615 obserwujących
1599 notek
9325k odsłon
  8059   0

Syrena leśna

 

Już przed dwoma laty zwracałem uwagę na to, że coś „w temacie” odgłosu syreny i jego czasowej lokalizacji się ewidentnie nie zgadza, w kontekście zeznań świadków – chodzi o relacje M. Wierzchowskiego oraz S. Wiśniewskiego (http://freeyourmind.salon24.pl/278778,syrena-ruska). Oczywiście, mimo licznych wyjazdów rozmaitych dziennikarzy śledczych tu i tam i przepytywaniu rozlicznych leśnych dziadków o rozmaite sprawy, nikomu z owych śledczych jeszcze nie przyszło do głowy, by sprawdzić i zarejestrować, gdzie na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku zamontowane są słynne lotniskowe syreny i jak brzmią. Legenda zaś głosi, że wyjąca na filmiku Koli syrena to odgłos nadjeżdżającej straży pożarnej, choć dalibóg chrzęstu kół owej straży wcale na  1'24'' nie słychać. Inna legenda z kolei powiada, że materiał ten, który ponoć miał nagrać swoim telefonem komórkowym W. Iwanow-Safonienko, miał parametry czasowe: 10:56 rus. czasu, czyli 8:56 polskiego. Nie muszę pewnie przypominać, że o tej właśnie godzinie polski montażysta (wedle parametrów pokazanych na jego księżycowym materiale) miał lądować w objęciach omonowców na smoleńskiej ziemi, a kogo jak kogo, lecz Wiśniewskiego na filmiku Koli nie widzimy, tak jak i „strażaków” ani wozów strażackich.
 
Wróćmy zatem na chwilę na posiedzenie ZP z udziałem Wierzchowskiego (grudzień 2010), kiedy to tenże świadek dopytywany jest właśnie o kwestię syreny, choć ma spore problemy z określeniem dokładnego czasu i okoliczności jej usłyszenia:
 
(Posłanka): A te syreny, które zaczęły wyć... ta, o tej 8-mej 56?
MW (wzdycha): No to... yyy... jak ja pamiętam, to... to ja już tam byłem, znaczy, jak słyszałem te syreny gdzieś tam. Mmmm...
(Posłanka):Już, jak był pan na miejscu? Już jak był pan bezpośrednio świadkiem tego?
MW: Myślałem, że jest to jakiś s... że to jest jakiś sygnał... yyy... alarmowy... (...)
(Posłanka): Karetki, czy czego?
AM: Tak, ponieważ one są okropne. Tak. One są tak... przenikliwy dźwięk...
 
 
(Tu ciekawostka, skąd Macierewicz wie o tym, jaki to dźwięk, skoro go na lotnisku XUBS nie było ani wtedy, ani potem? Chce nam szef ZP przez to powiedzieć, że syrena z filmiku Koli to właśnie dźwięk z lotniska? Zamontowana na murze może? - przyp. F.Y.M.)
 
 
MW: Czy... czy... Ja myślałem, że to może to jest, nie wiem, w momencie, kiedy się samolot rozbije, to on, nie wiem, żeby on dał sy... sygnał, że, że, że, dla, nie wiem, poszukiwa... ekip poszukując..., nie wiem, wydawało mi się, że to jest jakiś taki odgłos samolotu, w tym sensie, że, nie wiem,  w momencie katastrofy, włącza się, że...
AM: Tak, tak.
MW: ...w lesie, że... tutaj jesteśmy, tak? A...
 
(Słowem, lotnicza syrena leśna – przyp. F.Y.M. No ale przecież Wierzchowski, jak wynika z wielu jego wypowiedzi, nie słyszał upadku samolotu ani innych odgłosów katastrofy, zaś leśną syrenę miał usłyszeć już będąc na pobojowisku zlokalizowanym uprzednio przez biegnących „felczerów”).
 
 
(...)
(Posłanka Kruk): (...) Jak już pan był na miejscu, to dużo czasu minęło, zanim pan usłyszał te syreny? (...)
MW: Nie wiem. Może... myślę, że to jest około minuty.
AM: Może (...) jeszcze inaczej. Czy pan pamięta, w którym miejscu pan był albo co pan widział, albo co pan robił, gdy pan usłyszał syreny?
MW: ...Co robiłem? Płakałem.
 
(Wierzchowski nie jest więc w stanie sobie przypomnieć, gdzie dokładnie się znajdował? - przyp. F.Y.M. Zdumiewające. Czemu też dopytywany jest o syreny, a nie o syrenę, nie wiem.)
 
AM: Był pan po rozmowie czy przed rozmową z Sasinem?
MW: Yyy... Tego nie pamiętam, powiem szczerze (...) widząc, co się stało, wziąłem telefon i (...) zadzwoniłem do niego, tak? (...) Czy to było przed, czy to było po – musiałbym sprawdzić w billingach
 
 
(to czemu, jako tak ważny świadek i zarazem jako prezydencki urzędnik mający zeznawać przed sejmowym Zespołem, nie przyszedł z billingami z 10-04 na posiedzenie? - przyp. F.Y.M. Ciekawe zresztą, w jaki sposób by sprawdził, czy jego połączenie z Sasinem było przed syreną, czy po, jeśli godzina wycia syreny i tak nie jest do tej pory zweryfikowana? No ale przynajmniej podałby, o której telefonował. Mógłby też przy okazji skorygować wersję A. Kwiatkowskiego, mówiącego we Mgle (s. 88), że Wierzchowski telefonował z lotniska najpierw twierdząc, że doszło do jakiejś awarii (Mówił, że coś jest nie tak, że była jakaś awaria) – dopiero potem zaś miał dzwonić z pobojowiska. Niestety bowiem o tym telefonie o awarii nie wspomina Wierzchowski ani słowem na grudniowym (2010) posiedzeniu Zespołu, zaś Kwiatkowski do tej pory nie został przesłuchany przez Zespół.).
 
(Posłanka Kruk): (...) widział pan słynny... film internetowy ten 1'24''?
MW: Mhm.
(Posłanka Kruk): Czy to był ten sam dźwięk syreny?
MW: Tak... Tylko, że ten film był kręcony od (...) drugiej strony.
(Inna posłanka): (...) ten moment,  kiedy  (...) pan przybywa na miejsce, syreny jeszcze nie wyją, widzi pan wrak tego samolotu, (...) czy to jest wtedy cisza, czy są jakieś okrzy... czy ktoś...
MW:Cisza.
(Posłanka): Cisza, tak? (...) Czyli  nikt nie wołał? (...) Żadnych okrzyków nie było?
MW: Nie. Ja tam podbiegłem, to wszystko było takie, było po prostu wbite w ziemię... Yyy... ja widziałem... tam... bodajże z dwie, trzy osoby, które gdzieś tam...
AM: Leżały.
MW: ...leżały, które były w... mmm... ciężkim stanie. Po tym, tak jak mówię... Dla mnie to był szok, tak? (...) Ci ratownicy, te trzy osoby gdzieś tam sobie były, nawet nie, nie, nie, nie... eee... yyy... Jakoś... mówię... nie... Nawet mnie to nie interesowało, tak?
 
 
(Co go nie interesowało? To, co się działo wokół na „miejscu wypadku lotniczego prezydenckiego tupolewa”? - przyp. F.Y.M. Zresztą nawet, gdyby go „nie interesowało”, to przecież słyszał lub nie słyszał określone dźwięki – nie tylko krzyki, ale i strzały).
 
 
MW: (...) dla mnie to była tak wielka tragedia, to... Ja na początku nie wierzyłem... Może to nie ten samolot.
AM: Tak. To jasne (?? - przyp. F.Y.M.).
MW: I... i... i... potem do... do... dochodzili ludzie... i tak dalej... I ja mówię do...(do kogo? - przyp. F.Y.M.), mówię: może to nie ten samolot, może to... może to nie oni?
 
 
(Może to nie oni? Za chwilę ponownie pojawi się ta wypowiedź w zeznaniach Wierzchowskiego, nawet w formie: Boże, może to nie oni. Wydaje się, że tak można byłoby mówić/myśleć tylko w jednej sytuacji – w takiej, w której widziałoby się ciała nieprzypominające nikogo z członków prezydenckiej delegacji. Widząc przecież rozpoznawalne zwłoki znajomych czy bliskich osób, nikt by nie stawiał na głos (ani samemu sobie) takiego pytania – przyp. F.Y.M.)
 
 
(...)
AM: Otóż dotychczasowe ustalenia mówią, że syrena (...) odezwała się o (...) 10.56, no, licząc te dwugodzinne przesunięcie (...), a świst, który pan usłyszał...
MW: Mhm.
AM: ...poprzedzający katastrofę, mógł się odezwać mniej więcej (...) 10.39/40, ponieważ (...) czarna skrzynka zatrzymała się, jak dotychczas jesteśmy upewniani, na 8.41.
MW: Mhm.
AM: W związku z tym – między tym świstem a odezwaniem się syreny minęło około 16 do 17 minut.
MW: Mhm.
AM: Panu się ten czas skrócił bardzo, prawda? To nie jest zarzut, żeby było jasne, ja tylko próbuję nałożyć pana relację teraz na te punkty, które, wydaje się, że mamy ustalone. Powtarzam, wydaje mi się, ja nie przywiązuję do tego wagi absolutnej, ponieważ, no, tutaj jeszcze bardzo wiele rzeczy będziemy musieli (...) ustalić. (...) Pana dobieg jest tym momentem, w którym możemy powiedzieć, na pewno katastrofa już się zdarzyła.
MW: Mmm...
AM: Tak? ...Przed panem były te trzy osoby, trzy... no, może pięć, no. Powiedzmy sobie, prawda?
MW: Ja nikogo innego nie widziałem.
AM: Dwie, może pięć, nie więcej, prawda?
MW: Mhm. (??? - przecież MW mówił o trzech – przyp. F.Y.M.) Ja nikogo potem, znaczy... yyy... w tym momencie, tak? W tym momencie.
AM: Tak, tak.Tak.
MW: Nikogo więcej nie widziałem, tak? No, po tym... mmm... może minutę, może dwie, może... bo to tak, mówię... bo to ten... okres... czasami się spłaszcza, tak?
 
 
(Spłaszcza? Kwadrans do minuty? Przecież zrazu Wierzchowski opowiadał, że minutę lub parę zajęło dojechanie/dotarcie na „miejsce katastrofy” - przyp. F.Y.M.)
 
AM:Tak, tak, tak, to jest jasne.
MW:Ale w momencie, gdy, nie wiem, no... czasem...
AM: Minuta trwa godzinę czasem, to jest jasne.
MW: Tak zakładam, że jak się służby dowiadują o jakiejś katastrofie, to po prostu wszystkie ręce na pokład i mówię, no nawet, przez, przez las biegną... Przy lotnisku wojskowym, podejrzewam, że są jakieś posterunki... (??? - przyp. F.Y.M.)
AM: Ale to zostawmy założenia nasze, bo...
MW: Znaczy ja nikogo nie mogę potwierdzić, że nikogo, nie, nie, nie, nie... nie widziałem tam, tak?
AM: A kiedy pan, czy pan ma świadomość (...) jakąkolwiek, że przyjechały, nie wiem, samochody strażackie? Samochody służb? Zaczęła się akcja ratunkowa? Czy to pan, ten moment pan identyfikuje jakoś, czy też nie...? Nie? Nie, tak?
MW: Nie. Ja potem odszedłem, jak rozma... odszedłem od tego miejsca na... na... na jakieś 20 może 30 m i, i, i, i mówię... zacząłem rozmawiać z Sasinem, nerwowo paliłem papierosa i po prostu dla mnie to... tak jak mówię, przepraszam, niech państwo mnie zrozumią, ale... to było ciężkie przeżycie, a nie chcę czegoś... dopowiadać z... rzeczy zasłyszanych, bo po prostu...
 
 
Tak to wygląda w opowieściach Wierzchowskiego palącego nerwowo papierosa na miejscu „katastrofy”, gdzie, wedle jego relacji, śmierdziało paliwem. Jak natomiast sprawy się mają u Wiśniewskiego, wedle którego w ogóle nie było czuć paliwa na pobojowisku? Moonwalker o syrenę dopytywany jest w wywiadzie przeprowadzanym przez G. Wierzchołowskiego i L. Misiaka, a opublikowanym w książce Musieli zginąć (s. 89-90).
 
 
SW:  Jedyny sygnał zarejestrowany na moim materiale to straż pożarna. Karetki – z tego, co pamiętam – nie jeździły na sygnale, tylko na migających światłach „kogutów”.
(...)
W&M: Słyszał Pan jakieś strzały?
SW:  Słyszałem kilka, ale to był odgłos podobny do tego, jaki daje trzaskające w płomieniach drewno, a nie wystrzały z broni.
W&M: A głosy ludzi?
SW: Pytano mnie, czy słyszałem na przykład jęki rannych. Z odległości, w której byłem, trudno byłoby je usłyszeć. Proszę pamiętać, że wyły syreny straży pożarnej, słychać było krzyki strażaków, potem krzyki tych, którzy mnie gonili. Nie twierdzę, że te głosy były, czy też ich nie było. Ja nie miałem możliwości, by je usłyszeć.
W&M: Pracownicy Kancelarii Prezydenta, którzy zjawili się na miejscu, mówili, że panowała tam cisza typowa dla miejsca katastrofy.
SW: Ja też ją pamiętam. Ale przecież nie taka jak na cmentarzu, zaraz zresztą pojawiła się tam straż.
W&M: Zjawił się Pan tam o 8:47. Czy straż już wtedy była? Według tego, co podawał MAK, straż przyjechała o 8:56.
SW: O 8:56 włączono syreny alarmowe, ale straż przyjechała wcześniej – remiza jest 200-300 m od miejsca katastrofy. Na moim materiale słychać taki dziwny dźwięk, to właśnie syrena straży pożarnej.Ja i straż pojawiliśmy się na miejscu w zbliżonym czasie.
W&M:Na filmie autorstwa Andrieja Mendrija słychać  taki przeciągły odgłos, jakby sygnał pociągu.
SW: To właśnie odgłos syreny straży pożarnej.
 
 
No i bądź tu mądry, czytając tę wymianę zdań. Księżycowy dokument księżycowej wędrówki polskiego montażysty nie zawiera „jakby sygnału pociągu”, jak dźwięk z filmiku Koli ujęli Wierzchołowski z Misiakiem, moonfilm zawiera za to burkotanie zbliżającego się wozu strażackiego (w tle słychać też chrzęst kół, pracę silnika etc.). Wiśniewski zaś mówi, że to „odgłos syreny straży pożarnej”, a wcześniej twierdzi też, że o 8:56 włączono syreny na lotnisku. Problem w tym, że o 8:56, jeśliby wierzyć „zegarowi kamery”, nie słychać żadnych lotniskowych syren na materiale polskiego montażysty, prawda?
 
Wycie syreny na 1'24'' faktycznie przypomina odgłos lokomotywy, aczkolwiek nie słyszymy stukotu kół pociągu po tymże odgłosie, jest to więc sygnał urządzenia zamontowanego albo na jakimś (wyłączonym) samochodzie, albo na jakimś budynku. Wierzchowski miał ponoć słyszeć odgłos „leśnej syreny”, lecz po nim miała być cisza, a nie okrzyki i strzały (słyszane na ścieżce dźwiękowej filmiku Koli, ale już nieobecne u Wiśniewskiego). Zakładając, że ten świadek, czyli prezydencki urzędnik, mówi prawdę (co wcale nie jest oczywiste), to wynikałoby z jego relacji, iż słyszał odgłos podobny, jednakże nie ten, który jest zarejestrowany na 1'24''.
 
Czy tenże odgłos słyszał również polski montażysta, zbliżając się na pobojowisko, czy nie? Tego akurat nie wiemy, bo nikt go o to nie zdążył zapytać. Jeśli jednak Wiśniewski słyszałby „leśną syrenę”, to na pewno nie o godz. 8:56, tylko dużo wcześniej. Może w „godzinie Batera”, czyli o 8:36 (http://freeyourmind.salon24.pl/380030,medytacje-smolenskie-6-godzina-batera), a może nawet o 7:56? Zgodne to by było z zeznaniami N. Bodina, który twierdził, że do „katastrofy” doszło „około 10-tej” rus. czasu, czyli „około ósmej” naszego. Pasowałoby to też do blisko godzinnego czasu przetrzymywania Wiśniewskiego przez FSB/FSO, o którym mówił na posiedzeniu ZP (http://freeyourmind.salon24.pl/416196,posiedzenie-z-udzialem-moonwalkera-1; cytat poniżej). Nie pasowałoby tylko do oficjalnej narracji „katastroficznej” - zarówno naciskowo-wypadkowej, jak i dwuwybuchowej.
 
 
AM: Czy mógłby pan przybliżyć, o której mniej więcej godzinie TVP otrzymała ten film? To ze względu na dalszy bieg wydarzeń naprawdę jest istotne.
SW:To troszeczkę jest za trudne pytanie, bo w tej chwili nie pamiętam, bo będąc jednak, nie oszukujmy się, jednak i w pewnym stresie, i, no, trochę jednak i szoku, i... która, która to była godzina - nie powiem, bo nie mam takiej wiedzy. Musiałbym poprosić kogoś, żeby sprawdził z tzw. szpiega, czyli podglądu tego, o której materiał przyszedł do... do... na... do firmy, czyli na Plac Powstańców. Tak więc trudno mi powiedzieć, czy to było  godz. 8.50 czy 9.20 nie chcę takich godzin podawać – po prostu nie wiem. Nie...
AM: (...) 12.27 czasu ros., prawda, to jest godz. 10.
SW: 10...
AM: 10.27 czasu pol.
SW: Podejrzewam, że sporo wcześniej.
AM: O 12.27 ten film jest emitowany w ogólnoros. dzienniku telewizyjnym.
SW: Podejrzewam, że spokojnie godzinę wcześniej powinno być w Polsce.
AM: Rozumiem, dziękuję bardzo.
SW: Nawet zakładając, że byłem zatrzymany około godziny – to jest godzina 9., a wydaje mi się, że to było krócej niż godzinę – tak więc mówię: nie chcę podawać godziny, nie chcę podawać informacji takiej, po prostu, nie mam takiej wiedzy. Nie chciałbym nikogo wprowadzić w błąd.
 
 
Jak już kiedyś pisałem, J. Mróz z TVN widzi się z polskim montażystą niedługo po 9-tej, gdyż nerwowa relacja reportera TVN odwołująca się do zeznań świadka, który widział „roztrzaskany samolot”, przekazywana jest poza anteną rządowej telewizji gdzieś w okolicach kwadransa po 9-tej (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/07/top-secret.html), nim J. Kuźniar przed kamerami powie z powagą o problemach z lądowaniem „prezydenckiego jaka-40” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/byy-dwie-maszyny-ktora-sie-rozbia.html). Jeśliby więc Wiśniewski zakończył swoje filmowanie o 8:56, a zwinęliby go omonowcy, to przecież zaraz po 9-tej nie znalazłby się przy głównej bramie wjazdowej na lotnisko, by rozmawiać o tym z Mrozem czy W. Baterem.
 
Wiele by nam pomogła konfrontacja tych dwóch świadków (Mróz i Wiśniewski), nie zaszkodziłoby też przeprowadzić konfrontacji Wiśniewski-Bater i Wiśniewski-Wierzchowski; na tego typu przesłuchania jednak musimy poczekać aż zbierze się jakiś poważny zespół śledczy.
Lubię to! Skomentuj254 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale