615 obserwujących
1599 notek
9322k odsłony
  13270   0

2 wycieczki

10 Kwietnia w godzinach porannych przed katyńskimi uroczystościami odbywają się dwie wycieczki – jedna (po centrum Smoleńska), znana nam tylko z krótkiej wzmianki w książce Mgła, którą odbywa min. J. Sasin, druga zaś parlamentarzystów do stacji Gniezdowo. Prezydencki minister o swojej wyprawie opowiada w książce Mgła tak (s. 39):
 
Wstałem sporo wcześniej, ponieważ chciałem skorzystać z okazji – nie byłem dotychczas w Smoleńsku, a jako historyk byłem zainteresowany miastem, które było niegdyś miastem pogranicznym Rzeczypospolitej. Polacy wielokrotnie o Smoleńsk toczyli bitwy. Chciałem zobaczyć, jak on wygląda. I poświęciłem chyba ze trzy kwadranse na zwiedzenie centrum, soboru, murów obronnych. Stamtąd pojechałem na cmentarz. Musiała być jakaś godzina ósma lub kilka minut przed ósmą, kiedy dotarłem na miejsce. Kilkadziesiąt minut spędziłem, doglądając wszystkiego, sprawdzając ustawienie krzeseł, itp.
 
Natomiast o wycieczce parlamentarzystów mówi jeden ze świadków z Gniezdowa oraz Katynia, min. A. Macierewicz 16 kwietnia 2010 na antenie Radia Maryja (materiał do odsłuchania/pobrania tu http://www.radiomaryja.pl/multimedia/refleksje-po-tragedii-w-smolensku-3/; poniżej zamieszczam tylko wybrane fragmenty):
 
16-04-2010
(o. Grzegorz (od 3'02'')): ...Ja chciałbym panie ministrze, byśmy w siódmy dzień od katastrofy polskiego samolotu z panem prezydentem Rzeczypospolitej na pokładzie, z delegacją najważniejszych osób w państwie, chciałbym, byśmy powrócili do tego momentu, bo to... bo ta katastrofa to był moment. Pan prokurator generalny mówi 3 do 5 sekund. Pan był w Katyniu, panie ministrze, proszę opowiedzieć o tej pana podróży sprzed tygodnia.
 
AM: Tak, rzeczywiście, rzeczywiście byłem. I zdecydowałem się na... wyjazd pociągiem, a nie, a nie samolotem, ponieważ nie byłem nigdy w Rosji i chciałem po prostu zobaczyć chociażby z okien... z okien pociągu, jak... Rosja wygląda, jak ta ziemia, jak ta ziemia obecnie wygląda. Było nas ponad sześćdziesięciu posłów i senatorów, a także Rodziny Katyńskie, harcerze, żołnierze. Specjalny pociąg, który tam jechał. Bardzo rano przyjechaliśmy na miejsce do Smoleńska, koło godziny piątej.
 
Zostaliśmy tak bardzo gościnnie przyjęci, zawiezieni do takiego zajazdu Dubrawka, chyba 2 kilometry pod, pod Smoleńskiem, gdzie poczęstowano nas bardzo takim smacznym śniadaniem, a następnie bardzo chcieliśmy, ponieważ w odległości mniej więcej 3-4 kilometrów od tego miejsca na drodze do Katynia, który jest 8 kilometrów stamtąd jest... jest stacja kolejowa, która... Gniezdowo, która była miejscem, do którego przyjeżdżały pociągi z oficerami polskimi z tymi, którzy mieli być zamordowani. Stamtąd byli przesadzani do, do ciężarówek, do tak zwanego „cziornyj woron”, tak nazywano ten, taką ciężarówkę i wiezieni już na miejsce kaźni.
 
Chcieliśmy na tej... stacji kolejowej złożyć kwiaty, wieńce, pomodlić się. Trzy kilometry od tego zajazdu Dubrowka. Bardzo prosiliśmy – przecież cały transport był przez nas wynajęty – i nie sądziliśmy, żeby to był jakikolwiek problem, ale okazało się, że jest inaczej. Bar-..., po bardzo długich pertraktacjach, no, ten pan, który z ramienia władz rosyjskich nadzorował czy kierował ... całą tą grupą powiedział, że zwierzchnictwo jego służb nie wyraża zgody ani w Smoleńsku, ani w Moskwie. Nie wyraża zgody, abyśmy mogli tam, do tego Gniezdowa dojechać.
 
No, po dłuższej rozmowie pomyśleliśmy, że w takim razie, jeżeli to jest niemożliwe przy pomocy autobusów, które wynajęliśmy, no to pójdziemy po prostu na piechotę i grupa ośmiu, dziesięciu posłanek i posłów poszła do Gniezdowa. Przechodziliśmy tą szosą smoleńską, która jest dość szeroka mniej więcej 40-50 metrów, może 40 raczej, dość szeroka, a o obu stronach jest las i w tym lesie są kolejne, no, ośrodki wypoczynkowe dawnego KGB, wojska różnego typu, tego typu instytucji. Mniej więcej co 100 m, 200 m, 300 m są przecinki prowadzące w głąb do tych, do tych ośrodków i w każdej z tych przecinek stał samochód milicyjny i samochód na cywilnych numerach z żołnierzami, czy, czy, czy milicjantami, funkcjonariuszami ubranymi czy po cywilnemu, czy w mundurach. Tak że szliśmy w takim szpalerze chociaż ukrytym, ale, ale dosyć jasno obecnym przez, przez cały czas. Gdy doszliśmy do miejsca, w którym się skręca, bowiem Gniezdowo jest odległe o jakieś trzysta metrów od samej szosy, gdy skręca się w lewo do Gniezdowa to podjechały, podjechały samochody, w tym autokary, które, no, tak zajechały nam drogę, że tak można powiedzieć.
 
Wysiadł ten pan, kilku jeszcze innych, no i w sposób dosyć zdeterminowany, zdecydowany powiedział, że mamy, że mamy wrócić, że nie możemy na tę stację... tylko jak mówię, tam odległa była już o 200 czy 300 metrów – że nie możemy tam złożyć kwiatów, że nie możemy tam się modlić, nie możemy tam być. To względy bezpieczeństwa bardzo, bardzo przez niego były podnoszone i jego osobisty los, który byłby, no, zagrożony, gdybyśmy tego jego zdecydowanej, powiedziałbym, ultymatywnej prośby nie, nie zrealizowali. (...)
 
Trudno było zrozumieć, na czym polegało to zagrożenie w... już nie mówiąc o tych przecież rodzajach straży czy bez-..., szpaleru bezpieczeństwa, o którym mówiłem, no, ale też przecież to jest normalne, normalny teren zaludniony... więc trudno sobie wyobrazić, na czym by miało polegać to, to zagrożenie. (...) Tak dalece było to napięte, że, że on bardzo jasno nam mówił, że to jest kwestia jego osobistego losu, gdybyśmy nie, nie, nie... że tak powiem, nie zgodzili się, gdybyśmy próbowali inaczej się zachowywać, to jego los byłby, że tak powiem, narażony.
 
No więc w tej sytuacji wsiedliśmy do, do wskazanych nam pojazdów, wróciliśmy z powrotem do tej Dubrawki, gdzie, jak się okazało po 15 minutach została podjęta decyzja, że jednak możemy pojechać do Gniezdowa i wróciliśmy z powrotem autobusami, gdzie mogliśmy już w tej, w Gniezdowie, na stacji w Gniezdowie – dojechaliśmy tam, złożyliśmy kwiaty, pomodliliśmy się - więc całe wydarzenie pełne napięcia już takiego wprowadzającego nas w... taką katyńską atmosferę do dzisiaj dla mnie nie jest w pełni zrozumiałe i nie jest jasne, bo był czas, był transport, była możliwość, nie było żadnych problemów, a ze strony rosyjskiej było to wyraźnie traktowane jako rzecz, no, jakaś przekraczająca jakiekolwiek wszelkie normy i zapewne gdyby nie to, że wybraliśmy się tam na piechotę ostatecznie, to byśmy nie mogli w Gniezdowie położyć i się, i się pomodlić.(...)
 
Gniezdowo
 
My wiedzieliśmy, co to jest Gniezdowo, wiedzieliśmy, co się działo na tych dwustu metrach między tą stacją a później szosą smoleńską itd. itd., więc dla nas to było naprawdę po prostu ważne, by chociaż tamtędy móc przejść, wiele domów robiło wrażenie przy sta-, przy tej stacji, robiło wrażenie, jakby przynajmniej częściowo, któreś stały jeszcze w tamtym czasie, więc ten teren w niewielkim stopniu, jak się wydaje, się zmienił, tym bardziej chcieliśmy właśnie krok po kroku każdy fragment przejść, który oni musieli przejeżdżać pod kolbami i... ku śmierci. (...)
 
Przyjechaliśmy, przyjechaliśmy na miejsce pomnika katyńskiego i tego całego obszaru Memoriału, jak to się tam nazywa, który zaczyna się przy samej szosie, 10 metrów od szosy, jest to taka wgłębiona w las polana prowadząca do samych, samych grobów katyńskich, widoczna, będąca po prostu przy samej, przy samej szosie. Wiadomo było, że msza się ma się zacząć o godzinie 11-tej tamtego, tamtego czasu, my tam byliśmy o wpół do jedenastej, może 20 po 10-tej, jakoś mniej więcej w tym... terminie...
 
[Czyli naszego czasu to była 8.20, 8.30?]
 
Mniej więcej tak, mniej więcej tak, tak, dlatego bo tam jest czas przesunięty o dwie godziny do przodu. Więc... grupą dosyć rozproszoną – każdy szukał... tabliczek, czy krewnych, czy znajomych na tych grobach katyńskich, więc troszeczkę się nasza grupa rozproszyła. Szliśmy od tabliczki do tabliczki, od miejsca do miejsca... i o godzinie, pamiętam jak dzisiaj, choć wiem, że to jest sprzeczne z... czasem, jaki jest podawany oficjalnie, ale tak pamiętam, nic na to nie poradzę, o godz. 10.47 od jednego z oficerów dowiedziałem się, że... że są jakieś problemy z lądowaniem, że nie wiadomo, co się stało, że wprawdzie sytuacja jest już opanowana, ale, ale był jakiś kłopot z lądowaniem, więc się przedłuży oczekiwanie na... na delegację rządową[nie wygląda więc na to, by to był komunikat o katastrofie i całkowitym zniszczeniu samolotu; nie jest oczywiście podane, co to za oficer i w jaki sposób dotarła informacja od niego, jak też w jaki sposób ów oficer posiadł wiedzę o „problemach z lądowaniem” – przyp. F.Y.M.; por. też http://freeyourmind.salon24.pl/380030,medytacje-smolenskie-6-godzina-batera].
 
Potem trzy czy cztery minuty później, może, może osiem minut później dotarła informacja, że była katastrofa i że jedna osoba zginęła. Po kilku minutach następnych już była wiadomość, że... że wszyscy zginęli – że wszyscy zginęli... Ona później została jeszcze po kilku minutach zmieniona, że jednak trzy osoby przeżyły i są odwożone do... w ciężkim stanie do szpitala. I w takim stanie wiedzy rozpoczęła się, rozpoczęła się msza, już msza, no, żałobna w istocie – już msza żałobna za ofiary i za to, co wszyscy od razu nazwali i tak odczuli właśnie, drugą listą, drugą listą katyńską, bo to kwiat polskiego...
 
My jeszcze, jak mówię, nie zdawaliśmy sobie wówczas sprawy, dopiero... nawet nie wiedzieliśmy, kto był w tej delegacji, dopiero w trakcie mszy, po, po kolei się dowiadywaliśmy o różnorod-, o różnych osobach, które w tej delegacji były. Do mnie też... dzwoniono i to tak samo do wielu innych osób, bo... co do wielu osób niektórzy nasi znajomi czy bliscy myśleli, że lecimy samolotem, więc bliscy sprawdzali, czy aby nie byliśmy w tym samolocie, czy też jesteśmy na miejscu. Jak wiadomo zresztą telefony naszych przyjaciół, kolegów, którzy byli w tym samolocie dzwoniły długo, bo ten... ta próba skontaktowania się z osobami, które potencjalnie bądź rzeczywiście były w samolocie, była podejmowana przez bardzo wiele, bardzo wiele osób, więc to też dodatkowego dodawało dramatyzmu... (...)
 
* *
Obie wycieczki są ciekawe z różnych względów. Po pierwsze, świadczą o tym, że (zarówno dla prezydenckiego ministra, jak i dla parlamentarzystów) zapas czasu był stosunkowo duży, a w związku z tym (po drugie), jakiegoś wielkiego pośpiechu związanego z chwilą rozpoczęcia uroczystości wcale nie było ani tym bardziej szczególnego podenerwowania. Niewykluczone zresztą, że krążyły wieści o tym, iż delegacja z powodu złych warunków atmosferycznych panujących wokół XUBS, uda się na inne lotnisko, a więc, że uroczystości ruszą z dużym opóźnieniem (http://freeyourmind.salon24.pl/320751,wyczekiwanie; http://freeyourmind.salon24.pl/382860,samolot-zjechal-z-pasa). W przypadku wycieczki parlamentarzystów intrygujące jest pełne niepokoju zachowanie ruskich służb. Wspomina o nim jeden z posłów podczas przesłuchania polskiego montażysty S. Wiśniewskiego (http://freeyourmind.salon24.pl/416196,posiedzenie-z-udzialem-moonwalkera-1):
 
Druga sprawa, to jest kwestia tego, co pan powiedział kilkanaście minut temu, na temat oficera FSB, który pilnował pana torby, a mówię to w kontekście oficerów FSB, którzy bardzo usilnie pilnowali gruby sześćdziesięciorga posłów i senatorów, gdzie nie pozwalano nam zjechać z drogi o 150 czy 200 m na stacji Gniezdowo i dopiero po licznych perturbacjach, nie ma teraz czasu na opowiadanie całej tej historii, mogliśmy, mogliśmy tam pojechać. (...)
 
Ten wątek jednak nie zostaje rozwinięty podczas owego posiedzenia ZP i właściwie pozostaje otwarty do dziś. Obie wycieczki zatem wymagają rekonstrukcji. Zwłaszcza fotograficznej. Nie wiadomo zresztą, czy wyprawa do Gniezdowa była jakoś zgłaszana wcześniej „gospodarzom”, czy nie. Jeśli nie, to zaskakiwać może ilość patroli w lesie przy stacji, których obecność świadczyłaby, że albo się jednak takiej wycieczki spodziewano, albo też w tymże lesie coś szykowano.
 
I jeszcze w tym kontekście przypomnę fragment relacji pos. E. Siarki:
 
Obsługa pociągu robi pobudkę około godz. 5:00 czasu miejscowego (czas warszawki to 7:00).O godz. 6:00 czasu miejscowego jesteśmy w Smoleńsku. Już świta. Chłodny poranek, lekko pod chmurką. Na peronie dworca dużo funkcjonariuszy. Wita nas szefowa miejscowej Polonii, którą ma dziś odznaczyć Prezydent Lech Kaczyński w Katyniu. Przejmują nas funkcjonariusze Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Wsiadamy do autobusu, gdzie możemy wymienić dolary na ruble. W ciągu 30 minut, pod eskortą policji docieramy do małego lokalu, w którym przygotowano dla nas śniadanie. Stwierdziłem, że mają bardzo dobry miód. Tu przebywamy około dwóch godzin [no to jeśli o 6.30 są w Dubrawce, to w jaki sposób po „około dwóch godzinach” będą o „około 10-tej czasu miejscowego” w Katyniu? - przyp. F.Y.M.]. Część kolegów chce w tym czasie iść na stację Gniezdowo, gdzie przywożono transporty Polaków w 1940 roku. Nie ma jednak zgody służb i koledzy, którzy poszli pieszo zostają zawróceni. Ostatecznie Milicja zmienia zdanie i cała grupa zostaje zawieziona na stację, która robi przygnębiające wrażenie swoim otoczeniem.

 
Około godz. 10:00 czasu miejscowego jesteśmy na miejscu nazwanym Kozie Górki – Katyń. Stoi tam długa kolejka Polaków, która przed wejściem na cmentarz jest szczegółowo kontrolowana. Wokół las sosnowy. Kolega leśnik mówi, że wszystkie drzewa mają około 70 lat. Widać plac budowy. Są to fundamenty cerkwi, która ma stanąć przy parkingu w Katyniu.

 
Nagle cała kolejka szybko rusza, ochrona już nie sprawdza tak skrupulatnie wszystkich wchodzących. Zauważyłem, że szef rosyjskiej ochrony potężny mężczyzna, z tą charakterystyczną czapką o szerokim rondzie szybko odchodzi na bok. Po jego powrocie cała kolejka zostaje szybko „rozładowana”. Wchodzimy na teren cmentarza, na którym przed bramą szereg tablic z informacją o tym szczególnym miejscu. Obok mały sklep z galerią pamiątek. Za bramą stoi wagon, którym dowożono polskich oficerów na miejsce kaźni. W środku wagonu tylko słoma na drewnianych pryczach i mały piecyk. Następnie wchodzę w obręb miejsca, gdzie umieszczone są tabliczki z nazwiskami pomordowanych. Widzę ponad cztery tysiące nazwisk. Nad całością góruje krzyż i rosnące drzewa w charakterystycznych dołkach. Te dołki to mogiły...

 
Nagle jedna z koleżanek mówi, że otrzymała informację o problemach technicznych samolotu Prezydenta. Myślę, ot kolejna usterka o której mówiło się przez ostatnie lata w mediach. Redaktor Pospieszalski obok którego przechodzę mówi: „mamy 10 minut opóźnienia”. Po trzech minutach kolejna informacja: awaria, kolega mówi, że podaje ją TVN. Dzwonię do doradcy Prezydenta M. Surmacza – nic nie wie, obiecuje oddzwonić. Otrzymuję telefon od kolegi z Sejmu Michała Wojtkiewicza, kolejny od Roberta Migla z Raby Wyżnej. Dzwonię do córki, nie odbiera. Telefony wszystkich dzwonią – samolot Prezydenta płonie. Dzwoni do mnie redaktor P. Miśkowiec z Nowego Targu: „Martwimy się czy Pan żyje” - Nie wytrzymałem...

 
Ambasador Polski, obecny na miejscu potwierdza informację, że samolot uległ rozbiciu. Minister Surmacz też mi potwierdza. Wszyscy płaczą i pierwsze pytanie: Kto jest na liście? Przyczyna katastrofy - mgła. Jaka mgła, przecież jest piękna pogoda. Bije dzwon na cmentarzu, modlitwa, oficerowie Kompanii Reprezentacyjnej biegają rozproszeni. Dziennikarze proszą o wywiady. Co tu powiedzieć...Boże, znów ten Katyń, co za ziemia. Jak to możliwe? Telefon do żony - żonciu włącz telewizor! Prawda. Szczątki, ogień, las, syreny, telefony. Katastrofa. Co się stało? Co z tą Polską? Znów to miejsce na rosyjskiej ziemi, kolejna Golgota.
 
 
Lubię to! Skomentuj401 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale