, muszę Was zmartwić, aż taki całkiem głupi to nie mogę być, w przeciwnym razie nie czytałoby moich tekstów tylu przyzwoitych i mądrych ludzi, i nie komentowałoby przez tyle dni, miesięcy, a nawet lat. Głupotom moim też chyba nie poświęciłby czasu zasłużony i dla sprawy odkłamywania zbrodni pierwszego Katynia, i walki o prawdę o zbrodni drugiego Katynia, prof. Jacek Trznadel (http://dakowski.salon24.pl/344309,zamach-smolenski-wokol-hipotez) (por. też http://www.bibula.com/?p=43935 – ze swej strony pozdrawiam Redakcję „Bibuły” w związku z zamieszczeniem mojej odpowiedzi skierowanej do prof. Trznadla). Przecież, co nie tak trudno wywnioskować, że głupie teksty i samych głupców się zwykle ignoruje. Kto by sobie głupcami głowę zawracał?

 
Tak też i ja, starając się dostrzec coś mądrego i wartościowego w Waszej książce, nieco zbagatelizowałem te wszystkie banialuki, które podawaliście z pełną powagą oraz polszczyznę wołającą o pomstę do nieba (tu oczywiście ukłony dla recenzentów wydawniczych, których, jak znam życie, nie było) – może trochę byłem złośliwy, ale na pewno nie chamski. Chciałem pokazać, że nawet szukając po omacku, tak jak Wy, udało się Wam zdobyć trochę cennych materiałów – Wasz „badawczy paradygmat” lub też jak to mówi się potocznie, posiadanie klap na oczach, jednak nie pozwala Wam tych materiałów sensownie zinterpretować. To tenże „paradygmat” nakazuje Wam naginać fakty do własnej teorii, a braki dowodów uzupełniać „notatkami” od jakichś podejrzanych kolesi ze służb.

 
Potraktowałem Was więc tak, jak Szymowskiego (http://freeyourmind.salon24.pl/304267,zamach-tak-ale-czy-na-siewiernym) (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/zamach-tak-ale-czy-na-siewiernym.html), który też za wszelką cenę chciał dowieść zamachu na Siewiernym i poszedł drogą na skróty, ale znalazł jedną cenną rzecz: informację o CASie na Okęciu przeznaczonej dla Dowódców (10-go Kwietnia). Podobnie „reporterzy Superwizjera” trudzili się niemalże nazajutrz po tragedii, by z kolei dowieść, że żadnego zamachu nie było, w związku z tym robili czujny rekonesans z kamerami po Smoleńsku, szukając leśnych dziadków oraz innych znawców tematu „katastrofy prezydenckiego tupolewa”, by mieć „dowody wypadku” - ale mimowolnie pokazywali relacje, które kłóciły się z tym, co głosiła oficjalna narracja (pisałem o tym sporo już, więc nie będę się powtarzał, wystarczy poczytać post (http://freeyourmind.salon24.pl/333650,przez-wizjer) zawierający relację „pracownic pogotowia” (znalezienie 90 ciał ofiar w ciągu pół godziny) oraz gostków z okolic garaży („pewnie coś tam palą i butelka wybuchła”)), bo już post (http://freeyourmind.salon24.pl/234632,film-swiadkowie) składający się z kadrów z tego materiału „Superwizjera” diabli wzięli.

 
A propos jednak materiałów wideo, muzyki i teledysków. Na 30 rocznicę wywołania wojny z Polakami przez juntę Jaruzela, grupa CSI 2010 zrobiła teledysk pt. „Dziwna szpula”, jest on do obejrzenia i ściągnięcia tu: http://chomikuj.pl/yurigagarin/ oraz do ściągnięcia też tu: http://fymreport.polis2008.pl/. Polecam ten video clip także Wam, „koledzy z wojska”, ponieważ pełno w nim uwieczniono ekspertów.

 
P.S. Jeśli LordJim jest w pobliżu i może wkleić klip do komentarza, to poproszę :)
Wykop
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Inne tematy w dziale