612 obserwujących
1599 notek
9299k odsłon
21908 odsłon

Kotwice pierwszej hipotezy zamachowej

Wykop

 

Istnieją dwie hipotezy dot. zamachu dokonanego na polskiej delegacji – pierwsza, mówiąca o tym, że przeprowadzono go na Siewiernym (np. za pomocą broni termobarycznej) podczas schodzenia przez załogę tupolewa na wysokość decyzji oraz druga, że ataku na delegację dokonano na innym lotnisku, np. zapasowym (i/lub w czasie ucieczki z tego lotniska (wersja badana od dłuższego czasu przez blogera Albatros... z lotu ptaka; spójnik „i” wcale nie jest tu użyty błędnie, jeśli weźmiemy pod uwagę rozdzielenie delegacji na 2 samoloty (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/09/kwestia-trzeciego-samolotu-i-okeckich.html; http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/czas-na-nowa-narracje.html))), zaś na Siewiernym jedynie zainscenizowano „miejsce katastrofy”. Pierwsza z hipotez, ku której skłania się m.in. Zespół A. Macierewicza, przymocowana jest do okolic północnego, wojskowego lotniska w Smoleńsku, jak można sądzić, za pomocą trzech kotwic, które skrótowo możemy określić: CVR, FMS oraz BOR.

 
Kotwica-CVR.
O pierwszej z nich już kiedyś, tj. w czerwcu br., pisałem (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/konferencja-zespou-smolenskiego.html), ale sądzę, że warto pewne rzeczy jeszcze uwypuklić, bo być może nie są one do końca dopowiedziane. O co bowiem chodzi, z kotwicą-CVR? Nie o to, że Ruscy 10-go „znaleźli” rejestratory i nocą owego dnia, gdy mogli już przybyć polscy eksperci (noc elegancko zakryła i tak już rozbebeszone machinami pobojowisko), „okazali” te rejestratory (tak się złożyło, że jakoś nie były one w tych miejscach, gdzie je rzekomo „znaleziono”, ale to drobiazg). Nie o to, że, jak wykazało już wiele osób i wiele analiz blogerskich, materiały te ewidentnie są zmontowane, pocięte etc. i nie mogą być potraktowane jako DOWODY w śledztwie. Nie o to, że się „szczęśliwie” nagrało ca. 40 minut „rozmów w kokpicie”, choć zwykle rejestruje się w czarnych skrzynkach o 10 minut mniej. O to, że jest tam komunikacja załogi jaka-40 z załogą tupolewa dotycząca lotniska Siewiernyj, warunków na nim panujących i zachęcająca do lądowania. Tak, zachęcająca do lądowania.

 
Jak powinna wyglądać rozmowa załogi jaka-40 z pilotami tupolewa, jeśli ta pierwsza widziała, co się dzieje na Siewiernym? A widziała, wiemy to z relacji członków tej załogi i relacji dziennikarskich (chodzi, rzecz jasna, o pasażerów jaka). Po pierwsze Wosztyl powinien był zacząć od tego, że COŚ JEST NIE TAK, ponieważ nie tylko opadła cholerna mgła, lecz przede wszystkim ił-76 z ruską ochroną NIE WYLĄDOWAŁ, a więc  nie został zrealizowany jeden z istotnych punktów przewidzianego na 10-go scenariusza. Nie ma przewidzianej ochrony dla polskiego Prezydenta.

 
Powinien zatem Wosztyl zaproponować załodze tupolewa 1) przeczekanie w powietrzu, bo nie wiadomo, co się dzieje, 2)  skontaktowanie  się ruską kontrolą obszaru  w celu ustalenia, dokąd udał się w takim razie ił-76, którego przybycie miało poprzedzać przylot polskiej delegacji, 4) (ewentualnie) skierowanie się na zapasowe lotnisko w celu międzylądowania i powiadomienie o tym np. organizatorów uroczystości. Ostatnią rzeczą, jaką powinien był powiedzieć, to skłaniać do podejścia na Siewiernym. Tymczasem Wosztyl ni mniej ni więcej, tylko mówi: „powiem szczerze, że możecie spróbować jak najbardziej. Dwa APM-y są, bramkę zrobili, tak że możecie spróbować” - innymi słowy – mówi im po prostu „możecie podejść do lądowania”, kiedy właśnie NIE mogą. Nie ma ku temu ani warunków pogodowych, ani „formalnych”.

 
W ostateczności Wosztyl mógł powiedzieć pilotom tupolewa, żeby jakiś czas przeczekali w powietrzu, a sam mógł PODEJŚĆ DO DELEGACJI na płycie lotniska i dowiedzieć się, jaki jest plan dalszych działań, skoro NIE WYLĄDOWAŁ ił-76; tzn. czy przypadkiem załoga Tu-154M już teraz nie powinna przekierować samolotu gdzie indziej. Zauważmy zresztą, że takie pytanie (o dalszy plan działań) nie pada ze strony załogi tupolewa pod adresem ruskiej wieży – a chyba powinno. Załoga powinna się upewnić, jak wygląda scenariusz, skoro ruska ochrona nie wylądowała, tj. piloci powinni dopytać: gdzie w takim razie skierowano iła-76 oraz: co się stało, że ił-76 nie wylądował. Z „dialogów z wieżą” zaś wynikałoby, że „nie ma sprawy”, a brak iła z ochroną nie jest właściwie żadnym problemem.

 
Gdyby tego było mało (wedle sfałszowanych zapisów CVR): załoga nie przekazuje tej niezwykle istotnej informacji (o braku ruskiej ochrony na lotnisku) Prezydentowi, a przecież taka byłaby naturalna kolej rzeczy: „Panie Prezydencie, coś jest nie tak, Ruscy z ochroną nie wylądowali, spróbujemy wobec tego ustalić z kontrolą obszaru, co się dzieje i dopiero wtedy zabierzemy się za ewentualne podchodzenie do lądowania, zwłaszcza że warunki pogodowe są nie najlepsze”. Tak zrobiłby każdy myślący pilot w takiej sytuacji, wioząc tak ważną delegację. Ewentualnie zaproponowałby jeszcze skontaktowanie się (np. kogoś z BOR-u na pokładzie) z osobami czekającymi na Siewiernym lub z innymi organizatorami uroczystości. Nie było bowiem żadnego pośpiechu, a samolot nie miał żadnej usterki technicznej, która do jakichś gwałtownych ruchów załogę by zmuszała, zaś, powtarzam, ważny punkt scenariusza nie został zrealizowany.

 
Ta analizowana po wielokroć rozmowa załogi jaka-40 z załogą tupolewa jest przedziwna z mnóstwa powodów i cały czas się zastanawiam, czy tej pierwszej grupie nie wyszli na spotkanie towarzysze z CzeKa zaraz po przyziemieniu jaka-40 na Siewiernym i wyjeździe dziennikarzy. Bliskie spotkanie III stopnia czekistów z polskimi pilotami byłoby zupełnie zrozumiałe, skoro załoga (wedle oficjalnej narracji) złamała przepisy, lądując - to jest po komendzie nakazującej odejście na II krąg, nie poderwała samolotu, tylko przyziemiła.

 
09:14:09 РЗП 2, на курсе, глиссаде./2 na kursie, ścieżce.
09:14:16 РП Давай, давай, давай, смотри./Dawaj, dawaj, dawaj, spójrz.
09:14:21 А Ближний (нрзб)./Bliski (niezr.)
09:14:22 РЗП 1, на курсе, глиссаде./1, na kursie, ścieżce.
09:14:27 РП Не видно, пока не вижу./Nie widać, na razie nie widzę.
09:14:30 А (нрзб)./ (niezr.)
09:14:35 РП Где, где? Полосу наблюдаете, выше!/Gdzie? Gdzie? Obserwujcie pas, wyżej!
09:14:38 А Б**дь, надо уход./K…a, potrzebne odejście!
09:14:41 РП Уход на 2-й круг./Odejście na drugi krąg.
09:14:44 А (нрзб)./ (niezr.)
09:14:47 А (нрзб)./ (niezr.)
09:15:01 А (нрзб)./ (niezr.)
09:15:06 РП Посадка. Papa Lima Foxtrot zero three onе, после остановки на 180, молодец./Lądowanie. Papa Lima Foxtrot zero three onе, po zatrzymaniu na 180, zuch.
09:15:17 РП На 180./Na 180.
09:15:18 РП Посадка Як-40-го./ Lądowanie Jaka -40.
09:15:25 А Ты видел, как он торец прошел./Widziałeś, jak on próg pasa przeszedł?

 
Czekiści mogli spokojnie podejść i spokojnie powiedzieć załodze jaka-40: „wicie-rozumicie, właśnie wylądowaliście koledzy wbrew ruskim przepisom i będziecie teraz mieć problemy z nami, ponieważ niedopuszczalne jest takie zachowanie na naszych wojskowych lotniskach. Już w tej sprawie wyszykujemy stosowne zawiadomienie. Oczywiście sytuacja nie jest beznadziejna, koledzy, bo można to załatwić polubownie i zapomnieć o sprawie, jeśli zrobicie dla nas tylko jedną drobną rzecz: zachęcicie do lądowania załogę tupolewa. Wicie-rozumicie, nie chcemy, żeby doszło do skandalu, że z powodu głupiej mgły, która za chwilę minie, odesłaliśmy załogę na zapasowe lotnisko, a takie ważne się odbywają uroczystości katyńskie, ważne i dla was, i dla Polski, więc - widzicie, że lotnisko może nie jest doskonałe – ale już tak u nas w Rosji jest, że nie ze wszystkim nadążamy - po prostu zachęćcie do lądowania załogę tupolewa i wszystko będzie dobrze. Zapomnimy o sprawie złamania przez was ruskich lotniczych przepisów. Za chwilę pewnie pogoda się polepszy, takie mgły w Smoleńsku niedługo trwają i wróci ił-76 z ochroną. To kwestia kilkunastu minut.”

 
Jeśliby bowiem załoga jaka-40 nie została tak „zmotywowana” do „zachęcania”, to odpowiadałaby za narażanie zdrowia i życia członków delegacji, nie odradzając pilotom tupolewa lądowania na Siewiernym. Dzięki tej natomiast rozmowie Ruscy mają swoiste alibi – zawsze mogą powiedzieć (zaznaczali to zresztą wielokrotnie w raporcie komisji Burdenki 2), że to nie tyle ruskie szympansy z wieży, lecz właśnie polska załoga skłoniła do fatalnego podejścia śp. A. Protasiuka i R. Grzywnę.

 
Kotwica-FMS
Jak już zwracali uwagę blogerzy, ojciec jednej ze stewardess (śp. J. Moniuszko), twierdził niedługo po tragedii, że wraz z załogą brała ona udział w locie 9 kwietnia 2010 do Smoleńska (http://clouds.salon24.pl/246980,tu-154-byl-w-smolensku-9-04-a-7-04-tusk-polecial-casa) (por. też ponownie http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/konferencja-zespou-smolenskiego.html). Jak z kolei doskonale wiadomo z „zapisów FMS” - nie ma absolutnie żadnego śladu po tym locie w tychże „zapisach”.

 
Taki lot rekonsesansowy byłby wskazany 9-go kwietnia z paru względów. Po pierwsze, oblot komisyjny tupolewa był 6 kwietnia (rzekomo już po nielegalnej przeróbce salonki 3 (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/09/rozrastanie-sie-salonki-3.html), aczkolwiek bez wyważenia samolotu (http://freeyourmind.salon24.pl/345272,caly-ten-taws-i-luki-w-dokumentacji)), a przed każdym poważniejszym wylotem instrukcja HEAD nakazuje właśnie takie komisyjne sprawdzenie statku powietrznego (oblot jaka-40 044 miał być 7-go kwietnia). Oczywiście millerowcy zapewniają, że kolejny oblot komisyjny nie był potrzebny, ponieważ 8-go kwietnia wieczorem tupolew wracał z Pragi, a więc do 10-go rano nie minęły dwie doby, po których wymagany jest ponownie taki oblot (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/09/samoloty-zastepcze-i-inne.html) (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/09/zaacznik-4.html).

 
Problem w tym, że (po drugie) wracając z Pragi samolot miał „zderzenie z ptakiem” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/09/zdjecia-uszkodzonego-noska-tupolewa.html), a więc uległ uszkodzeniu (http://freeyourmind.salon24.pl/345272,caly-ten-taws-i-luki-w-dokumentacji) i były całkiem uzasadnione podstawy do takiego oblotu. Po trzecie, załoga nie miała ponoć aktualnych kart podejścia, więc w ramach swoich przygotowań (a wspominają o tych przygotowaniach radzieckie bumagi „MAK” oraz „komisji Millera”) do lotu mogła właśnie dokonać takiego rekonesansu, by wspólnie zapoznać się z warunkami na Siewiernym. Po czwarte autorzy „Zbrodni smoleńskiej...” twierdzą, że 9-go na Siewiernym lądowały trzy różne tupolewy (http://freeyourmind.salon24.pl/371276,refleksje-po-lekturze-zbrodni-smolenskiej) (http://fymreport.polis2008.pl/wp-content/uploads/2011/12/Zbrodnia-smole%C5%84ska-recenzja-Free-Your-Mind.pdf). Wedle ich informacji miały to być statki powietrzne ruskich linii, ale równie dobrze jeden z nich mógł być zapisany jako ruski, a lecieć z Polski.

 
Jeżeli zatem taki lot 9 kwietnia 2010 r. się odbył (z Warszawy do Smoleńska), to nie tylko Ruscy mieli możliwość zarejestrowania rozmów załogi (zwłaszcza że tupolew 7-go kwietnia był pod ich opieką na Siewiernym, a więc mogli zamontować podsłuchy; por. ponownie http://freeyourmind.salon24.pl/345272,caly-ten-taws-i-luki-w-dokumentacji – kwestia postojowego „plombowania tupolewa”) i wykorzystania ich do montowania „zapisów sprzed katastrofy”, ale przede wszystkim „dane komputera pokładowego” udostępnione światu są sfałszowane, ponieważ tego lotu (z jakichś powodów) nie uwzględniają.

 
Kotwica-BOR
Trzecia i być może największa oraz najtwardsza z kotwic została wbita w smoleńską ziemię przez borowców, którzy pojawili się na Siewiernym (nie do końca wiadomo, o której dokładnie godzinie) i sporządzali tam jakieś swoje notatki i robili zdjęcia, które udostępnili różnym instytucjom (i zapewne też Zespołowi smoleńskiemu). Czy wśród tych zdjęć było także to z helikopterem transportującym kokpit? Może kiedyś się dowiemy. Różne bowiem już opowieści o tych borowcach krążyły, z których to najciekawsza chyba jest ta, że strzelali oni w powietrze po to, by Ruscy nie mogli się zbliżyć do ciała Prezydenta (i to miało być zapisane na filmiku Koli). Odkładając na bok te i inne opowieści borowców (jeden z nich dość ochoczo udzielał się na forach internetowych lżąc zabitych pilotów), pragnę przypomnieć rzeczy podstawowe, które zwolennikom pierwszej hipotezy zamachowej najwyraźniej uchodzą uwadze.

 
BOR jest w całej sprawie tragedii 10 Kwietnia jedną z najbardziej podejrzanych instytucji – jeśli nie najbardziej podejrzaną. Oczywiście nie mam tu na myśli tych borowców, którzy swoje życie poświęcili 10-go Kwietnia, broniąc zapewne delegacji przed ruskim atakiem. Cześć ich pamięci, a wolna Polska kiedyś postawi im pomnik, tak jak i bohaterskim pilotom. Mam na myśli ten BOR, który był, że się tak wyrażę, „na zewnątrz” wszystkich wydarzeń. Ten BOR, który nie zabezpieczył wcześniej i nie sprawdził lotniska, ten BOR, który podlega temu Janickiemu, co zapewniał, że polskiemu Prezydentowi „ochronę zapewnia gospodarz” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/podzia-delegacji.html) - ten BOR, którego nie było na Siewiernym nawet 10-go rano. To jest ten BOR.

 
Ten BOR nie dokonał przeglądu lotniska - ponoć Ruscy utrudniali dostęp, uniemożliwiali, nie zgadzali się, odwlekali itd. - no ale skoro Ruscy utrudniali, to należało zasugerować ludziom z 36 splt, że może by delegacja poleciała od razu do Witebska, bo sprawa ze smoleńskim Siewiernym śmierdzi? Tak nakazywałby zdrowy rozsądek, nawet nie poczucie obowiązku i troski o bezpieczeństwo delegacji. Ten BOR nie dysponując więc przeglądem lotniska, nie ulokował na tymże lotnisku swoich ludzi 10-go Kwietnia rano – choćby po to, by widząc pogarszające się warunki pogodowe, przekazali oni informacje załodze i organizatorom uroczystości, by doszło do skierowania delegacji na zapasowe lotnisko – tylko ten BOR ulokował swoich funkcjonariuszy w Lesie Katyńskim, co spowodowało, że musieli się dopiero „organizować” z ruskimi milicjantami, by dotrzeć na lotnisko. Ten BOR, nie przeglądnąwszy lotniska, nie wysławszy ludzi na nie 10-go Kwietnia, nie miał ponadto kontaktu z lotniskiem 10-go rano! J. Sasin rozmawia z oficerem dowodzącym ochroną BOR w Katyniu, ten ostatni zaś twierdzi, że: „na lotnisku nie ma jego kolegów z BOR-u, więc nie bardzo ma kogo pytać” (por. „Mgła”, s. 43). Brzmiałoby to śmiesznie, gdyby nie było takie straszne. BOR „nie ma do kogo dzwonić” na lotnisko w dniu przylotu na nie prezydenckiej delegacji, której ochrona należy do psich obowiązków BOR-u właśnie!

 
Ale przecież i na tym nie koniec. Ten BOR nie przeglądnąwszy lotniska, nie wysławszy ludzi i nie mając nawet telefonicznego kontaktu z lotniskiem (a jest to XXI wiek, przypominam), bo „ochronę zapewnia gospodarz, ochronę zapewnia gospodarz” - nie wie (a może nie chce wiedzieć?), że na tymże lotnisku właśnie „gopodarska ochrona” wcale nie wylądowała! Przecież ił-76 dwukrotnie podchodzi i odlatuje (trzymam się oficjalnej narracji, a więc nie problematyzuję, czy to był ten sam ił-76, czy dwa z rzędu, bo to też niewykluczone, skoro przestrzeń nad lotniskiem nie była „czysta” i przez długi czas tam coś „latało”), a miał w końcu - wedle oficjalnego scenariusza - przywieźć ruską ochronę dla polskiego Prezydenta.

 
To także jeszcze nie wszystko o tym BOR-ze. Ten BOR, nie przeglądnąwszy lotniska, nie wysławszy ludzi na nie, a nawet nie wiedząc, co się na smoleńskim lotnisku dzieje (jak napisałem wyżej) – nie wie także rzeczy najważniejszej, czyli tego, co się dzieje z samą delegacją! Ten BOR nie wie, czy została ona skierowana na zapasowe lotnisko (które?), czy doszło do awarii samolotu, czy coś jeszcze innego. Ten BOR kompletnie nic nie wie i nic nie robi 10-go Kwietnia, zaś „po informacji o wypadku” zrywa się dopiero w te pędy do wyjazdu z Katynia w ruskiej eskorcie na wojskowe lotnisko, tłukąc się tam (wedle relacji Sasina, która też budzi wątpliwości) jakieś niecałe pół godziny, mimo że jadą na sygnale i „po czerwonych światłach” (por. „Mgła”, s. 46). No więc ten właśnie BOR ma być jakimś oparciem w smoleńskim śledztwie, jako instytucja dostarczająca materiałów... na dodatek potwierdzających zamach na Siewiernym? Ja bym mimo wszystko w tych w/w okolicznościach sugerował daleko idącą wstrzemięźliwość, zważywszy na fakt, że to nagromadzenie „nie widzieć”/„nie słyszeć”/„nie wiedzieć” - w przypadku takiej instytucji, mającej takie a nie inne zadania – w TAKIM tragicznym dniu, wygląda wyjątkowo podejrzanie.

 

 
P.S.
Moje spostrzeżenia mają za zadanie zwrócić Zespołowi uwagę na pewne poważne trudności, nie zaś kwestionować pracę Zespołu. Na pewno zaś przydałoby się przesłuchanie załogi jaka-40 oraz dziennikarzy nim wtedy lecących, zwłaszcza w obliczu tych ustaleń, jakich dokonali autorzy „Zbrodni smoleńskiej...”, którzy opublikowali dane dot. zapisu magnetofonowego z jaka-40 właśnie.

 

 

 

 
Wykop
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Inne tematy w dziale